Rytualna amputacja palców

Mieszkańcy Papui-Nowej Gwinei z doliny Baliem zawiązują sobie palce sznurkiem i robią na nich nacięcie żeby spłynęła część krwi.Potem inny z członków plemienia/rodziny ucina krwawiący palec krewnego specjalną gilotyną i….pali go niczym papierosa :). Popiół z wyjaranego palucha umieszcza się na honorowym miejscu w domostwie aby chronił przed złymi duchami….

Wierzenia ludowe Papuasów z Baliem mówią że dusza domownika nie zazna spokoju jeśli jego rodzinny dom będą nawiedzać złe duchy. I po to urządza się opisany wyżej rytuał :). Żeby tata, babcia i wujek mogli spoczywać w spokoju.

Oficjalne i cywilizowane (wg. siebie samych chyba tylko….) władze Papui Nowej Gwinei próbują administracyjnie walczyć od lat z wyżej opisanym obrzędem ludowym rdzennych mieszkańców. Ale znoszenie ustawą rytualnego jarania paluchów do dzisiaj spełza na panewce….

 

 

Reklamy

Zupa z prochami przodka?

Była już zupa z grzyba rosnącego w gąsienicy i biżuteria ze sproszkowanych ciał krewnych. W dzisiejszym horrorze z życia wziętym , który równie dobrze może pasować do kuchni MikkeHarry`ego chcę wspomnieć co nie co o pewnym rytuale pogrzebowym ludu Janomamów  – Indian zamieszkujących Brazylię i Wenezuelę.

Mało tego że jedzą oni pieczone myszy i gotowane mózgi małp albo wciągają nosami jakichś halucynogenny proszek, a gospodarz może zaoferować gościowi swoją żonę na noc jeśli się ich odwiedzi….. To plemię indiańskie do lat 60. XX wieku nie miało jeszcze kontaktu z białym człowiekiem, a teraz planuje się zbudowanie dla tych Indian rezerwatu ochranianego przez wojsko, gdyż najprawdopodobniej są potomkami pierwszych mieszkańców Ameryki Południowej.

No, ale to o jedzeniu i horrorze miało być, a nie o geopolityce….

Janomamowie wierzą że spożywanie prochów zmarłych krewnych zapewnia im (zmarłym) nieśmiertelność  (jakiś rodzaj reinkarnacji?) bo spożyty nieboszczyk żyje w nich. Dlatego jeszcze w dniu zgonu Indianina kremuje się jego ciało i ……doprawia prochami zupę!

Przed spożyciem takiego rytualnego posiłku ciało nieboszczyka spala się w ognisku, kości mieli na proch i przyprawia nimi zupę z pieczonych bananów.

OLINKOWANIE

https://mikkeharry.wordpress.com/2015/08/09/zupa-z-grzyba-rosnacego-w-gasienicy/

https://mikkeharry.wordpress.com/2014/11/26/nekrobizuteria-czyli-kolczyki-z-babci-i-naszyjnik-z-prochow-meza/

 

Smacznego i Wieczny Odpoczynek! 😀

Zmarli w domu, czyli indonezyjskie Halloween Toradżów

Dawno nie publikowałem bo praca dla Prezydenta Miasta Siedlce bo z nim mam do końca roku umowę o pracę i gorączka świąteczna bo matka w domu goni mnie po pracy do trzepania dywanów i innych pierdół, ale myślę że dzisiejszy horror z życia wzięty będzie dla drogich czytelników moich wypocin i innych – przypadkowych internautów trafiających na tego bloga chociaż małym zadośćuczynieniem mojego kilkutygodniowego milczenia…

Mimo tego ostatniego dziękuję internatom z różnych stron świata  (Hongkongowi i Ukraińcom też 😛 :D) za systematyczne odwiedzanie mojego bloga. Bo statystyki sprawdzam niemal codziennie…. Jesteście wielcy :*. A dzisiejszy wpis jest (mam nadzieję) początkiem cyklu wpisów z tej kategorii. Bo kiedyś jeden z komentujących mojego bloga życzył sobie „więcej horrorów z życia wziętych”……

