Sicario (Morderca na zlecenie?) 2015

Dramat kryminalny mimo iż zaczyna się od kilku trupów i wybuchu oraz kończy się strzelaniną i kilkoma trupami pomimo to jest nudny – bez większej akcji i sensacji i trudno się skapować o co tak naprawdę w filmie chodzi.

Znaczenie tytułu jest widzowi wyjaśniane w pierwszych mi

nutach filmu, więc Sicario to według twórców tej dwugodzinnej nudy to meksykański morderca na zlecenie. Między innymi. Uważnie oglądając i czytając dialogi bohaterów powiążemy tytuł z jednym z nich :).

Produkcja doczekała się kontynuacji w 2018 roku pt. „Sicario 2: Soldado”, a czy jest ona nudna tak samo jak część pierwsza MikkeHarry doniesie wam po seansie.

Fabuła

Przedstawia próby zwalczenia meksykańskiego kartelu narkotykowego przez CIA i inne amerykańskie służby. W centrum tej nierównej walki, która odbywa się głównie na terenie Meksyku jest młoda agentka FBI, która pomaga kolegom z policji i CIA zlikwidować jednego z narkotykowych bossów.

Agentka odkrywa że jej koledzy nie zawsze są po właściwej stronie barykady. Chyba że tylko oficjalnie, a wielu z nich jest powiązanych z kartelem narkotykowym i pomaga przestępcom uniknąć aresztowania.

Służby najczęściej działają niezgodnie z prawem i posuwają się nawet do torturowania podejrzanych albo aresztowania Bogu ducha winnych Meksykanów. Agentka FBI ma więc dylemat co zrobić z odkrytym przez siebie faktem, a dodam że za zdradzenie metod pracy amerykańskich i meksykańskich kolegów grozi jej śmierć z ich rąk. Zostanie jednak tylko ranna…..

I tak zobaczymy meksykańskiego policjanta – ojca i męża, który w radiowozie przewozi narkotyki. Stróż prawa pracuje bowiem dla kartelu, a syna osieroci z powodu właśnie służb, a nie wojny karteli. Zostaje bowiem wykorzystany przez tytułowego Sicario do zatrzymania jednego z bossów, który ma go doprowadzić do jeszcze większego bossa. Latynoski agent CIA zabija jednak przestępcę na oczach jego żony i dzieci zamiast go aresztować.

Metody walki z kartelami narkotykowymi wyglądają w tym filmie jak powyżej opisałem i nie różnią się za bardzo od tych przestępczych. Wiedzą o tym przełożeni policji i CIA. Ale czy FBI też?

Sic

Podobne produkcje
Jako że w tym filmie, którego fabuła traktuje o narkobiznesie i meksykańskich kartelach narkotykowych mało co się dzieje przeciwstawiam mu znany i kultowy już serial Netflixa zwany „Breaking Bad”. Było kilka sezonów i wszystkie odcinki obejrzałem.

Przygody nauczyciela chemii chorującego na raka i produkującego ze swoim byłym uczniem metaamfetaminę są o wiele ciekawsze. W serialu jest więcej zwrotów akcji, trupów, strzelanin i niezręcznych dla niepozornego belfra sytuacji :).

Podobne wpisy
https://mikkeharry.wordpress.com/2015/12/03/pablo-escobar-robin-hood-z-medellin/

Nazwa kolumbijskiego miasta Medellin pada w Sicario parę razy. Jest ono ojczyzną, a z resztą nie muszę chyba tłumaczyć kogo tylko zaprosić do powyższego wpisu

Dane techniczne
Rok premiery: 2015
Kontynuacja: „Sicario 2: Soldado”
Kraje produkcji: USA
Boxoffice: 80 553 825 dolarów
Reżyser: Denis Villeneuve
Główne role: Benido del Toro, Emily Blunt, Victor Garber, Josh Brolin, Jeffrey Donovan
*Swoją drogą pierwsza dwójka to bardzo dobrzy i znani aktorzy jak do tak nudnego filmu.
Czas trwania: 2 godziny i 1 minuta
Gatunek: Kryminał, dramat
Nagrody i nominacje: Satelita za najlepszy montaż dla Joe Walker`a. (Otrzymał w 2016 roku) i 35 nominacji do nagród.
*Nominacji swoją drogą też sporo, a moim zdaniem produkcja na za wiele nie zasługuje. Może dlatego dostała tylko jedną nagrodę i to za montaż. Nagrodzony został facet, który wcale nie pojawia się na ekranie :). Po mojemu gościu za dużo się napracował przy tym filmie.

Reklamy

Memoir of a Murderer – Wspomnienia/pamiętnik mordercy? (2017)

W tytule jest znak zapytania bo nie wiem jak go dokładnie przetłumaczyć. Koreańska wersja filmu podaje to jako „Człowiek bez pamięci”.  (Tytuł oryginalny w dziale – „Dane techniczne”, na końcu wpisu).

Od MikkeHarry`ego

Dla mnie to jest po prostu kryminał bez akcji i sensacji, ale nie nudny, który z czasem przeradza się w dramat psychologiczny. Koreański producent postanowił namieszać widzowi w głowie za sprawą głównego bohatera. Bo uważnie śledząc wydarzenia i dialogi w produkcji z czasem trudno się połapać o co w niej w końcu chodzi i kto jest kim. A dlaczego?….

