A Haunted House (2013) – Dom bardzo nawiedzony

Nie pamiętam czy kiedyś mordowałem we wpisie czarną komedię i to czarną dosłownie bo bohaterami tego filmu są w większości murzyni. Tę parodię „Paranormal Activity” polecił mi obejrzeć kolega też lubiący horrory, ale o ile „Paranormal….czasami przeraża to „A Haunted House” już nie, ale i nie śmieszy, chociaż jest komedią!. Jedyny humor w tej komedii to rasistowskie docinki czarnoskórym czynione im przez nich samych, świńskie teksty, nadużywanie słowa „czarnuch” – również przez czarnoskórych i sceny zalatujące obrzydliwymi parafiliami. O ile fabuła kpi sobie z murzynów o tyle reżyser – Michael Tiddes jest biały, ale podejrzewam że homoseksualistą również jest :).

7565407.3

Czarnoskóre małżeństwo wprowadza się do nowego domu i jak się potem okazuje jest on nawiedzony, a zamieszkujący w nim demon opanowuje ciało kobiety co rujnuje życie erotyczne jej męża. Twierdzi on że woli ona od teraz seks z demonem niż z nim i przy pomocy kilku dziwnych gości usiłuje on uwolnić żonę od działania demona. Do domu przybywa medium, ksiądz kryminalista – oczywiście czarny, lokalne łobuzy – też murzyni. Są jeszcze jacyś goście od paranormalnego programu i kończy się na tym że w całym domu zostają zainstalowane kamery. Od tej pory nagrywają się na taśmy spadające szklanki z szafek, wypadające szuflady, kołyszący się żyrandol i igraszki łóżkowe pary czarnuchów. Poza tym w filmie się więcej gada niż dzieje i to też się nagrywa. Nagrywają się wulgarne i seksistowskie teksty księdza i niektóre sceny są podobne do „Paranormal Activity”. Mimo to mi się film nie spodobał bo wolę prawdziwe horrory. Ta komedia jest nijaka i nie polecam jej nikomu. Jednak mimo tej nijakości doczekała się kontynuacji, którą też najprawdopodobniej opiszę dając twórcom jeszcze jedną szansę na rozśmieszenie nie tą komedią!. Kłótnie małżeńskie o zdradę z demonem są żenujące, głupie i nudne, a nie śmieszne…….

Reklamy

Bez retuszu 28.06/2015 + przepowiadanie przyszłości

Jak we wczorajszym wpisie obiecałem, to tak zrobiłem i wziąłem udział w programie publicystycznym pt. „Bez retuszu” Marka Czyża w TVP Info i mam wrażenie po tym negatywne. Nawet więcej – jest gorzej niż w Polsacie!. Nie będę się za bardzo znęcał tutaj nad samym tematem, który dotyczył emerytur, umów pokoleniowych, ZUS-u, płacenia składek i przepowiadania przyszłości bo o ile ten temat był bardzo dobry to do dyskusji o nim zaprosili chujowych gości!. Dyskutantami byli przede wszystkim przedstawiciele lewicy: z PSL, PIS, SLD, a zabrakło dyskutanta antysystemowego lub prawicowego, także prezentowany był jeden pogląd na temat z tym że różnymi słowami. Czasem wydawało mi się że jedna z dyskutantek ukończyła studia imienia Lenina bo podnosiła ZUS do rangi podstawy państwa, twierdząc (tak w skrócie) że bez jednego nie ma drugiego!. W ogóle chyba większość dyskutantów wyznawała tam ZUSowizm, ale ta jędza w białym była najgorsza !. Tych lewaków było ze sześcioro, podczas gdy do „To był dzień: Otwarcie” w Polsat News zapraszają po dwóch. Zgiełk był tutaj niesamowity, ale ta dyskusja i tak nic nowego do niczego nie wniosła.