Tak, więc przenosimy się do  muzułmańskiej Indonezji, a konkretnie na wyspę Celebes (jedenastą co do wielkości wyspę na świecie w Archipelagu  Malajskim. Żyje tam lud protestanckich (kiedyś wyznających animizm) Toradżów…….Ale to nie dane geopolityczne są istotą horroru z życia wziętego, ale podejście ludu Toradżów do śmierci i zmarłych. Takie Samhain/Halloween/Święto Zmarłych/Wszystkich Świętych…. w Indonezji. Obca kultura i obyczaje dla nas EUROPEJCZYKÓW pasujące do wspomnianej wcześniej kategorii….

Celebes.png

Wyspa Celebes w Indonezji (w czerwonej ramce)….

Toradżowie zamieszkują dolinę zwaną Tana Toraja, a nie tylko w ojczystej Indonezji, ale i na świecie ten protestancki lud jest znany z niekonwencjonalnego podejścia do zmarłych. A mianowicie: zgon swoich bliskich, krewnych i członków rodziny traktują jak powód do zabaw, weseli i innych przyjęć. Jeśli chcesz zjeść kolację ze swoim martwym dziadkiem lub zmarłą niedawno teściową to możesz zrobić to u Toradżów i to nie w sensie duchowym, przenośnym lub emocjonalnym ; ale dosłownym bo ten lud słynie z wyciągania z grobów i trumien swoich bliskich nieboszczyków i zapraszania ich do domu na rodzinne przyjęcia i imprezy. Ciało wydobyte z grobu może fizycznie „biesiadować” w domu nawet kilka tygodni lub miesięcy. Zależy od tego jak długo potrwa impreza :).

tor

Toradżanki w strojach ludowych….

Toradżański pogrzeb….

Im bogatsza rodzina tym uroczystość pogrzebowa jest dłuższa i kosztowniejsza, a gnijący, doczesny odwłok krewnego tym więcej spędza czasu z żyjącymi jeszcze członkami rodziny, sąsiadami, znajomymi i krewnymi. Trup babci, cioci lub taty zawinięty w kawałek materiału spoczywa w szopie, na strychu, w piwnicy bądź innej izbie domu i czeka aż żyjący domownicy zaproszą go do stołu.

Podczas domowej uroczystości zmarli krewni są traktowani jak żyjący domownicy, a szkieletom z resztkami wiszącej skóry są czesane włosy i obcinane paznokcie przez innych biesiadników! Nawet jeśli takie ciało zostanie złożone nazad do grobu to toradżańscy krewni nie pozwolą mu się za długo  cieszyć spokojem bo jeszcze w tym samym roku zaproszą trupa na kolejną imprezę…. Czy to aby na pewno po chrześcijańsku? :O

20181222_133645

Z grobów wydobywane są zmumifikowane zwłoki, którym zmienia się ubrania (a czasami bywa to młoda para – nowożeńcy, którzy zmarli w wieku 60 +). Zwłoki i ich pozostałości – szkielety są też przez bliskich im Toradżan czyszczone. Tak „upiększone” zwłoki zmarłych bliskich są zapraszane na toradżański zjazd rodzinny tj. na kilku lub kilkunastodniowy pobyt w domu i zabawy oraz rozmowy i mieszkanie z żywymi (jeszcze) członkami rodziny.

Na takich rodzinnych zjazdach gnijące trupy zasiadają przy wspólnym stole świętując razem z żywymi domownikami, a potem są nazad czyszczone i składane do grobu, aż do kolejnego, rodzinnego święta….