Już kiedyś chyba pisałem że Japończycy, Koreańczycy i inni Azjaci robią dobre filmy wojenne. W akcji i krwawości lepsze niż te amerykańskie i zachodnie. Ale po tym filmie przekonałem się że kryminały, dramaty i obrazy śledcze też potrafią zrobić o niebo lepsze niż producenci z USA. Japońskie i koreańskie historie postapo, armagedon, zombie….też niczym nie ustępują ichniejszym horrorom, slasherom i kryminałom czego dowód dam opisując kolejny film, aczkolwiek zupełnie różniący się gatunkiem i wszystkim innym od „Memoir of a Murderer”, więc tutaj już nie zaśmiecam. Kropka!

Murder

Weterynarz z Alzheimerem (Kyung-gu Sol)

Fabuła

Wątek psychologiczno-dramatyczny

Ponieważ widz ogląda wydarzenia z perspektywy głównego bohatera zaczyna mieć z czasem mętlik w głowie. Tj. okazuje się np. że postacie ukazujące się na szklanym ekranie przez większość czasu filmu już dawno nie istnieją bo popełniły samobójstwo 😛 (siostra głównego bohatera), a on sam przeżywa emocje związane z wydarzeniami, które nie miały miejsca albo ze zbrodniami, których nie dokonał on. Dlaczego? – Czytajcie dalej :).

Południowokoreańscy twórcy starają się po prostu „zarazić” widza chorobą głównego bohatera aby mogli postrzegać tę historię tak jak on. Dlatego opowieść zaskakuje często i to co już znamy zmienia się o 360 stopni. MikkeHarry`emu też pomieszały się w końcu postacie :D.

…A, no dlatego że głównym bohaterem historii jest mieszkający z dorosłą córką weterynarz z demencją. Chłop po prostu ciągle o wszystkim zapomina i jest z tego powodu utrapieniem i obciążeniem dla córki, która w godzinach pracy musi go czasami odbierać z komisariatu. Co nie zmienia faktu że z szefem południowokoreańskich gliniarzy facet jest na „ty”. A jeden ze stróżów prawa w końcu staje się chłopakiem jego córki. Weterynarz uczęszcza na wykłady o filozofii, które mają mu pomóc walczyć z Alzheimerem, ale tylko go irytują. To tam poznaje matkę policjanta i przyszłego męża swojej córki w jednym.

Aby ojciec nie zapominał córka daje mu dyktafon żeby się nagrywał i odsłuchiwał gdy zapomni co miał zrobić, gdzie iść lub co powiedział. Coś pominąłem? 😀

Tak, pominąłem wątek kryminalny. – Weterynarz z Alzheimerem jest po prostu seryjnym mordercą. Z powodu choroby nie pamięta potem kogo i gdzie zamordował. Policja w mieście kilka razy w tygodniu znajduje w lesie bądź nad rzeką zwłoki zamordowanych kobiet owinięte w foliowe torebki, zakrwawione lub w torbach wrzucone do wody. Widząc to w dzienniku główny bohater przypomina sobie że to mógł być on….

Trudne dzieciństwo weterynarza

Rodzinę głównego bohatera terroryzował jego ojciec. Południowokoreański żołnierz znęcał się nad nim, jego młodszą siostrą i matką. Pewnego wieczoru chłopiec nie wytrzymał i udusił  agresywnego i okrutnego tatusia :). Ciało zakopał przy domu, a że to były lata 70. i w Korei Południowej był stan wyjątkowy nikt nie przyszedł go aresztować, a nawet południowokoreańska armia nie bardzo zainteresowała się nagłym zniknięciem żołnierza.

Od tej pory spodobało mu się zabijanie. Zamordował jako młodzieniec sprzedawcę owoców morza, który również znęcał się nad rodziną, a już jako młody doktor weterynarii babę, która udusiła swojego pieska bo ten połknął jej pierścionek z brylantem i przyszła z jego trupem do weterynarza żeby rozciął martwemu zwierzęciu brzuch i wyjął jej błyskotkę.

Chory na Alzheimera główny bohater prowadzi też elektroniczny dziennik, w którym zapisuje swoje wspomnienia i to co pamięta. („Pamiętnik mordercy”? Hmmmm). Mimo demencji nie zapomina jak się leczy zwierzęta i ma do nich nadal dobrą rękę, która niczego nie zapomina. Narrator,, którym w większości tej dwugodzinnej produkcji jest główny bohater opowiada widzowi o swoich morderstwach. Przynajmniej o tych, które pamięta ze szczegółami lub,te które sobie przypomni, ale mogą okazać się nie jego zbrodniami. A dlaczego?….

A oglądając kryminał z napisami, a nie z lektorem odczujemy więcej gęsiej skórki i grozy. To przez język południowokoreański, w którym są dialogi i opowieści narratora :). Ten język mocno podtrzymuje w filmie aurę dramatu psychologicznego. Bez niego tj. po angielsku lub co gorsza po francusku historia nie trzymała by tak widza w napięciu. Produkcja nie była by po prostu tak dobra :).

….Dlatego że pewnego dnia podstarzały weterynarz ma stłuczkę samochodową.

Murder0

Znajomy policjant weterynarza z Alzheimerem

Dwóch seryjnych morderców?

W mieście cały czas policja znajduje zwłoki kobiet, a weterynarz przypomina sobie że nie mordował od 17 lat! Ostatnią jego ofiarą była jego puszczalska żona, którą zabił w bambusowym lesie, który sam zasadził gdy powiedziała mu że jego córka tak naprawdę nie jest jego.