Na miejscu musieliśmy być prawie godzinę przed samym nagraniem bo byliśmy zgłoszeni do niego imiennie (a w Polsacie nie!) i po przejściu przez bramki bezpieczeństwa przed wejściem do studia trzeba się legitymować, ale nie trzeba wywalać wszystkiego z kieszeni, zdejmować pasków i zegarków jak w Polsacie. No, cóż TVP to telewizja publiczna i może dlatego studio jest większe i lepiej wyposażone (z ludzkich podatków) niż w Polsat News. W studiu jest też nagłośnienie i przed nagraniem krótki instruktaż co do klaskania i kiedy wstać. Tak!, bo w TVP Info, drodzy czytelnicy moich wypocin klaszcze się na akord i każdemu kto tam się odezwał!. Bez względu na to za jakiej jest opcji politycznej gość, a z jakiej publiczność to trzeba (niby) klaskać każdemu bez względu na to czy jego wypowiedź się podoba czy nie!. 40 minut przed nagraniem siedzieliśmy już w studiu, a na zaproszonych dyskutantów była nakładana tapeta (dobrze że nie na publiczność! bo tapeta też jest z ludzkich podatków, ale tylu ludzi wymalować to by się chyba im nie chciało i trzeba by tam było być ze 3 godziny przed nagraniem specjalnie po to!). Program trwa około godziny (dłużej jechaliśmy na ul. Woronicza 17!), a pytania publiczność musi zadawać szybko i konstruować je w miarę składnie i zwięzłowato. Nie ma miejsca na dyskusję i rozwlekanie wypowiedzi przez pytającego tylko murzyn pyta, a pan odpowiada i bez dyskusji!. Także publiczność musi tych lewaków (i nawet marksistów) słuchać i uczyć się od nich o ZUS-ie, a wielki arystokrata to już tylko pytania wysłucha, a nie tego co jakiś podludź z publiczności ma mu do powiedzenia!. Od wejścia do budynku TV do studia jest trochę daleko. Trzeba przejść wiele schodów, bramek i korytarzy, a w Polsacie jest bliżej gdyż się żydzą bo wszystko opłacają za swoje (i z abonamentu). Tutaj mogą pozwolić sobie na monumentalne (mauzealne?) gmachy i długie (pionowe?) korytarze,skoro nie za swoje….

Nagranie można obejrzeć już (podobno) na vod.pl bo na YT nie ma (a te polsatowskie były z pół godziny po nagraniu). „Bez retuszu” jest co niedzielę, więc nie wykluczone że ekipę siedleckiego KORWIN-u jeszcze kiedyś tam zobaczycie!. Zapraszam o 20:40!.

Na temat – MikeHarry
System państwowych ubezpieczeń (ZUS) jest celowo tak urządzony żeby nie można było z niego wyjść. Po tylu latach jest tam taki burdel że nie wiadomo kto ma komu i ile zapłacić, komu się co i po co należy i kto ma płacić na kogo!. Dlatego nie można tego zlikwidować i trzeba ciągnąć dalej lub sprywatyzować konta w ZUS-ie i jego majątek, zlicytować!. Teraz będzie coraz więcej korzystających z niego, a coraz mniej oskładkowanych pracujących do utrzymywania ich ze swoich składek!. Umowa zlecenie nie jest przecież (jeszcze) oskładkowana, a gdyby była to dopiero by się nakradli i narozdawali innym dla ich dobra!. Podatku (nazywanego składką) nie płąci się wbrew pozorom na swoją emeryturę bo tego podatku się nigdzie nie składa ani nie przechowuje tylko jest on wypłacany na bieżąco obecnym emerytom i rencistom, a na oskładkowanego teraz będzie zapierdalał ten okradany z tych składek kiedy będzie on na emeryturze, a nie na swoją….

Nie ma czegoś takiego jak „umowa pokoleniowa” bo nie wyobrażam sobie kto 30 lat temu mógłby się umówić z tamtym pokoleniem w moim imieniu że będę teraz płacił na nie podatek wypłacany im przez ZUS, a okrojony o jego koszty!. Ja też się nie umawiałem z kimś z roku 2050 że jak będę już stary to będzie na mnie płacił swoje składki bo ja płaciłem na to poprzednie pokolenie z którym się ktoś w moim imieniu umówił, a nie na siebie. Ale dla niektórych są już najwyraźniej możliwe podróże w czasie dzięki którym można statystycznie określić wiek produkcyjny i poprodukcyjny przyszłego i poprzedniego pokolenia!. Można też na podstawie tych zmyślonych statystyk określić potrzeby nasze za 40 lat i rodzi się nam murzynka oskładkowanego, który będzie na nas zapierdalał chyba że wcześniej wyjedzie on na kolonie i nie będzie już komu płacić na mnie składek bo wszyscy będą chcieli je brać, a nikt dawać!. Wtedy pozostanie tylko zadłużenie się ZUS-u (państwa!) na emerytury. Nie zobaczyli tego lewacy w przyszłości?.