Znowu Polak zadźgany w Niemczech przez……

Przerywam jakże pasjonujący i fascynujący cykl H.P Lovecraft „Nienazwane” aby donieść za artykułem z dołączonych do wpisu zdjęć o kolejnym horrorze z życia wziętym Polaka w Niemczech. Wszyscy pamiętamy jeszcze zamordowaną przez muzułmańskiego szczyla Jolantę, a Krystian trafił na swojego mordercę wychodząc z biblioteki…..

„Orgia przemocy gości Angeli Merkel zażądała kolejnego zabitego. Tym razem w Neumünster w Schleswig Holstein.  Z ofiarą to chodzi o 20-sto letniego Polaka, który od ponad roku żył w Neumünster. Został brutalnie podźgany (porżnięty, pocięty) przez „Południowca” i zmarł w szpitalu na skutek odniesionych ran. Z komunikatu policyjnego:

Krótko po 6:00 rano w niedzielę 16 września doszło między nim (ofiarą), a nieznanym sprawcą do krótkiej, fizycznej potyczki lub sporu. Tła tej sprzeczki nie są w tym czasie jeszcze znane. Ofiara odniosła śmiertelne obrażenie kłute, a przedmiot czynu nie może być w tym czasie z pewnością określony. Następnie sprawca uciekł w kierunku dworca, a policja uważa za możliwe że podczas dokonywania czynu sam ściągnął na siebie krwawe (krwawiące) obrażenia. Jest opisywany w następujący sposób: Jakieś 180 cm wzrostu i około 30 lat, jasnoszara kurtka z kapturem  i ciemna, trzydniowa broda, południowy wygląd i sportowa sylwetka. Kto obserwował sprawcę podczas ucieczki albo może dać inne wskazówki proszony jest o kontakt z policją kryminalną w Kiel pod nr. 0431 160 3333. Śledczy podążą za każdym śladem, a do akcji zostały włączone psy tropiące i specjalny technik kryminalistyczny. Te jednostki nie zostały podane do wiadomości (pozostają nieznane) żeby mogły użyć zdobytej wiedzy o sprawcy na późniejszych przesłuchaniach. Prosimy z tym (przy tym) o zrozumienie. Współczujemy krewnym i obywatelom (Polski) i zrobimy wszystko żeby wyjaśnić ten przypadek.

-tyle policja

Według doniesień „BILD” układacz kafelków, glazury (glazurnik) Krystian był uprzejmym młodym człowiekiem. Lubianym przez przyjaciół i kolegów. Ktoś mówi: Nie skrzywdził by nawet muchy. W poniedziałkowe popołudnie matka Krystiana przyjechała z Polski. Każdego miesiąca wysyłał pieniądze do ojczyzny dla swojego młodszego brata w wieku 8-miu lat, który jeździ na wózku.

Media społecznościowe informują o planowanej manifestacji żałobnej z kwiatami dla uczczenia pamięci. W poniedziałek o 16:30 na miejscu zbrodni.

PODSUMOWANIE MIKKEHARRY`EGO

Krystian ciężko pracował na swoją rodzinę i niepełnosprawnego brata. Poza tym był uprzejmy dla Niemców, a został najprawdopodobniej za nic zarżnięty przez „POŁUDNIOWCA” z trzydniowym zarostem. Pewnie bezrobotnego…..A swoją drogą to co to znaczy „POŁUDNIOWIEC„? Czy to bezpieczniejsze określenie na muzułmanina, ciapatego? Czy nie mogą Niemiaszki napisać po prostu – KANACKE ?