Po tym morderstwie weterynarz ma pierwszą „stłuczkę” w swoim życiu, która to jak twierdzą lekarze powoduje u niego właśnie tą demencję i Alzheimera. Gdy mężczyzna ucieka z miejsca z brodni zaśnieżoną drogą jego auto wpada w poślizg i koziołkuje kilka razy na dach. 🙂 Z tego wypadku mężczyzna zapamiętał tylko piosenkę, która leciała wtedy w radio. Lubi ją i prosi córkę aby mu ją nagrywała na dyktafon. Może ma ona związek emocjonalny nie tyle z wypadkiem co z jego byłą już żoną? A może to dzięki niej seryjny morderca przypomina sobie pewne szczegóły?….

Dodam tylko że obaj mordercy wreszcie się spotykają, ale znali się już wcześniej bo mieli ze sobą stłuczkę samochodową. Weterynarz wykminił że wjechał w dupę facetowi, któremu z bagażnika ciekła krew. Kierowca nie miał jednak pretensji i stwierdził że sam naprawi auto. Panowie się rozjechali, a weterynarz nagrał zdarzenie razem z numerami rejestracyjnymi auta drugiego mordercy na dyktafon i pobrał z ziemi próbkę bagażnikowej krwi. Młody Koreańczyk twierdził że potrącił jelenia i to jego krew, ale główny bohater zgłosił sprawę nieoficjalnie na policję. Poprosił on znajomego już szefa gliniarzy w mieście aby sprawdził mu numery rejestracyjne i powiedział kto jest właścicielem auta bo podejrzewał że to jest właśnie aktualny seryjny morderca. Na drugi dzień policjanci poszli aresztować jednego z nich.  – Przyszłego narzeczonego córki weterynarza.

Sam weterynarz bada swoimi metodami krew z bagażnika drugiego mordercy i ustala że to krew ludzka. Przekazuje wtedy te próbki policjantom mówiąc im że jeden z nich jest seryjnym mordercą, którego szukają. Ci nawet jeśli wierzą to bagatelizują sprawę i nie chcą się jej bliżej przyjrzeć. Po przebadaniu próbki przez policję wychodzi że to jednak krew jelenia, a policjant wychodzi na pośmiewisko 😀

Mówiłem już że historia jest pogmatwana, a obaj mordercy się często spotykają i wiedzą że nimi są. Jeden się przyznaje do morderstw, ale zaraz wykręca się demencją i że nie pamięta. Koniec końców policja znajdzie wszystkie ciała zamordowanych kobiet, a mordercy i córka jednego z nich postanowią się pozabijać nawzajem.

Ale który wygra? – Stary weterynarz z Alzheimerem? – Czy młody policjant z głową przeciętą w dzieciństwie żelazkiem? I kto w tej opowieści jest prawdziwy, a kto tylko urojeniem i wymysłem weterynarza z Alzheimerem i demencją?

Drugi morderca

W przypadku młodego policjanta też pojawia się motyw trudnego dzieciństwa i okrutnego, agresywnego ojca Koreańczyka :). Gdy staruszek tłukł jego matkę ten jej bronił i chciał go ugodzić nożem. Ale bita matka wzięła żelazko i walnęła syna nim prosto w łeb!

Tajemnicy tego łba wam nie zdradzę. Jest ukazywana na ekranie tylko przez kilka sekund w ciągu 1 godziny i 58 minut, które trwa film. Dobrze się przyjrzyjcie!

Murder1

Drugi seryjny morderca?

Pytanie na koniec

Do psychologów, internautów, psychopatów, magistrów,…..morderców:

Czy rzeczywiście wszystkich seryjnych morderców łączy to samo? A mianowicie, trudne dzieciństwo? Agresywny ojciec, bicie, przemoc, problemy w domu. Czy to wpływa na zostanie w przyszłości seryjnym mordercą?

Pytanie, tak już poza filmem, ale jakby poniekąd nim inspirowane.

 

Dane techniczne

Reżyser: Shin- yron -Won

Kraj produkcji: Korea Południowa

Czas trwania: 1 godzina i 58 minut

Gatunek: Thriller

Główne role: Kyung-gu Sol (jako seryjny morderca z Alzheimerem) , Seol-Hyun Kim (jako córka seryjnego mordercy), Nam-gil Kim, Seo-jeong Hwang

Rok premiery: 2017

Tytuł południowokoreański: „Sal-In-ja-eui Gi-eok-beob

Plagi Breslau (2018)

We wpisie „Kobiety Mafii” jebnąłem się i napisałem że jest najnowszą produkcją Vegi, a nie jest, więc przepraszam. Najnowszą i wzbudzającą kontrowersje jak to u Vegi jest trwający godzinę i 33 minuty film sensacyjny „Plagi Breslau” Wzbudzający kontrowersję bo premiera jakby poniekąd polskiego filmu i polskiego reżysera odbyła się wcześniej za granicą niż w Polsce.

W kinach kanadyjskich, szwedzkich, amerykańskich, holenderskich, norweskich czy belgijskich „Plagi Breslau” cudzoziemcy mogli oglądać od listopada 2018 roku, a polska premiera odbyła się 14 grudnia 2018 roku i to nie w kinach, ale UWAGA! – na platformie „Showmax”, która zakończyła działalność w Polsce 31 stycznia 2019 roku!

Produkcja miała być specjalnie dedykowana widzom „Showmaxu” jako pożegnanie i zakończenie jego działalności w Polsce. W kinach ani na ekranach telewizorów tej polskiej jakby poniekąd produkcji na pewno nie zobaczymy!