Fotorelacja brukselska

W związku z tym że w poprzednim wpisie o Brukseli był tylko suchy tekst bo jeszcze nie miałem zdjęć poświęcam im dzisiejszy wpis. Nie miałem czasu przygotować obszerniejszego bo dwie ostatnie noce imprezowałem, a na wieczór muszę się ogarnąć bo znowu pokażą mnie w telewizji!. Dlatego korzystając z okazji zapraszam przed telewizory dzisiaj o 20:40 w TVP Info, program „Bez retuszu”. Ekipa siedleckiego KORWIN-u udaje się tam pierwszy raz, więc sami nie wiemy jeszcze co nas tam czeka. Wiem że TVP Info ma więcej widzów niż Polsat News…..

I co do zdjęć to wybrałem do fotorelacji, takie, które się nadawały. Jednak większość wyszła paskudnie i to wcale nie tylko dlatego że ja na nich jestem, ale też nie było się tam z czym fotografować. Żałuję że nie dotarliśmy do Atomium i siedziby ONZ. Poza architekturą widoczna na zdjęciach i wyżej wymienionymi w stolicy Belgii jest do zwiedzenia też wiele muzeów, między innymi Muzeum czekolady. To już dłużej nie zanudzam….

20150624_165459

20150624_173745

20150624_174337

20150624_174348

20150624_175229

20150624_183419

20150625_103346

20150625_110232

20150625_112707

20150625_114822

20150625_154806

Kurier wschodni – wiadomości z Siedlec i okolic

W dzisiejszym wpisie chciałem polecić mieszkańcom Siedlec, Lublina, Lubartowa, Łukowa, Międzyrzeca i Radzynia całkiem nowy serwis informacyjny donoszący o wydarzeniach mających miejsce w tych miastach. Informacje tam są z pierwszej ręki, a redaktorzy często uczestniczą w spotkaniach i posiedzeniach, które władze chcą ukryć przed mieszkańcami i docierają do niewygodnych informacji. Jest to serwis o sprawach lokalnych, więc niech czytelnicy nie spodziewają się wielkich rzeczy ze świata bo przekonają się że i te małe, dziejące się pod ich nosem, na sąsiedniej ulicy wcale nie ustępują w niczym tym pierwszym. Interesanci znajdą tam wiadomości kulturalne, sportowe i polityczne ze swojego miasta, ale też doniesienia o tym co się dzieje w policji!.

Przykładowy artykuł: http://kurierwschodni.pl/zarzuty-dla-siedleckich-policjantow/

Redaktorzy piszący artykuły pochodzą z miast o których piszą i możecie znać ich osobiśćie, a nawet skontaktować się z nimi!. (Zakładka kontakt), a w ekipie siedleckiej dokona się niebawem mała zmiana tzn. jednego z redaktorów. I zgadnijcie kto nim będzie?. „Kurier Wschodni” to inicjatywa w pełni oddolna – medium to nie jest dotowane przez żadne rządy, rady i nie wpływa na treści w nim opisywane ten kto je sponsoruje. Portal cały czas się rozwija i mimo że jest jeszcze dosyć młodym medium ma już ofertę patronatu medialnego!. (Zakładka – Patronat). W serwisie można umieszczać też swoje reklamy, a w celu uzgodnienia szczegółów w tej sprawie należy skontaktować się z twórcami serwisu (zakładka – Reklama). Sam czytam o tym co się dzieje w Siedlcach, a wbrew pozorom dzieją się ciekawe i nie koniecznie korzystne dla mieszkańców Siedlec rzeczy. Jednak śmiem podejrzewać że w Lubartowie czy Łukowie jest tak samo, a redaktorzy „Kuriera Wschodniego” natychmiast poinformują mieszkańców o aferze lub innym regionalnym zdarzeniu o którym władze gmin i powiatów oraz miast wolały by milczeć….

W serwisie pojawiają się nie tylko doniesienia z ww. miast, ale też z powiatów, gmin i wsi położonych w okolicach tych miast. Także zasięg działalności redaktorów „Kuriera Wschodniego” obejmuje prawie że dwa całe województwa!. Dotychczas tylko lubelskie (Łuków, Lubartów) i mazowieckie (okolice Siedlec), ale jak wspomniałem wszystko się jeszcze rozwija…. I życzę serwisowi, jego redakcji z resztą też sukcesów w tej jakby poniekąd społecznej pracy (bo nie są wynagradzani za pisanie artykułów), uczestnictwa w wielu wydarzeniach, dużego patronatu medialnego i wielu wykrytych lokalnych afer!. Życzę też oczywiście całej rzeszy czytelników moim kolegom z „Kuriera Wschodniego”.

http://kurierwschodni.pl/m/siedlce/

Notatka z Brukseli, czyli – wszędzie śmieci!