 

Chiński kanibal w kanadyjskim autobusie

Ten „horror z życia wzięty”, a mający miejsce dziesięć lat temu w Kanadzie (rok 2008) na drodze z miejscowości Erickson do Winnipeg przypomina trochę scenariusz jednej z odsłon filmu „Smakosz” . 

https://mikkeharry.wordpress.com/2015/01/17/jeepers-creepers-2-smakosz-2/

https://mikkeharry.wordpress.com/2015/01/18/jeepers-creepers-2001/

Abstrahując już od średnio strasznych i starych filmów historia opowiada losy 22-letniego wodzireja Tima Mcleana, który jadąc autobusem trafił na agresywnego i chorego psychicznie współpasażera jakim był 40-letni Chińczyk Vince Weiguang Li. – Żyjący już wtedy od kilku lat w Kanadzie z żoną Azjata został kilka godzin wcześniej wyrzucony z pracy i nie wychodziły mu poszukiwania nowej. Kontakty, między innymi te ze swoim psychoterapeutą Li miał utrudnione przez niedostateczną znajomość języka angielskiego. Wsiadając w Erickson usiadł koło Tima Mcleana, który ze słuchawkami na uszach nawet nie spojrzał na nowego towarzysza podróży, a przyłożył głowę do szyby usiłując zasnąć….

Li – bezrobotny, chiński imigrant. Morderca i kanibal.

Azjata ze zdjęcia powyżej wyjął z za ubrania rzeźnicki nóż i zupełnie bez żadnych emocji, a za to ze stoickim spokojem wbił go w klatkę piersiową, a następnie w szyję swojego zasypiającego towarzysza podróży – młodego wodzireja. Zaalarmowany krzykami pasażerów kierowca zatrzymał autobus i razem z nimi wybiegł na pobocze obserwując przez okna jak Li obcina Mcleanowi głowę i z kamienną twarzą pokazuje ją im przez okno! Ale to nie koniec widowiska….

Tim Mclean – ofiara jednego z najbardziej okrutnych morderstw w historii Kanady. Ta rzeź wstrząsnęła całym, drugim co do wielkości państwem na świecie.

Co stało się przed zajściem?

Inni pasażerowie zapamiętali że Li wsiadł kilka godzin po swojej ofierze i usiadł na przedzie autobusu. Był ogolony na łyso i dopiero po jakimś czasie przesiadł się na tył pojazdu, obok toalety, gdzie siedziała jego przyszła ofiara. 🙂

Morderstwo trwa…

Kierowca i dwoje z pasażerów obserwujących mordowanie Tima z zewnątrz (większość z nich miała łzy w oczach) chcieli spróbować dostać się nazad do pojazdu aby pomóc ofierze jednak zrezygnowali bo chiński rzeźnik przegonił ich wymachując zakrwawionym nożem i wrócił do dalszego ćwiartowania już zwłok swojej ofiary. Odcięte części ciała Li zaczął zjadać na surowo na oczach zapłakanej publiczności. Z ust ciekła mu krew młodego wodzireja i zwisały ochłapy jego skóry :).

Policja przyjechała….

Wtedy kanibal jeszcze cały czas był w autobusie i dokonywał swojego dzieła. Odcięte uszy, nos i język Tima schował sobie do kieszeni żeby nie znaleźli ich kanadyjscy policjanci. Kilku pasażerów i kierowca uzbroiło się w młotki i inne narzędzia wyjęte ze schowka autobusu i rzuciło się zatrzymać chcącego uciec przed kanadyjskimi stróżami prawa kanibala-mordercę. Ci bardziej „miękcy” pasażerowie mdleli i wymiotowali na poboczu drogi….

Policja przyjechała po raz drugi….

Zwykli policjanci nie byli zdolni nawet przy pomocy uzbrojonych w młotki pasażerów i kierowcy wywabić Chińczyka z autobusu. Dlatego dopiero nad ranem wezwali specjalny oddział antyterrorystów i negocjatora! Do tego czasu Li cały czas błąkał się w te i we wte po wnętrzu autobusu i co chwilę dźgał raz za razem nożem rzeźnickim ciało swej ofiary! Odcinał też kolejne części ciała i konsumował je na oczach przerażonych i bezradnych :D. Kanibal miał też wąchać odcięte części ludzkiego ciała i zlizywać ze swoich rąk krew Tima. Powtarzał też w kółko że musi zostać na zawsze w tym autobusie….