A dlaczego? – Ten film sensacyjny jest podobno bardzo straszny i krwawy, ma też zakrawać na horror. Ale MikkeHarry jest świeżo po seansie i wnioskuję że chociaż produkcja miała trochę zakrawać na polską „Piłę” to reżyserowi wyszedł nudny i lekki kryminał stawiający polską policję i służby specjalne w złym świetle jak na Vegę przystało. Natomiast faktem że fani reżysera w Polsce o tym że premiera światowa odbyła się wcześniej dowiedzieli się grubo po fakcie nie byli zachwyceni. Obrazili się na swojego ulubieńca, który teraz ma mniej fanów.

„Plagi Breslau”, a zamknięcie „Showmaxu”
MikkeHarry teoretycznie sobie spiskuje i spekuluje że wyświetlenie tego filmu tylko i wyłącznie na jednej platformie miało coś wspólnego z decyzją o jej zamknięciu. A nie na odwrót – że niby Vega zrobił specjalnie „Plagi Breslau” na pogrzeb wielkiego „Showmaxu”. I że specjalnie dla jakiejś tam platformy internetowej zagonił do roboty tylu znanych aktorów.

Może twórcy, właściciele, administracja „Showmaxu” wiedzieli wcześniej że premiera filmu odbędzie się w zagranicznych kinach? Co o tym myślicie?

I może „Showmax” został ZMUSZONY przez władzę do swoistego „zamknięcia się” w Polsce za to że wyświetla film Vegi?

I może razem z fanami obraziły się polskie, kina, telewizje, wytwórnie, ktoś jeszcze…..i nacisk na platformę wywarli po prostu donowie kinematograficzno-multimedialnego półświatka w Polsce, a nie rząd?

Ale zostawmy już moje spekulacje i zajmijmy się trochę grą aktorską w filmie i postaciami odgrywanymi przez aktorów….

pla

Aktorzy i bohaterowie
Główną rolę – komisarza łapiącego galopujące po Wrocławiu konie i ścigającego seryjnego mordercę gra Małgorzata Kożuchowska. Ta 46-cio letnia aktorka to debiutantka w filmie Vegi i jak sama twierdzi musiała przejść do tej roli sporą aktorską metamorfozę, co było jej akurat potrzebne. Po mojemu milf Kożuchowska nie nadaje się do roli wulgarnej i twardej policjantki. Zupełnie nie trafiony angaż.Postać aktorki jak na policjantkę z wydziału zabójstw przystało ma też emocjonalne problemy osobiste, a bardziej załamuje się jeszcze jak jej partner – grany przez Tomasza Oświecińskiego policjant Bronson zostaje kopnięty przez galopującego po Wrocławiu konia, którego nie udało mu się schwytać i ląduje w szpitalu w śpiączce, a lekarze nie dają szans że się wybudzi.

Jednak jakie osobiste problemy bohaterki wpływają na jej policyjną robotę i życie prywatne nie będę spojlował tylko polecam seans :). Dodam że w tle problemów jest pijany poseł i przejechane na śmierć dziecko….

Natomiast lekarza ostatniego kontaktu, który jest w filmie potrzebny z racji tego że spada kilka głów gra 66-cio letnia Iwona Bielska.

Sama postać Kożuchowskiej natomiast nazywa się Helena Ruś, a Bronson budzi się ze śpiączki dzięki pomocy agentki ABW granej przez 41-dno letnią Darię Widawską. To właśnie agentka Iwona Bogacka podczas niedyspozycji Bronsona pomaga mu ścigać „wrocławskiego Piłę” – seryjnego mordercę.

Zobaczymy też grającą żonę  Bronsona Katarzynę Bujakiewicz, jednak 46-cio letnia aktorka dostała od Vegi mały epizod. Jest też prokurator grany przez 66-cio letniego Andrzeja Grabowskiego. Prokurator ma alergię i jest żądny uwagi mediów oraz sławy. Zachowuje się śmiesznie, tak swojsko żeby nie napisać żałośnie. Postacie Grabowskiego i Kożuchowskiej mają dwa odmienne i zgoła przeciwne sobie charaktery i ten kontrast widz zauważy oglądając.

Inni aktorzy, którzy zagrali w filmie to: Ewa Kasprzyk (62 l) – jak się potem okazuje matka mordercy i młoda Maria Dejmek (31 l) znana między innymi z filmu „Sep”. Ewa Kasprzyk zadebiutowała już u Vegi w filmie „Botoks” grając tam bezwzględną prezes koncernu farmaceutycznego. A Maria Dejmek gra tutaj natrętną dziennikarkę.

 

Fabuła
Chodzi o to żeby złapać mordercę interesującego się historią Wrocławia, w którym dzieje się akcja filmu. Ktoś codziennie o godz. 18:00 morduje ludzi w sposób w jaki były mordowane w XVlll wieku – dziwacznie i brutalnie. Jego ofiarą o mało nie pada sam premier RP, a na pewno zobaczymy trupa komornika i obciętą głowę. Konie wyścigowe też mają w filmie swój oddzielny – morderczy epizod zaraz obok byków rasy Limousine, a sama główna bohaterka jest ze wsi :P. Morderca wydaje się znać każdy ruch policjantów z wydziału zabójstw jakby był jednym z nich. Ja wiem już kto nim jest……

Dodam tylko że na ciałach ofiar wypala rozgrzanym żelazem różne epitety jeszcze za ich życia! Czy ofiary „wrocławskiego Piły” zrobiły za życia coś złego?….

Famadihana ludu Merina :)

Po Nowym Roku witam was kolejnym rytuałem pogrzebowym uprawianym przez malgaski lud Merina, a polegającym na zapraszaniu swoich zmarłych krewnych (fizycznie 😛 ) na biesiady i tańce.