Wczoraj wróciłem z brudnej i pełnej muzułmanów stolicy Europy, znaczy się z Brukseli. Pety tam wszędzie leżą na ulicach, milicja jeździ na sygnale co 5 minut i można spotkać żebraka mówiącego w 3 językach. Śmieci walają się na najważniejszych szlakach turystycznych miasta, a nie daleko jest Parlament Europejski w którym też miałem zaszczyt gościć, wielkie to to, ale tam też jest w koło syf :). Policja jeździ nawet na hulajnogach, a piesze patrole są rzadko spotykane, murzyni z kubłami i muzułmanki w tych swoich chustach to już stały element krajobrazu Belgii bo jest tam ich więcej niż białych. Belgia jest dosyć bogatym krajem i nie ma w niej podatku kapitałowego, więc można zwozić tam swoje kapitały, ale za to korupcja jest podobno większa niż w Polsce. Temu ostatniemu trudno się dziwić bo scena polityczna kraju podzielona jest na dwa odłamy narodowościowe. W centrum miasta wrażenie robi monumentalna budowla ministerstwa finansów :). Oprócz tego widziałem też Pałac Królewski, Wielki Plac i i ichniejszy parlament (belgijski) w którym deputowani obu grup narodowościowych (Walonowie i Flamandowie) obradują teoretycznie razem – Walonowie w skrzydle po lewej, a ci drudzy – po prawej. Taki układ odzwierciedla też ich ukierunkowania polityczne bo Flamandowie to prawica, a ci pierwsi – lewica. Jedni mówią po francusku, a drudzy po flamandzku (takie do niderlandzkiego podobne bełkotanie, ale podobno bardziej literackie). Poza tym wszystkie 3 narody zamieszkujące Belgię (+ Niemcy) mają swoje wlasne, oddzielne parlamenty w których obradują na co dzień, a w krajowym spotykają się raczej dosyć rzadko. I nie ma narodu belgijskiego bo wszyscy uważają się to za Flamandów, to za Walonów, a za Belgów to chyba tylko muslimy i murzyni :). Murzyni wzięli się tam z Konga bo kiedyś król Leopold ll ponadawał im wszystkim (jak ich tam żywych zastał) belgijskie obywatelstwo i w ten oto sposób Kongo było belgijską kolonią. Na mieście można sobie normalnie żłopać piwo i psy nie zaczepią, ale jak zatrzymają bez dokumentów to jest mandat i to w euro!. W sumie to mogą się i z tego utrzymywać: jeden patrol zatrzymuje i zabiera dokumenty bo coś tam i daje przez radio cynk do drugiego patrolu, który zatrzymuje tego samego jegomościa i wlepia mu mandat za brak dokumentów :). Ale jak już wspomniałem piesze patrole to rzadkość. Polecam belgijskie piwa, a jest ich podobno ze 2 tysiące gatunków. Dobre piwo to „Stella Artois” i „Kwak” – podawane w specjalnych, przypominających klepsydrę naczyniach. W ogóle każdy gatunek piwa podają w innej szklance i mają tych szklanek od cholery. Polecam też knajpę Delirium Tremens – ona jest wiecznie zatłoczona, ale to tam można napić się tych 2 tysięcy gatunków piw. W samej Belgii jest jakieś 4-5 parlamentów (flamandzki, waloński, niemiecki (bo Niemcy też są tam mniejszością), wspólny (krajowy) i ….europejski.