Aresztowanie

Późną nocą Li wyskoczył oknem na zewnątrz i wtedy policjanci obezwładnili kanibala i razili go paralizatorem :). Resztki ciała Tima zapakowane przez mordercę w plastikowy worek zostały wyniesione przez funkcjonariuszy z autobusu. No, może oprócz języka, ucha i nosa…..do kieszeni zajrzano Chińczykowi dopiero w radiowozie :D. Nie znaleziono natomiast oczu i kawałka serca ofiary. Funkcjonariusze doszli do wniosku że musiały zostać zjedzone.

Konsekwencje – po tragedii

  • Po latach jeden z policjantów, którzy brali udział w akcji popełnił samobójstwo w wyniku stresu pourazowego.
  • Ogólnonarodowa histeria  w Kanadzie
  • Okazało się że Li miał kłopoty finansowe, psychiczne, językowe, małżeńskie i te ze znalezieniem pracy

Proces i skazanie mordercy

Na pierwszej rozprawie sądowej w 2009 roku Li błagał żeby go zabić. Rok później przyznał się do zbrodni podkreślając że popełniając ją był niepoczytalny, a jego adwokat dodał że Li słyszał przed morderstwem głos Boga mówiący że ten współpasażer Tim zaraz go zabije. Sąd to spropsował i Li został przezeń uznany za chorego psychicznie oraz wysłany do zakładu dla umysłowo chorych, a nie do więzienia. Leczenie kanibala przyniosło nad wyraz dobre skutki i już w 2010 roku mógł opuścić zakład w asyście opiekuna. To na tej przepustce udzielił pierwszego wywiadu do gazety tłumacząc się w nim ze swojego morderstwa.

„„Słyszałem głos mówiący mi, że jestem kolejnym wcieleniem Jezusa. Głos powiedział mi, że muszę obronić ludzkość przed obcymi. Myślałem, że Tim jest obcym. Bardzo się bałem. Głos powiedział mi, że muszę go zabić” mówił.” – fragment wywiadu z 2010 roku.

Li za jeszcze lepsze postępy w leczeniu otrzymywał coraz więcej przepustek aż wreszcie w 2017 roku sąd zdecydował że ten może wyjść na wolność. Zdjęto z niego wszelkie obciążenia i zarzuty.

Nadal jeździ autobusami :)…..

*Jeśli się podobało to niech będzie to surową lekcją na temat wymiaru sprawiedliwości. Nie tylko kanadyjskiego…

AVE

Rodzina Ulmów z Markowej i ukraiński sprzedawczyk…

Na fali „polskich obozów śmierci”  i stosunków Polski z Izraelem tudzież oskarżania  przez angielskie i francuskie gazety Polaków o wyłapywanie i mordowanie albo przekazywanie Niemcom Żydów kiedy to większość ramówek w telewizorze tak jak wczoraj zajmują Izrael i Żydzi zapraszam do zapoznania się z artykułem Andrzeja Solaka w m.pch24.pl pt „Kaźń rodziny Ulmów”

Rodzina ta narażając życie i zdrowie swoich dzieci udzielała schronienia wielu Żydom uciekającym przez nazistami-Niemcami. Dorośli i dzieci zostali brutalnie zamordowani razem z nimi. Umieszczam artykuł w takiej, a  nie innej kategorii bo opis zbrodni naprawdę mrozi krew w żyłach i jest dla ludzi o  mocnych nerwach.

http://www.m.pch24.pl/kazn-rodziny-ulmow,21875,i.html

 

Peter Kürten – Wampir z Düsseldorfu

 

W dzisiejszym „horrorze z życia wziętym” opiszę najważniejsze i najbardziej bestialskie zbrodnie kolejnego niemieckiego, seryjnego mordercy z przed czasów Hitlera. Będzie to drugi po Fritzu Haarmannie potwór z za Odry zwany przez mieszkańców Nadrenii-Północnej Westfalii „wampirem z Düsseldorfu „, a dlaczego?….