Obrzęd jest praktykowany do dzisiaj, chociaż w 2017 roku malgaskie władze wydały administracyjny zakaz praktykowania tego obrzędu. Był on spowodowany panującą na Madagaskarze epidemią dżumy, za którą tamtejsze władze obwiniły właśnie ten obrzęd i praktykujący go jakby poniekąd chrześcijański lud. Chrześcijański bo Merina uważają że dusza zmarłego krewnego trafia do nieba dopiero po całkowitym rozkładzie jego doczesnych szczątków….

Wykopywanie trupów z  grobów aby przenieść je na cmentarz znajdujący się bliżej rodzinnego domu lub tych pochowanych tymczasowo powodowało podobno rozprzestrzenianie się śmiercionośnych bakterii dżumy na wyspie. Ceremonia zgodnie z prawem może się odbywać od czerwca do września – w porze suchej. Administracyjne wysiłki władz nic nie dały i obrzęd famadihany jest nadal praktykowany.

Drodzy czytelnicy moich wypocin – przed wami ceremonialna ekshumacja kości zmarłych członków rodziny spoczywających w jedwabnym całunie zwana Famadihaną….

Na filmie początkowa faza malgaskiej famedihany Merinów

Zapewnianie godziwej rozrywki zwłokom nie jest niczym nowym na największej afrykańskiej wyspie i jest na Madagaskarze uprawiane od wieków. Trupy tańczą, jedzą i śpiewają razem z żyjącymi krewnymi w ich domach i podczas publicznych uroczystości na mieście.

Praktyka?

Trup co jakiś czas jest wykopywany z grobu i zawijany w świeży, pogrzebowy całun. Wtedy rozpoczyna się zabawa trwająca aż do ponownego złożenia zwłok w nowym lub starym grobie. Muzyka z tańcami i wyżerką, na które przybywają krewni trupa trwają nawet do białego rana. Ceremonia może trwać do tygodnia, w trakcie którego żyjący krewni obnoszą swojego trupa po mieście pokazując sąsiadom i innym miejscowym jak postępuje rozkład ciała i co jeszcze w fizycznym wyglądzie szanownego denata się zmieniło.

Szczątki obnoszą po mieście kobiety zmuszane przez mężczyzn do tańców z nimi na specjalnie zbudowanych scenach. Kobiety obnoszą ciała również w okół grobów, z których je wykopano i trzymają je na kolanach, a mężczyźni wtedy proszą szczątki zmarłych o błogosławieństwo w specjalnych modlitwach.

Kobiety malgaskie pragnące zajść w ciąże lub mające z tym jakieś problemy zabierają do domu fragment starego całunu, w który trup zmarłego krewnego zawinięty był w grobie. Ukrywają ten kawałek materiału w swoim łóżku co ma im niby zapewnić płodność.

Najedzone i wytańczone ciało składa się do mogiły nazad przed zmierzchem :). W trakcie uroczystej procesji ze zwłokami panuje atmosfera strachu przed zmarłymi.

W malgaskiej kulturze zmarli są bardzo ważni bo ich duchy opiekują się żyjącymi potomkami jeśli ich ciała są traktowane z należytym szacunkiem i jeśli…..co jakiś czas zapewnia się im godziwą rozrywkę :D. Dlatego ceremonia famadihany jest na Madagaskarze wyrazem szacunku dla zmarłych, którzy muszą być otoczeni należytą opieką aby ich duchy opiekowały się swoimi potomkami w życiu doczesnym :).

Merina nie są jedyną społecznością na Madagaskarze ani w Afryce praktykującą takie rytuały.  Inną jest np. zamieszkujący również Madagaskar lud Sakalawa (grupa etniczna na wyspie – podobnie jak Merina). 

 

 

 

Zmarli w domu, czyli indonezyjskie Halloween Toradżów

Dawno nie publikowałem bo praca dla Prezydenta Miasta Siedlce bo z nim mam do końca roku umowę o pracę i gorączka świąteczna bo matka w domu goni mnie po pracy do trzepania dywanów i innych pierdół, ale myślę że dzisiejszy horror z życia wzięty będzie dla drogich czytelników moich wypocin i innych – przypadkowych internautów trafiających na tego bloga chociaż małym zadośćuczynieniem mojego kilkutygodniowego milczenia…

Mimo tego ostatniego dziękuję internatom z różnych stron świata  (Hongkongowi i Ukraińcom też 😛 :D) za systematyczne odwiedzanie mojego bloga. Bo statystyki sprawdzam niemal codziennie…. Jesteście wielcy :*. A dzisiejszy wpis jest (mam nadzieję) początkiem cyklu wpisów z tej kategorii. Bo kiedyś jeden z komentujących mojego bloga życzył sobie „więcej horrorów z życia wziętych”……

Tak, więc przenosimy się do  muzułmańskiej Indonezji, a konkretnie na wyspę Celebes (jedenastą co do wielkości wyspę na świecie w Archipelagu  Malajskim. Żyje tam lud protestanckich (kiedyś wyznających animizm) Toradżów…….Ale to nie dane geopolityczne są istotą horroru z życia wziętego, ale podejście ludu Toradżów do śmierci i zmarłych. Takie Samhain/Halloween/Święto Zmarłych/Wszystkich Świętych…. w Indonezji. Obca kultura i obyczaje dla nas EUROPEJCZYKÓW pasujące do wspomnianej wcześniej kategorii….

Celebes.png

Wyspa Celebes w Indonezji (w czerwonej ramce)….