Gul mi skoczył jak zobaczyłem ichniejszą jazdę samochodami i autobusami bo na porządku dziennym jest blokowanie przejścia dla pieszych na zielonym świetle przez samochody, które nie zdążyły przejechać na czerwonym, używanie klaksonu, korki i jest wąsko. Pojazdy się prawie dotykają na tych drogach z tramwajami, których tory są ułożone byle jak, z resztą i samochody po nich jeżdżą przed tramwajami. Najczęstsza prędkość to 40-60 km/h – ślimaki!. Na szczęście autostrady są dwupasmowe. W ogóle wyprzedzanie, zajeżdżanie drogi, wymuszanie pierwszeństwa, jeżdżą sobie jak chcą tylko powolutku!. Z hotelu na lotnisko Charleroi (około 70 km od Brukseli) jechaliśmy ponad półtorej godziny autokarem. Ale to wiózł nas ciapaty o imieniu Mohamed, on jest genetycznie zaprogramowany na wielbłądy to co się dziwić. Droga z Charleroi do Brukseli to w większości autostrada z lasem po obu stronach, więc można zasnąć, a potem przyjrzeć się ruchowi drogowemu w centrum miasta, a może zadziwić jak już wspomniałem. Mimo to drogi są równe – bez dziur, wysepek, zbędnych znaków, fotoradarów i barierek, czy innych pierdół odciągających uwagę kierowców od prowadzenia samochodu. Nie ma też progów zwalniających i to w miejscach w jakich w Warszawie były by ze 3!. Widziałem tylko ze 2. Piesi też sobie chodzą jak chcą i to na czerwonym świetle, jeżdżą rowery (które można wypożyczyć), hulajnogi (nie tylko milicyjne :D) i motory, chociaż od tych ostatnich kradną czasami kierownicę…. Mówi się że w Polsce nie umieją jeździć i są korki i wariaci. Polecam pojeździć sobie po Brukseli to dostaniecie białej gorączki, a po Warszawie jeździ się o wielokroć szybciej i sprawniej chociaż nie ma takich dobrych dróg jak w Brukseli.

Na kieszenie trzeba uważać też przy głównych atrakcjach turystycznych i w zatłoczonych, wąskich uliczkach. Pełno tam muslimów i Belgów z Konga, Beninu… (żeby nie napisać – Murzynów 🙂 ). Większość ludzi mówi po francusku, ale po angielsku też się idzie dogadać np. obsługiwał nas kelner mówiący po francusku i angielsku, a w kieszeni miał ruskie L&M z napisem – kurjenje ubijajet :D. Piwo kosztuje zazwyczaj 4-5 euro, a fajki od 6 euro wzwyż. O ile te ostatnie są takie jak i u nas to z naszych piw widziałem tylko Tyskie, reszta lokalna. Można też znaleźć coca-colę w zielonej puszce, ma podobno od cholery słodzików, ale jest bez cukru i tym się od zwykłej różni, ale nie widziałem jej jeszcze w Polsce. Wspólne coca-colę to tylko – coca cola cherry i zero + light. W hotelu (w naszym przypadku Villa Royale ; adres: Rue Royale 195) też można dogadać się w 3 językach i napić się lokalnego piwa. Co ciekawe to w hotelu nie jest droższe od tych w piwiarniach na mieście. Tańsze są tylko w sklepach spożywczych (ale te same). Hotel jest podobno czterogwiazdkowy, ale to są chyba belgijskie gwiazdki (każdy kraj inaczej to liczy) bo standard był nieco niższy niż w Polsce w hotelach trzygwiazdkowych, ale nie ma co narzekać bo najgorzej nie jest. Pokoje są dwu lub trzy osobowe.

Stell

kwa

Lot samolotem (Ryanair) też dupy nie urwał (a na ten do Polski żeśmy się prawie spóźnili) trochę trzęsło i szumiało, zatykało uszy i widok też nie specjalny bo chmury wszystko zasłaniają. Jednak dzięki temu droga zajęła nam 2 godziny (z Modlina do Charleroi), a nie jakieś 10 jakbyśmy samochodem zamierzali jechać. Ciasno w tym Ryanair`ze jest, ale można się przespać i jest klima. Nie radzę kupować tam sobie czegoś do picia, czy jedzenia bo jest ze 3 razy droższe niż na ziemi. Za małą coca-colę (ponad 100 mililitrów, w puszce) trzeba zapłacić 2,50 euro tj. ponad 11 zł!. W Stokrotce za 11 zł miałbym 4 (kurwa!) litry. Jeśli chcecie w powietrzu coś zjeść, na przykład Lasagne to małe pudełeczko kosztuje 40 zł i kot by się tym z pewnością najadł. Malutkie krakersy kosztują 10 zł. Piwo w samolocie (najczęściej Heineken) to wydatek rzędu 5 euro (jakieś 20 złotych) i też takie malutkie. Jeśli ktoś jest wysoki lub za dużo miejsca zajmuje to ciężko mu będzie w kiblu. Bo te Ryanair`y są niebywale małe i dwusilnikowe, więc raczej nie latają na rejsy transatlantyckie. Ale kapitan nie miał na imię Mohamed (ani w jedną stronę, ani w drugą) i pewnie dlatego nie wylądowaliśmy centralnie w samym Parlamencie Europejskim. Z resztą jego gmach jest większy niż Pentagon i budynek na ul. Wiejskiej w Warszawie razem wzięte (tylko parlament w Budapeszcie jest większy od PE bo jest podobno to największy gmach parlamentu na świecie! ), a ten samolot jest za mały żeby zniszczyć chociażby jego połowę!. Przydały by się takie ze 3. Na Modlinie bagażu mi nie przetrzepali, nawet do niego nie zajrzeli, ale za to w Charleroi zaglądali do bagaży i pozabierali ludziom trochę pamiątek. Także chyba nie udany zakup :P. Co do tego to tam jest większy reżim niż u nas. Na Modlinie to ewidentnie pierdolą (czasami). Jeśli bombę sprytnie schować to można by ją przemycić i przez Rentgen na pokład samolotu….