Fritza Haarmanna opisałem tutaj:

https://mikkeharry.wordpress.com/2015/08/17/fritz-haarmann/

Wstęp

Peter Kürten urodził się w 1883 roku w Kolonii i tam też zmarł w 1931, gdzie wrócił z Düsseldorfu. Udowodniono mu 9 morderstw, chociaż podczas trwającej 10 dni rozprawy sądowej przyznał się do prawie 80 i twierdził że młode kobiety jak i dzieci zabijał z lekkim sercem bo nie miał sumienia, a patrzenie na męczarnie umierającej ofiary sprawiało mu przyjemność. wampirem zwany jest gdyż swoim ofiarom pośród których był tylko jeden mężczyzna (a przynajmniej tylko jednego mu udowodniono) podrzynał gardła i pił z nich jeszcze ciepłą, wypływającą krew jak już wsłuchał się w jej kapanie na podłogę.

Proces sądowy mordercy

W ramach dowodów na rozprawę sądową przyniesiono czaszki zamordowanych przez niego ludzi, a sam oskarżony był zamknięty podczas procesu w klatce. To z niej snuł wprawiające w przerażenie, obrzydzenie i opowieści śledczych i rodziny ofiar zgromadzonych na sali rozpraw. Niemiec miał wtedy 27 lat i los chciał że więcej nie było bo został skazany na śmierć przez ścięcie głowy. Wydała go żona – była prostytutka, której jako jedynej zwierzył się ze swoich zbrodni i dostała nagrodę za schwytanie terroryzującego Düsseldorf masowego mordercy i gwałciciela (głównie) młodych kobiet i dziewczynek.

Przed gmachem sądu również gromadzili się żądni sensacji dziennikarze (w tym polscy) oraz rozentuzjazmowany tłum protestujących – wściekłych mieszkańców terroryzowanego kilka miesięcy wcześniej przez Petera Düsseldorfu gotowych w każdej chwili dokonać linczu lub samosądu na mordercy. Na czele tego tłumu szli również krewni ofiar, a policja z trudem mogła zapanować nad porządkiem. Taki tłum był podniecony…

kur

Masowy morderca z Düsseldorfu aresztowany – głosi napis pod zdjęciem Petera Kürtena w 1932 roku

Jak mordował? 

Najczęściej najpierw podduszał lub ogłuszał czymś przyszłą ofiarę, a potem podrzynał jej gardło i patrzył jak wycieka ciepła krew, którą pił. Lubił też gwałcić i okaleczać ciała kobiet. Lubił też wracać na miejsca zbrodni aby przysłuchiwać się rozmowom miejscowych dotyczącym jego zbrodni. Miał wtedy satysfakcję. I tak na przykład wrócił do gospody w  Düsseldorfie, którą noc wcześniej napadł w celach grabieżczych. Ale nie znalazł w  niej nic ciekawego oprócz córki właścicieli gospody, na której postanowił zrealizować tkwiącą w nim od lat żądzę. Podszedł do śpiącej dziewczynki i dusił ją poduszką. Poderżnął również gardło scyzorykiem, a spływającą na podłogę krew wypił. To było jego pierwsze tak bestialskie i brutalne morderstwo bo wcześniej (jeszcze gdy mieszkał z rodziną w Kolonii) płynąc po Renie z kolegami zrzucił ich do tej rzeki i utonęli. Jednym z kolegów był kolega-hycel, który pomagał wcześniej małemu Peterowi maltretować i zarzynać psy i koty, których krew również pili. Heh i  pomyśleć że zaczęło się od zwykłej – kaczej krwi……

Największą przyjemność sprawiało mu jednak dźganie zwierząt i ludzi nożem jak wyznał psychologowi w więziennej celi. Wyznał mu też że jego ojciec był sadystycznym alkoholikiem krzywdzącym całą swoją rodzinę. A Kürtenowie mieli 13-cioro dzieci. Większość dziewczynek. Ale czy mordercze, sadystyczne i wampirze skłonności Petera można zrzucić na karb trudnego dzieciństwa? – O tym później….