Toradżowie zamieszkują dolinę zwaną Tana Toraja, a nie tylko w ojczystej Indonezji, ale i na świecie ten protestancki lud jest znany z niekonwencjonalnego podejścia do zmarłych. A mianowicie: zgon swoich bliskich, krewnych i członków rodziny traktują jak powód do zabaw, weseli i innych przyjęć. Jeśli chcesz zjeść kolację ze swoim martwym dziadkiem lub zmarłą niedawno teściową to możesz zrobić to u Toradżów i to nie w sensie duchowym, przenośnym lub emocjonalnym ; ale dosłownym bo ten lud słynie z wyciągania z grobów i trumien swoich bliskich nieboszczyków i zapraszania ich do domu na rodzinne przyjęcia i imprezy. Ciało wydobyte z grobu może fizycznie „biesiadować” w domu nawet kilka tygodni lub miesięcy. Zależy od tego jak długo potrwa impreza :).

tor

Toradżanki w strojach ludowych….

Toradżański pogrzeb….

Im bogatsza rodzina tym uroczystość pogrzebowa jest dłuższa i kosztowniejsza, a gnijący, doczesny odwłok krewnego tym więcej spędza czasu z żyjącymi jeszcze członkami rodziny, sąsiadami, znajomymi i krewnymi. Trup babci, cioci lub taty zawinięty w kawałek materiału spoczywa w szopie, na strychu, w piwnicy bądź innej izbie domu i czeka aż żyjący domownicy zaproszą go do stołu.

Podczas domowej uroczystości zmarli krewni są traktowani jak żyjący domownicy, a szkieletom z resztkami wiszącej skóry są czesane włosy i obcinane paznokcie przez innych biesiadników! Nawet jeśli takie ciało zostanie złożone nazad do grobu to toradżańscy krewni nie pozwolą mu się za długo  cieszyć spokojem bo jeszcze w tym samym roku zaproszą trupa na kolejną imprezę…. Czy to aby na pewno po chrześcijańsku? :O

20181222_133645

Z grobów wydobywane są zmumifikowane zwłoki, którym zmienia się ubrania (a czasami bywa to młoda para – nowożeńcy, którzy zmarli w wieku 60 +). Zwłoki i ich pozostałości – szkielety są też przez bliskich im Toradżan czyszczone. Tak „upiększone” zwłoki zmarłych bliskich są zapraszane na toradżański zjazd rodzinny tj. na kilku lub kilkunastodniowy pobyt w domu i zabawy oraz rozmowy i mieszkanie z żywymi (jeszcze) członkami rodziny.

Na takich rodzinnych zjazdach gnijące trupy zasiadają przy wspólnym stole świętując razem z żywymi domownikami, a potem są nazad czyszczone i składane do grobu, aż do kolejnego, rodzinnego święta….

H.P Lovecraft – „Nienazwane” cz. 6

Ekshumacja (The Disinterment)

Opowieść z pogranicza haitańskiego Voodoo….

Chirurg opiekuje się trędowatym kolegą. Ukrywa go przed oczami i językami wścibskich mieszczan i rodziny w obawie przed jego zlinczowaniem lub wygnaniem bo objawy trądu zaczynają być już widoczne. Do pełnego rozkładu ciała kolegi brakuje jednak jeszcze 7 lat i krótki czas tego okresu chirurg postanawia wykorzystać w nie do końca legalny i moralny sposób. Postanawia oszukać swojego chorego kolegę i oprócz jego dobra ma mroczniejsze i bardziej osobiste intencje i cele w opiekowaniu się nim….

Rzeczony chirurg jest również transplantologiem i eksperymentuje z dziwacznymi lekami. Szuka nawet jakiegoś na jakąś chorobę i w tym celu wyjeżdża na Haiti. W tym czasie trędowaty kolega studiuje literaturę z jego prywatnych zbiorów i znajduje tam makabryczne opisy pseudomedycznych eksperymentów na zwierzętach i na ludziach, które kolega – lekarz sam przeprowadzał. Znajduje też pseudofarmaceutyczną literaturę o eksperymentowaniu z różnymi substancjami chemicznymi w celu stworzenia nowego medykamentu.

Chirurg wraca z Haiti po 4 miesiącach i oznajmia trędowatemu że leku na jego chorobę nie ma, więc na pewno prędzej czy później jego ciało się rozpadnie, ale może ulżyć mu trochę w cierpieniu jeśli ten się na to zgodzi. I tak oto testują na trędowatym haitańską miksturę do robienia z ludzi zombie, taką używaną do Voodoo. Po jej zażyciu trędowatemu mają całkowicie ustać funkcje życiowe, a jego ciało ma przypominać zwłoki, a nawet stopniowo się rozkładać. W trakcie tych wszystkich procesów trędowaty ma żyć i być świadomy, ale ma mieć sparaliżowane ciało i zmysły jak i ograniczony wpływ umysłu na poruszanie częściami ciała.

Po podaniu koledze owego leku jego ciało faktycznie przypomina martwe. Trędowaty nie porusza się ani nie odzywa i nie bije mu serce. Nie postępują też zbyt szybko objawy trądu. Chirurg wzywa odpowiednie służby i przekonuje koronera że kolega zmarł na zawał serca co ma przyśpieszyć pochówek na jego rodzinnym cmentarzu, przy rodzinnej posiadłości kilka przecznic dalej od domu chirurga. Trzy dni po pogrzebie chirurg ze wspólnikiem mają wykopać sparaliżowanego kolegę ze świeżego grobu i przenieść go do domu chirurga gdzie ma on stopniowo dochodzić do siebie. Tak też się dzieje bo trędowaty się na to wszystko zgodził, ale nie wiedział wtedy że stanie się królikiem doświadczalnym swojego kolegi. Eksponatem w jego kolekcji królików i chomików z przeszczepionymi narządami wewnętrznymi. Bo to te zwierzęta chirurg najczęściej badał patrosząc po nocach.