W PE wysłuchaliśmy wprowadzenia osoby odpowiedzialnej za jego kontakty ze światem zewnętrznym (Polak pracujący tam od 10 lat), pogadaliśmy z nim trochę o demokracji i ochronie środowiska, a o 16:30 wjechał prezes Janusz Korwin-Mikke i za nim udaliśmy się do sali plenarnej w której spędziliśmy (a było nas 53 osoby) około 20 minut. Można było sobie posłuchać na słuchawkach o czym oni tam pieprzą (j. polski jest na miejscu 18 w słuchawkach, jeśli by ktoś jeszcze tam jechał….). Każdy z nich (europosłów) ma na swoją przemowę od jednej minuty do dwóch i pół, a jaki był temat akurat tych obrad to nie pamiętam i z resztą mniejsza o to bo i tak nie mówili na temat, a każdy przywołany do głosu mówił co innego tylko na pozór związanego z tematem. Pech chciał że trafiliśmy na wypowiedź posła Zbigniewa Kuźmiuka z Europejskiej Partii Ludowej. On mówił akurat po polsku, ale w słuchawkach też słyszałem tłumaczenie z polskiego na polski…. Także nie wiem czy te ich pieprzenie od rzeczy to wina spontanicznych tlumaczeń czy rozmiaru czaszki bo lewaki mają przecież mniejszą, tak jak komuchy…. Żałuję tylko że nie można było w tej sali robić zdjęć bo cieć-żabojad się pruł, poza tym sala jest wielka, oświetlona i ogrzana za nasze pieniądze!. Na doł też nie zeszliśmy tylko siedzieliśmy na górze w loży dla gości. Obok nas błąkały się wycieczki pepików, Rumunów, Włochów i Angoli. Przed wejściem do PE trzeba się prawie rozbierać i przepuszczać rzeczy przez Rentgen: komórki, portfele, paski, czapki, zegarki, biżuteria itp. Potem przechodzi się przez detektor….

W zwiedzaniu Brukseli moją uwagę zwróciły wszędobylskie lwy (pomniki), poza tym jest dużo parków, skwerów, knajp, restauracji…..W dzień wyjazdu wyruszyliśmy z małą obsuwą (około 40 minut) bo nasz autobus miał wypadek i musieli podstawić drugi. Wlekliśmy się więc około dwóch godzin do tego nieszczęsnego Charleroi i zapieprzaliśmy z językiem na wierzchu na samolot gdy wreszcie tam dojechaliśmy. Ostatnie co widziałem w Belgii to prawdziwy żyd!, który stał sobie w kapeluszu i z pejsami bezczelnie przy barierce. Szkoda żeśmy się śpieszyli, ale poczułem się jakby to właśnie on mnie żegnał w imieniu UE. Żałuję tylko że nie spróbowałem piwa klasztornego (bo w Belgii ojczulkowie robią piwo po klasztorach!), ma ono ponad 11 % alc. i jest podobno nie dobre bo waniaje tylko tym alkoholem. Głupio się czułem również jak mówili do mnie per Monsieur….

Jeśli zapomniałem o czymś wspomnieć to mam nadzieję że na dniach sobie przypomnę :). Zadawajcie też pytania w komentarzach jakby co. Było nas tam ponad 50 osób, więc mam nadzieję że ktoś z nich przeczyta ten wpis i dołoży w komentarzu coś od siebie :).