Tymczasem wampir pijący krew ofiar miał już 13 wyroków za drobne kradzieże, a policja szacowała że więcej czasu spędził w więzieniu niż na wolności. Za morderstwo córki właścicieli gospody, do której się włamał również go nie skazali, mimo że zostawił na miejscu zbrodni poszlakę, która miała kierować policję na jego trop – chusteczkę ze swoimi inicjałami.  Jednak za to morderstwo został skazany wujek dziewczynki, który był pokłócony z ojcem ofiary. Wampirowi się tym razem upiekło bo śledczy olali zostawiony im przez niego ślad. Może dlatego dzień po morderstwie czuł się na tyle pewny że wrócił w dzień do gospody i przysłuchiwał się z radością i bezczelnością komentarzom jej gości na temat całego zdarzenia i policyjnego śledztwa?

Jednak pierwszym partactwem niemieckiej policji było uznanie utonięcia dwóch nastolatków w Renie za nieszczęśliwy wypadek i nie znalezienie na udział osób trzecich w  ich śmierci żadnych dowodów. Tak to jest drodzy czytelnicy moich wypocin że mordercę seryjnego złapać to trzeba chcieć :). Czy nie było by kolejnych bestialstw i  okrucieństw jeśli śledczy wzięli by się już wtedy poważnie za robotę?

Tymczasem niektóre ofiary miały pochwy rozerwane jakimś narzędziem i podźgane nożyczkami piersi. Słysząc takie wieści mieszkańców ogarnęły blady strach i panika, a kobiety bały wychodzić się same z domów, ale to dzięki opowieści jednej z nich udało się go ostatecznie schwytać.

Po odsiedzeniu kolejnego wyroku za oszustwa i kradzieże Peter Kürten wyszedł na wolność w 1921 roku i postanowił wreszcie ułożyć sobie życie. Poślubił byłą prostytutkę, ubierał się schludnie i poprawnie wysławiał, znalazł pracę w fabryce i był szanowany oraz poważany przez sąsiadów. Nic nie wskazywało na to ze to właśnie on jest wampirem z  Düsseldorfu.

Mimo powyższego przybywało w mieście uduszonych i zarżniętych dziewczynek 5-cio i 14-sto letnich, z wyssaną krwią. A jednej pokojówce tak wbił w plecy nóż że aż złamało się w jej ciele jego ostrze! Jednej z ofiar zadał 13 ciosów nożem,a ciało spalił, a inną planował ukrzyżować aby wstrząsnąć jeszcze bardziej społeczeństwem. Nie udało mu się to jednak ze względu na wagę kobiety.  Inne dwie kobiety zgwałcił i zatłukł młotkiem w  lesie.

W 1929 roku policja odnotowała ponad 50 ataków na mieszkańców  Düsseldorfu, które można by przypisać Peterowi, ale nie wszystkie kończyły się śmiercią ofiar bo kilka z nich uciekło – niedoszłe ofiary.  Cała społeczność oszalała i spanikowała, a do pewnej gazety przyszedł list od mordercy….

Kürten zawarł w nim wskazówki dotyczące swojego najnowszego morderstwa, a mianowicie zadźgania nożem (36 ciosów) 5-cio letniej dziewczynki, której ciało porzucił pod bramą fabryki, w której pracował. Jednak ostatnia jego ofiara przeżyła jego atak i opowiedziała o wszystkim koleżance, której matka zgłosiła ten fakt na policję.Zaczęła się obława na Kürtena, której początkowo się wymykał. Jednak gdy zdał sobie sprawę że to dłużej nie wyda opowiedział o swojej zbrodniczej działalności żonie i zasugerował jej aby go zadenucjowała i zgarnęła nagrodę za schwytanie wampira z Düsseldorfu

I tak oto w 1931 roku na dziedzińcu więzienia w Düsseldorfie został ścięty 27- mio latek, który pierwszych morderstw dokonał jako nastolatek kierowany dreszczykiem emocji. Kolejnej serii zbrodni dokonywał już z zimną krwią radując się że niesie w ten sposób zgrozę, strach i  przerażenie :).

