Zakonnica – The Nun (2018)

Najnowszy horror w stylu „The Rite” (Rytuał) i „Egzorcysta” lub „Ostatni egzorcyzm”. Przedstawione wydarzenia są prequelem do historii z „Amityville”. A my tym samym zostajemy w szponach demonów, duchów, kościoła, księży i religii. Jednakowoż obiecuję że nie będę karmił czytelnika samymi opętaniami bo przewiduję też wpisy o filmach o innej tematyce.

Fabuła

Klasztor

Początek lat 50. XX wieku. W rumuńskim klasztorze zakonnice odprawiają niekoniecznie katolickie rytuały, a gdy przestają się modlić giną jedna po drugiej zamordowane przez tajemniczą, nieziemską siłę. Siła ta pochodzi podobno z piekła, do którego wejście znajduje się w klasztorze i kiedyś zapieczętowane przez Rycerzy Chrystusa zostało ponownie otwarte współcześnie. – Podczas bombardowania budynków klasztoru. Klasztor zbudował w średniowieczu pewien książę – jak dowiadujemy się od jednej z zakonnic. Książę ten zajmował się czarną, magią i alchemią oraz eksperymentował na ludziach i to on zbudował i pierwszy otworzył tam bramę do piekieł. Z otworu tego gdy był otwarty wychodziło zło, które pustoszyło okoliczną wioskę…..

I do czasów współczesnych tak się dzieje bo gdy brama do piekła została otwarta przez bomby podczas wojny w wiosce nawet teraz wyglądającej na średniowieczną zaczynają w niewyjaśniony sposób ginąć ludzie i nawet dzieci. A siostry w klasztorze miewają omamy słuchowe i wzrokowe, a mianowicie ukazuje im się zakonnica z demoniczną twarzą, która nie jest z ich wspólnoty. Okazuje się że gdy brama do piekieł jest otwarta to zakonnice muszą nieprzerwanie modlić się przez 100 lat aby zło nie dokonało większych zniszczeń niż może i żeby jak najmniej go wydostało się poza granice klasztoru.

Przejście do piekła pochłaniające coraz to nowe ofiary da się zamknąć tylko w jeden sposób. – W taki jaki zamknęli je w średniowieczu Rycerze Chrystusa, czyli wylewając na nie relikwię – Krew Chrystusa. Czy i tym razem ktoś tego dokona?

Nun0

Miejsce

Historia rozgrywa się w opactwie Carta w Rumunii. Większość wydarzeń dzieje się na klasztornym cmentarzu, na którym spoczywają zakonnice i mieszkańcy okolicznych wiosek. Prymitywne krzyże zbite z dwóch desek lub zwykłe kamienie robiące za pomniki posiadają przytwierdzony do nich dzwonek na sznurku prowadzącym w głąb grobu do trumny. Mogiły pochodzą bowiem z czasów kiedy ludzie bali się bardzo pogrzebania żywcem, a owe dzwonki miały służyć do dzwonienia nimi gdyby jegomość jednak obudził się w trumnie i chciał jakoś powiadomić żyjących na górze że się pomylili. – Tego dowiadujemy się od jednego z bohaterów. Z resztą użycie tej instalacji w praktyce jest pokazane w filmie :D.

Cała okolica wygląda dość mrocznie i ponuro, a wręcz demonicznie. Bohaterowie widują czasami duchy i zjawy lub demony, a mieszkańcy Carta oskarżają opactwo i Zakonnice o zło, które ich dotyka. Według nich to w klasztorze musi leżeć przyczyna samobójstw i okaleczeń dzieci oraz zła spadającego na mieszkańców.

I pewnego dnia samobójstwo popełnia ostatnia siostra w klasztorze. Jej wiszące przed wejściem do kościoła ciało rozdziobywane przez kruki znajduje mieszkający w Carta od lat francuskojęzyczny Kanadyjczyk, który dostarcza do klasztoru żywność. Tym razem nie miał już jej komu dostarczyć, a niebawem odwiedzili go goście z zagranicy….

Bohaterowie

Tak się zaczyna w ogóle film….

Watykan przysyła do Carta księdza i przyszłą zakonnicę aby zbadali i jeśli to możliwe wyjaśnili pczyczynę samobójstwa zakonnicy. Jednak śledztwo w sprawie tej śmierci to tylko jeden z powodów ich przybycia do Rumunii. Mają bowiem też wyjaśnić co się tam w ogóle dzieje….