Wnętrze hotelu Villa Royale

Moldovenii s-au născut – Mołdawowie się narodzili

La o margine de lume,
Unde Dumnezeu a vrut,
Într-o zi cu voie bună,
Moldovenii s-au născut

Printre codri și coline,
Lângă Nistru, lângă Prut,
Într-o zi cu voie bună,
Moldovenii…

La o margine de lume,
Unde Dumnezeu a vrut,
Într-o zi cu voie bună,
Moldovenii s-au născut

Unde soarele răsare,
Unde grâul e crescut,
Lângă udături de poame,
Moldovenii s-au născut

Unde păsările cântă,
Unde peștele nu-i mut,
Lângă turma de oi dalbe,
Moldovenii…

La o margine de lume,
Unde Dumnezeu a vrut,
Într-o zi cu voie bună,
Moldovenii s-au născut

Moldovenii s-au născut

Unde Dumnezeu a vrut,
Într-o zi cu voie bună,
Moldovenii s-au născut

Moldovenii s-au născut
La-la-la-la-la…

Unde doina-i auzită,
Unde jocul e văzut,
Într-o zi cu voie bună,
Moldovenii s-au născut

Unde pâinea e cinstită,
Unde omul е crezut,
Într-o zi cu voie bună,
Moldovenii…

La o margine de lume,
Unde Dumnezeu a vrut,
Într-o zi cu voie bună,
Moldovenii s-au născut

Moldovenii s-au născut,
Moldovenii s-au născut…
Moldovenii s-au născut.

Na krawędzi świata
W miejscu, które wybrał Bóg
W dzień z dobrymi zamiarami
Mołdawianie się narodzili

Pomiędzy lasami i wzgórzami
Blisko Dniestru, blisko Prutu*
W dzień z dobrymi zamiarami
Mołdawianie…

Na krawędzi świata
W miejscu, które wybrał Bóg
W dzień z dobrymi zamiarami
Mołdawianie się narodzili

Gdzie słońce wschodzi
Gdzie rośnie pszenica
Blisko napojów zrobionych z winogron
Narodzili się Mołdawianie….

Gdzie ptaki śpiewają
Gdzie ryby nie są nieme
Blisko trzody śnieżnobiałych owiec
Mołdawianie…..

Na krawędzi świata
W miejscu, które wybrał Bóg
W dzień z dobrymi zamiarami
Mołdawianie się narodzili

Mołdawianie się narodzili….

W miejscu, które wybrał Bóg
W dzień z dobrymi intencjami
Narodzili się Mołdawianie

Mołdawianie się narodzili
La-la-la-la…

Gdzie pieśń jest nadal słyszalna
Gdzie taniec jest nadal widoczny
W dzień z dobrymi intencjami
Narodzili się Mołdawianie

Gdzie chleb jest nadal mile widziany
Gdzie człowiek nadal wierzy
W dzień z dobrymi intencjami
Mołdawianie….

Na krawędzi świata
W miejscu, które wybrał Bóg
W dzień z dobrymi zamiarami
Mołdawianie się narodzili

Narodzili się Mołdawianie
Narodzili się Mołdawianie
Narodzili się Mołdawianie

Poniedziałkowe rozkminy o ideowości i ubezpieczenaich

Dla człowieka wiernego jakiejś idei nie jest ważne jego życie bo w ogóle żadne życie nie jest dla niego ważne. Prawdziwy ideowiec poświęci bowiem swoje życie dla idei, której jest wierny i stawia ją ponad siebie. U mnie jest na przykład na górze – idea, a potem dopiero życie, moje czy innych. Dla człowieka wierzącego (w cokolwiek) jego ideą powinna być jego wiara, a zatem nawet fanatyczni katolicy nie wierzą w swoją ideę!. Celem ich życia powinno być zapewnienie sobie miejsca w raju, a nie życie doczesne i materialne dobra i teraz ubóstwiają oni każdy przeżyty rok na ziemi z czego korzystają tylko firmy ubezpieczeniowe!. Wspomniane firmy zorientowały się że dla ludzi ważne jest ich życie, a nie Bóg i raj to dlaczego by na tym nie zarobić?. Straszą nas więc że spłonie nam dom, że przejedzie nas samochód i że dostaniemy zawału…no chyba że będziemy im płacić! :). Grożą więc swoim klientom że jak nie zapłacą składek to po potrąceniu ich przez samochód nie dostaną żadnego odszkodowania, a po zawaleniu się ich domu zostaną nie dość że bez dachu nad głową to jeszcze bez jakichkolwiek środków….”Dom – jedna chwila”, jak głosił kiedyś plakat PZU z zapałką!. Ludzie się boją i płacą, boją się o swoje życie nad, które nie stawiają już żadnej ideii dla której warto je stracić. Człowiek ideowy nie ma więc czego się bać!. Niestety dialog z człowiekiem wierzącym (lub myślącym że wierzy) wygląda najczęściej tak:

– Kochasz bliźniego swego?
– Tak
– wierzysz w życie wieczne i Boga Ojca?
– Tak
– chcesz iść do raju?
– Tak
– a kto jest dla ciebie najważniejszy?
– JA!

Z drugiej strony, nie każdy (nawet fanatyczny katolik) ma w sobie tyle odwagi aby powiedzieć przedstawicielowi firmy ubezpieczeniowej – spierdalaj, nie dostaniecie nic bo chroni mnie Bóg Ojciec, mnie, moje dzieci i mój dom. Nie mają odwagi, boją się i płacą!. Do tego strachu dochodzą jeszcze ogłupiające reklamy i przestrogi abyśmy wolniej jeździli i mniej palili bo powoduje to raka. Z punktu widzenia firm ubezpieczeniowych jest to bardzo ważne żebyśmy się nie zabili tym samochodem i nie przekręcili się od raka płuc bo dopóki żyjemy to im płacimy składki!. A jeśli się przekręcimy to oni najprawdopodobniej będą musieli zabulić!. Chociaż w większości przypadków się wykręcą i zasypią wystraszonego i bezradnego, wierzącego ideowca tonami papierów, przegonią go trochę po urzędach i zrobią wielką łaskę, a na koniec jeśli już coś wypłacą to i tak mniej niż przewidziane było w umowie bo znajdą jakąś lukę, haczyk, pretekst, winę. Wiem bo już przez to przechodziłem 3 lata temu, ale pamiętam to do dziś jakby to było wczoraj!. Słyszę w głowie dialogi przeprowadzane z przedstawicielką firmy ubezpieczeniowej, szefową ojca (gdyż zmarł on w pracy), pamiętam maraton po urzędach do których mnie odsyłali, widzę ich twarze we śnie….

Tak, więc: kocham bliźniego swego, ale sąsiad niech spierdala, wierzę w Boga Ojca i życie wieczne, ale chcę przeżyć jeszcze chociaż ten jeden rok – pić, palić, płacić, bać się, ubezpieczyć….po prostu: żreć i żyć!. Dla mnie jest na górze idea pewnie dla tego że ja nie mam (jeszcze) o kogo się bać bo jakiejś specjalnej rodziny nie mam, a listy piszą do mnie tylko Topaz i Biedronka. Bać się o siebie nie widzę sensu skoro korzysta na tym ktoś inny podtrzymując ten mój strach abym mógł dalej żyć i płacić składki!.

P S. Ciekawe jak jest z tą wiarą w cokolwiek tam gdzie się pojutrze wybieram :). Czy ludzie porzucili swój idealizm dla frytek i państwa opiekuńczego?. A każde państwo musi delegować tam aż 3 swoich ambasadorów….

Do Chrześcijan
Flaki Chrześcijan płynął sobie właśnie irackimi i syryjskimi ulicami, a oni tutaj nadal wierzą że przyjdzie do nich pan Jezus!. Żeby przyszedł musi mieć do kogo tj. Chrześcijan ma być coraz więcej, a nie coraz mniej!. Papież w międzyczasie wydzwania sobie do co pomniejszych pokrzywdzonych przez swojego bliźniego w Europie i pyta czy aby czegoś nie potrzebują. Ci co ginął tam z rąk muzułmanów są najlepszym przykładem na to że czasami jest coś ważniejszego niż życie, ale niektórzy nie mają też wyboru bo większość z nich wolała by raczej żyć dżizję (podatek nakładany na niemuzułmanów) za to że żyją!. Tymczasem muzułmanie są już coraz bardziej wpływowi i silniejsi za naszą miedzą, zrobią wszystko dla Allaha, poświęcą nawet swoje (i nie tylko) życie. Życie ich szyickiego i chrześcijańskiego sąsiada też nie jest nic dla nich warte bo liczy się Allah!. Dlatego jest ich coraz więcej. Czy doczekamy się zatem paruzji Mahometa?.