Howard Philip Lovecraft – „W poszukiwaniu nieznanego Kadath”

To opowiadanie mistrza grozy zalicza się raczej do fantastyki. Czytelnik odnajdzie w nim elementy kosmologii, demonologii, wróżbiarstwa, spirytyzmu i somnologii. To po prostu historia faceta, który zasypiając raz za razem przeżywa swoje marzenia i koszmary senne tak jakby działy się na jawie. W każdym śnie odwiedza inne miasta np. takie na chmurze i spotyka dziwne istoty np. żabopodobnych kosmitów na księżycu i gadające koty albo gugi.

Bohater opowiadania w snach przemierza egzotyczne porty morskie i bezkresne tafle oceanu aby odnaleźć miasto, w którym mieszkają Wielcy Bogowie. Rozmawia z napotkanymi po drodze marynarzami, górnikami, gospodarzami i… kotami pytając ich jak dotrzeć do lodowej pustyni, na której rzekomo położone jest „nieznane Kadath” Kadath, o którym nikt nie pamięta i mało kto słyszał, a większość istot napotkanych przez poszukiwacza mgliście je tylko kojarzy i odradza mu szukanie Starszych Bogów w Kadath. Mają jakby poniekąd rację bo gdy w jednym ze snów bohater wreszcie trafia do celu nie zastaje tam tego czego oczekiwał.

Podczas swojej wędrówki przez sny odwiedza księżyc, zdewastowane cmentarze, zamki, pałace, domy. Pływa i lata galerami lub podróżuje na zebrze. Spotyka widma, z którymi jakimś sposobem udaje mu się dogadać, koszmary senne, które są tylko sługami widm i nie mają za dużych rozumków oraz duchy lub olbrzymów, a nawet przyjaciela z przeszłości – pewnego malarza, który nie jest jednak już w takiej samej formie w jakiej był kiedyś…

Toczy walki i opowiada się po jednej z dziwacznych ich stron. Pomaga istotom, które pomagają ostatecznie jemu dotrzeć do nieznanego Kadath, gdzie spotyka tajemniczego Nyarlatothepa – duszę i posłańca Bogów Zewnętrznych broniących dostępu do Kadath. To za jego sprawą będzie musiał się wreszcie obudzić nie znajdując i nie rozmawiając z Bogami z Kadath. Ale czy zaśnie jeszcze kiedyś?
Śpiący lata na shantakach (olbrzymie ptaki z głowami słoni), błądzi bo wielkich, kamiennych jaskiniach, kryje się przed atakującymi go stworami lub odwiedza w międzyczasie knajpy, bazary, kamieniołomy czy dwory przedziwnych królów aby tam zapytać o drogę do swojego celu. W każdym miejscu, w którym się zatrzymuje przeżywa przeróżne przygody. Nawet na zboczu góry, na którym wyżłobiono twarz pół człowieka, a pół boga podobnego do tych, których szuka.

W czasie swojej sennej wędrówki dowiaduje się że kilkaset lat temu tylko dwóch śmiałków odważyło się iść do „nieznanego Kadath”, z czego jeden wrócił żywy i….do tej pory żyje! Jego też odwiedza bohater opowiadania, gdy akurat nie wchodzi w militarno-kryminalne konszachty z dowódcami kociego wojska. Spotyka również kapitanów najróżniejszych okrętów i galer, handlarzy niewolników, dziwne istoty podobne tylko do ludzi i wiele, wiele innych, a jego podróż po krainie snów kończy się ostatnim z nich z shantakiem i kosmosem w jednych z głównych ról.

kadh

Jak już wspomniałem opowiadanie jest bardziej fantastyką niż horrorem lub grozą i przypomina trochę Harry`ego Pottera. Miejscami jest nudne, ale niektóre fragmenty naprawdę potrafią zainteresować i wciągnąć czytelnika, jednak do tego trzeba być fanem i znawcą sci-fi i fantasy, a nie horrorów czy slasherów lub snuffów. Mimo że powieść jest długa to można znaleźć ją w zbiorze pt. ” „Sny o terrorze i śmierci”, a nie tylko w pojedyńczym opracowaniu. Nie jest zbyt straszna, więc wrażliwych i marzycieli też zachęcam gorąco do jej przeczytania. Nie jest to obowiązkowa pozycja dla koneserów grozy.

27-latka spalona żywcem przez muzułmanów w Kabulu

Pod koniec marca ubiegłego roku 27-mio letnia Farkhunda Malikzada została błędnie posądzona o spalenie Koranu i zaraz po tym skatowana przez tysięczny tłum muzułmanów w centrum Kabulu (Afganistan). Jakie są konsekwencje dzisiaj tego wydarzenia, które bez wątpienia zasługuje na „horror z życia wzięty”?

Na nagraniu można zobaczyć jak tłum muzułmańskich dzikusów szarpie, kopie, bije kijami i kamienuje młodą dziewczynę aż do krwi. Potem ledwo żywa jest rozjeżdżana samochodami i na koniec podpalona żywcem! Afgańska policja (dostrzegłem jednego) nie zrobiła nic aby zapobiec tej zbrodni oprócz jednego ostrzeżenia. Potem już można nawet rzec że biernie pomagała w bestialskim mordowaniu kobiety przez tych islamistów. Sąd orzekł że studentka Farkhunda Malikzada była niewinna …jednak dopiero po jej zamordowaniu….

Sądzicie że zrobił to celowo, a już przed wydaniem wyroku nie miał wątpliwości co do braku winy kobiety? Biorąc pod uwagę że w większości muzułmańskich sądów kobiety są traktowane gorzej niż mężczyźni i mają mniej praw.

Świat poznał tę historię dzięki nagłośnieniu sprawy przez „New York Times”, gdyż przedtem nagrania były nieznane i nie upubliczniane. Na nagraniu słychać okrzyki Allahu Akbar! i widać jak muzułmańscy mężczyźni znęcają się nad ciałem kobiety. Po kilkukrotnym rozjechaniu samochodami ciało kobiety wystawiono na publiczny widok jako przestrogę dla odważających się znieważyć Koran i …podpalono.

Po dokonaniu tego jakże rozsławiającego Islam czynu i przysparzającego mu szacunku wśród niewiernych psów muzułmanie z tego tłumu morderców cieszyli się, świętowali i gratulowali sobie wzajemnie tego czego dokonali w imię Allaha. Jeden z nich wyszedł nawet z pracy specjalnie w celu wzięcia udziału w morderstwie kobiety. To on przechwalał się że podniósł natychmiast duży kamień, wielkości arbuza i rzucił nim jako pierwszy w głowę Farkhundy. Inny z tych muzułmanów przechwalał się na swoim facebookowym profilu że on zadał ostateczny cios…

Konsekwencje dla oprawców

Zdaje się że najważniejsze w tym wszystkim, ale trzeba pamiętać że Afganistan to muzułmański kraj i sądzi w nim muzułmański sąd…

Sąd ten po rozpoznaniu na publicznym w końcu nagraniu kilkunastu mężczyzn z tłumu oprawców postanowił skazać ich na śmierć co spotkało się z protestami i oburzeniem mieszkańców Kabulu. I tak oto jakby pod presją muzułmańskiej opinii publicznej afgański sąd zdecydował się w tym roku zamienić kary śmierci na kilka lat pozbawienia wolności…

Allahu Akbar!