Wrócił do posiadłości chirurga, w której przebywał swój trąd „za życia” i leżąc na łóżku stopniowo odzyskiwał czucie w nogach, rękach i funkcje zmysłów, ale kończyny nie zawsze chciały słuchać poleceń umysłu, a kolega chirurg napominał go aby nie patrzył się tylko na swoje ciało i siadając zakrywał się od szyi w dół kocem. W siadaniu pomagał mu stetryczały sługus chirurga. Odzyskując powoli zmysły i władze umysłowe doszedł do wniosku że chirurg nie patrzy już na niego jak na kolegę i nie rozmawia z nim jak wcześniej. Bada go tylko jak swoje zwierzęta i wypytuje czy wraca mu czucie w nogach. Stetryczały sługus również poświęca mu coraz mniej czasu, zasłony w pokoju są zasłonięte, a światło zgaszone i palą się tylko świece. Nie ma w pokoju kalendarza, więc ofiara chirurga ma problem z określeniem dni i miesięcy. Później nie odróżnia nawet nocy od dnia bo przez szparę w nie zasłoniętej zasłonie widzi kawałek ołowianego nieba. Odzyskując coraz szybciej siły przekonuje się coraz bardziej że jest więźniem i eksperymentem swojego kolegi i pewnej nocy postanawia z tego więzienia, w którym „za życia” chował się przed społeczeństwem ze swoją chorobą…..uciec….

Znajduje jakiś stary płaszcz i stare buty, a uciekając bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia roztrzaskuje kandelabrem na pół łeb swojego kolegi – chirurga. Śpiącego na fotelu po pijaku z jakąś pseudomedyczną książką w ręku. Następnie dusi na śmierć błagającego go o litość stetryczałego sługusa martwego już chirurga, z którym z racji nie pełnych jeszcze sił ma większy problem bo chociaż jest stary to przytomny i nie śpiący jak chirurg. Trędowate-zombie wymyka się z posiadłości martwego od chwili kolegi i przytrzymując się kawałka drewna pełznie powoli do opuszczonej od ponad 10-ciu lat rodzinnej posiadłości, na terenie której mieści się cmentarz, na którym pochowano jego sparaliżowane ciało wykopane potem przez chirurga….

Widząc swój nagrobek w panicznej ciekawości zaczyna odkopywać ziemię aż łamie sobie paznokcie i dokopuje się do trumny jak się mu jeszcze zdaje pustej bo przecież ON, chociaż trędowaty ŻYJE! I stoi tutaj, drżąc z ociekającymi krwią palcami. Jednak gdy podnosił wieko uderzył go z trumny intensywny odór rozkładu zwłok. Z początku myślał że ktoś przez pomyłkę postawił jego nagrobek na cudzym grobie, ale w trumnie było rozkładające się cuchnące…..jego bezgłowe ciało :).

Nie bez powodu po przeniesieniu z grobu do posiadłości chirurga mógł poruszać tylko głową, a chirurg napominał go aby nie zerkał na (nie)swoje ciało :). Chirurg przywiózł z Haiti nie tylko paraliżujący medykament, ale i inny eksponat, eksperyment. Coś jak chomiki i króliki. I tak oto z ciałem od nie swojej głowy lub z głową od nie swojego ciała żywy trup zombie postanowił rzucić się do rodzinnej studni w rodzinnej posiadłości gdy tylko wzejdzie słońce. Ale czy to zrobił autorzy już nie wspominają :).

H.P Lovecraft – „Nienazwane” cz. 4

W grobowcu (In the Vault)

Opowiadanie na pograniczu dobrego smaku mogące wywołać odrazę i nienawiść do autora u czytelników co poważniej traktujących kwestię pochówków, zwłok i ogólnie funeraliów. Historia zniesmaczy też osoby religijne. Jest obrzydliwa, chamska i obfitująca w trupy i patologie. Ale to ulubiona opowieść MikkeHarry`ego…..

Przedsiębiorca pogrzebowy ciągle partaczący swoją robotę (np. zbijający niedbale trumny) i nie traktujący jej poważnie ma za zadanie przenieść na zimę ciała do miejskiego grobowca. Ziemia bowiem zamarzła i jest taka twarda że miejscowi grabarze nie dadzą rady jej skopać aby pochować bieżących zmarłych. Ciała mają przeczekać do wiosny w ceglanym grobowcu, w którym szwankuje zardzewiały zamek metalowych drzwi bo leniwy i nader skąpy przedsiębiorca pogrzebowy żałował na wymianę kłódki przez wiele lat bądź po prostu nie chciało mu się tego naprawić. Za swoją robotę zabiera się więc po pijaku i w towarzystwie konia ciągnącego wóz, na którym wiezione są do grobowca trumny. Przenosi więc drewniane skrzynie z doczesnymi szczątkami mieszkańców, skrzynie które sam wcześniej niedbale z lenistwa wykonał.

Główny bohater słynął z kradzieży co wartościowszych ubrań i butów nieboszczyków oraz innych kosztowności pochowanych razem z nimi. Wszak w trumnie im się już nie przydadzą. Posuwał się też do okaleczania zwłok swoich klientów aby zmieściły się w od niechcenia i słabo wykonanych trumnach. I to ostatnie zemściło się w tej opowieści na leniwym i zapijaczonym partaczu nie szanującym ludzkich zwłok. Zwłok jego znajomych i sąsiadów. ….