Aż w końcu skazano go na 9-cio krotną dekapitację za 9 brutalnych morderstw, które zdołano mu udowodnić.

Na szafocie odmówił pacierz  i  przyjął Komunię Świętą! Po czym zapytał czy przed śmiercią usłyszy jeszcze przyjemny dźwięk ciepłej krwi wypływającej z szyi.

Dzieciństwo Petera

Jednak czy życie okrutnego i sadystycznego psychopaty, który zwyrodniale mordował kobiety samo było wolne od przemocy? Czy Peter Kürten nie doświadczył zła i okrucieństwa ze strony najbliższych? – rodziców.

Peter wychował się w patologicznej rodzinie alkoholika, który nigdy nie trzeźwiał. W domu panowały głód i  cierpienie, a królował kazirodczy seks! Ojciec gwałcił swoje córki (których miał więcej niż synów) na oczach Petera i innego rodzeństwa. Nie przeszkadzała mu w tym też obecność osób trzecich. Mały Peter uciekał więc z domu do sąsiadek – prostytutek, u których przesiadywał całe dnie. Jedna z  nich miała skłonności sadomasochistyczne co też wpłynęło jakoś na dzieciństwo mordercy. W sąsiedztwie poznał też kolegę-hycla, z którym, zarzynał oraz torturował zwierzęta, z których razem wypijali krew i cieszyli się z  ich agonii. Od innej sąsiadki-prostytutki chłopiec dostał do picia krew kaczki, która miała go wzmocnić bo był głodny i  mizerny. Była to pierwsza krew, którą wypił….

Był trzecim dzieckiem swoich rodziców i tak jak reszta rodzeństwa świadkiem stosunków kazirodczych i tych między rodzicami w domu.

Sąsiadka była przekonana że kacza krew wzmocni mizernego chłopca, a  nie sprowokuje do okrucieństwa i bestialstwa. Jednak mały Peter nie tylko polubił krew, ale też przesiąknął poglądami przesądnej kobiety. (A podobno bywa na odwrót: to kobieta przesiąka poglądami mężczyzny :D). Rodzina Kürtenów przeprowadziła się z Kolonii do  Düsseldorfu, ale  i tam mały Peter nie uwolnił się od patologicznego ojca – pedofila i pijaka i podobnie jak w Kolonii zaczął kręcić się wkoło prostytutek. Kradzieże, drobne oszustwa i rozboje uczynił sobie sposobem na życie, a do więzienia po raz pierwszy trafił w wieku 15 lat. Nie został tam jednak zresocjalizowany, ale zdegenerował się i zdziczał do cna. Wyszedł wtedy na wolność jako 22-latek i zdał sobie szybko sprawę że torturowanie zwierząt i rozboje z kradzieżami już go nie kręcą. Już wtedy kręcił go strach jaki wzbudzał w  mieszkańcach Düsseldorfu.

Peter Kürten w popkulturze

Jego imieniem i nazwiskiem nazywają się dziś niemieckie zespoły muzyczne nagrywające utwory o takich samych tytułach jak ich nazwy. Powstało też wiele krótkometrażowych filmów dokumentalnych opisujących czyby bohatera dzisiejszego wpisu, ale większość z  nich jest po angielsku, francusku lub hiszpańsku. Tak samo jak youtuberzy nagrywają o nim vlogi na swoich, też niestety obcojęzycznych kanałach :(. Ale jest jeden polski akcent w polskim rapie, a konkretnie utwór „Słonia” pt. „Otis Driftwood”:

 

AVE!