Gdy dowiózł już pierwsze trumny do wrót grobowca rozpadał się silny deszcz toteż postanowił schronić się w tej krypcie. Tam między niedbale rzuconymi trumnami. Wiał też silny wiatr i ten wiatr zatrzasnął metalowe drzwi z zardzewiałym zamkiem jak się mogło wydawać na amen. Grobowiec wypełniły egipskie ciemności, a jego jedyny żywy gość rzucił się po omacku do otwarcia drzwi. Niestety bezskutecznie bo zaniedbywane latami drzwi nie dały się otworzyć. Żyjący lokator nie był za bardzo tym przejęty bo postanowił wyjść sobie przez miniaturowy lufcik znajdujący się wysoko na ceglanej ścianie, ale że nie dysponował akurat żadną drabiną ani nawet stołkiem to postanowił użyć do tego trumien z martwymi wkładami – klientami jego domu pogrzebowego 🙂

Z każdą godziną (a spędził ich uwięziony w grobowcu 9) coraz bardziej ogarniały go strach i panika, a zmysły i świadomość oraz zdrowy rozsądek odmawiały powoli posłuszeństwa….

Toteż więzień począł mozolnie dobierać trumny od największej do najmniejszej i od właściwie zbitej do niedbale zbitej. Ustawiał z nich wieżę pod małym lufcikiem nie przejmując się wcale zwłokami, które w nich są, a tu coraz szybciej zbliżała się noc, więc usiłował też ratować się krzykiem i nawoływaniem pomocy bo może szybciej ktoś  go usłyszy i przyjdzie go wyciągnąć, ale tylko jego pozostawiony przed grobowcem i pod drzewem koń odpowiadał irytującym rżeniem i machaniem kopyta. Był coraz bardziej głodny i zdenerwowany, a w jego rżeniu dawało się wyczuć nutę szyderstwa z przedsiębiorcy pogrzebowego, który jak się zdawało dostał właśnie od losu nauczkę za swoje niedociągnięcia i przewinienia w pracy, ale nie to jest jeszcze najstraszniejsze….

Partacz po odsapnięciu na najniższym stopniu swojej wieży jął wspinać się po trumnach ze skrzynką z narzędziami, którymi chciał powiększyć lufcik żeby zmieścić się w otworze. Była już noc, a dziura w murze wystarczająco duża toteż zszedł na dół do ciemnego grobowca aby ponownie odsapnąć przed wyślizgnięciem się ze swojego tymczasowego więzienia. Wspinając się po raz trzeci na wieżę z drewnianych piórników z ich martwymi wkładami coraz bardziej czuł swój ciężar i słyszał trzaski pękających desek, które sam tak leniwie i niedbale pozbijał. To trzeszczały deski jego makabrycznych schodów, a ostatni z nich (ten na samej górze) – najmniejsza trumna zapadł się pod jego ciężarem (a ściślej – samo wieko) i nogi aż do kostek wpadły prosto na trupa! – małego, nieżywego staruszka, który za swojego życia słynął z niebywałej pamiętliwości i mściwości. Potrafił zemścić się na sąsiedzie lub jego psie za wyimaginowane bądź rzeczywiste urazy nawet kilka lat po tym jak miały miejsce.  To temu mieszkańcowi przedsiębiorca pogrzebowy odpiłował stopy na wysokości kostek tak aby ciało zmieściło się w za małej trumnie. Teraz jego samego coś ściskało i trzymało za kostki!

Myślał że to drzazgi lub poluzowane gwoździe przecinają mu właśnie skórę stóp, wbijają się w mięso, a zaraz dotrą do mięśni i ścięgien!

Ostatkiem sił jednak wyrwał się z tego uścisku i po miękkiej i mokrej od deszczu ziemi doczołgał się do kanciapy stróża cmentarza i jego synka, którego stróż posłał po miejscowego lekarza widząc u drzwi zakrwawionego pijaka, partacza, chama i złodzieja. Pod koniec historii nieuczciwy przedsiębiorca pogrzebowy nie miał już czym jeździć bo koń uciekł kilka godzin wcześniej razem z wozem zapewne z głodu i ze śmiechu.

Lekarz przeprowadził krótki wywiad, a oglądając rany mężczyzny był przerażony i trzęsły mu się nieprofesjonalnie ręce gdy je bandażował. Krwawiące dziurki nie miały bowiem kształtu rys powstałych od gwoździ lub drzazg, ale były to…..ślady ludzkich zębów! Zębów, które przegryzły oszustowi ścięgna tak że już nigdy nie mógł chodzić i musiał się przebranżowić, a lekarz polecił mu nie wspominać nikomu co w ciągu tych 9 godzin działo się w grobowcu tym bardziej że udał się do niego z latarką zaraz po opatrzeniu pacjenta gdzie w malignie całych ciał i kończyn rozpoznał uzębienie u jednego z trupów. Ślady zębów na nogach przedsiębiorcy pogrzebowego odpowiadały uzębieniu mściwego i pamiętliwego kurdupla, którego zwłokom oszust odpiłował stopy na wysokości kostek 🙂 😀

Śmieszne?

Były już przedsiębiorca pogrzebowy nigdy nie doszedł do siebie psychicznie ani fizycznie. Do końca życia miał postradane zmysły i mamrotał ciągle do siebie samego coś o trumnach, zwłokach, zębach i grobowcach….

Koń by się uśmiał 😀

 

*Tak poza streszczeniem historii, którą jednak polecam przeczytać w całości bo liczy tylko 5 stron :).

Dobrze mu tak czy nie?

Należała się oszustowi taka nauczka od sił natury?

Czy mimo wszystko źle się mu stało?

Współczujecie czy bijecie brawo?