I tak oto przyjeżdżając do Carta zawitali najpierw do Kanadyjczyka, którego namówili żeby zawiózł ich do opactwa. Odradzał im to bo mieszkańcy boją się tego miejsca i plują gdy o nim słyszą, a za samo rozmawianie o nim można podobno zarobić….

Gdy ksiądz i zakonnica przybywają na miejsce i mijają cmentarzysko z dzwoneczkami 😀 na prawie każdym budynku opactwa zastają świeżą krew, a w budynkach rozkładającego się już trupa z dziwnym kluczem w ręku. Czy klucz ów otwiera jakąś bramę? Spotykają tam tylko żywą przeoryszę opactwa, której tłumaczą po co przybyli, a ona pozwala im zamieszkać w klasztorze na czas śledztwa gdy goście straszą ją że Watykan może przysłać do opactwa mniej dyplomatycznych oficjeli kościelnych.

Od tego czasu przybysze są świadkami i uczestnikami demonicznych zdarzeń nie z tego świata razem z zakonnicami z Carta.

Ksiądz – Ojciec Burke (w tej roli: Demian Bichr)

Jest członkiem wąskiego kręgu duchownych, któremu watykańscy oficjele powierzają czasami tajne zadania. Jak to z filmu. On też ma swoją tajemnicę, a mianowicie gdy stacjonował kiedyś we Francji nie pomógł opętanemu chłopcu. Nie udał mu się egzorcyzm na nim i dziecko zmarło. W Carta objawia mu się jego duch/demon i atakując go nawet fizycznie przeszkadza w wykonaniu zleconego przez Watykan zadania.

Przyszła zakonnica – Siostra Irene (w tej roli: Taissa Farmiga)

Oczekuje na złożenie ślubów zakonnych, które ostatecznie odbiera od księdza Burke`a w Carta. Ona też ma swoją tajemnicę z przeszłości bo w dzieciństwie w Amityville miała wizję zakonnicy z demoniczną twarzą. Własnie takiej samej jaka spaceruje po korytarzach opactwa w Carta.

Frenchie – francuzkojęzyczny Kanadyjczyk (w tej roli: Jonas Bloquet)

To do niego najpierw trafiają Burke i Irene do przybyciu do Carta. Jak sam twierdzi zamieszkał tam aby pomagać mieszkańcom. To on w kryzysowych sytuacjach ratuje skórę dwójce głównych bohaterów i robi za ich taksówkarza. Szczególnie podoba mu się siostra Irene, a bez jego pomocy i ona i ksiądz nie raz by zgineli. Nie zanosi się na poczatku filmu że strachliwy Kanadyjczyk pomoże duchownym, ale perspektywa ponownego pokonania zła wyraźnie go do tego motywuje. Ta postać kluczową rolę odgrywa w ostatnich 30 minutach filmu.

Wydarzenia z wnętrza budynków opactwa i tajnych wybudowanych w średniowieczu korytarzy przypominają trochę przygody Indiany Jonesa. A mrocznego uroku dodaje przygodom księdza i zakonnicy straszna muzyka.

Od MikkeHarry`ego.

Nie muszę chyba dodawać że horror lepiej oglądać po ciemku. Wtedy jest straszniejszy i mroczniejszy efekt. Od siebie dodam że dawno nie oglądałem takiego ładnego (strasznego, mrocznego) horroru o podobnej tematyce. Patrz. te wymienione w pierwszym akapicie wpisu. Tego się nie da opisać. – To trzeba zobaczyć! Produkcja jak widać jest jedną z najnowszych (2018 rok).

Nun

OLINKOWANIE

https://mikkeharry.wordpress.com/2014/12/03/rytual-the-rite-2011-nudnawy-horror-o-egzorcystach/

Czy to dwójka duchownych ma zamknąć teraz bramę do piekła? I czy w ogóle zostanie ona zamknięta?

Dane techniczne

Rok premiery: 018

Gatunek: Horror

Nagrody: 365 (milionów?), 550 tysięcy i 119 dolarów

Kraj produkcji: USA

Reżyser: Gary Daubeman

Czas trwania: 1 godzina i 36 minut

Główne role: (oprócz trzech już wymienionych) Bonnie Aarons (zakonnica-demon, zło, wizja Irene) , Ingrid Bisu (siostra Oana – jedna z rumuńskich zakonnic), Lynette Gaza (przeorysza w Carta), Tudor Munteanu, Vera Farmiga, Sandra Teles,Patrick Wilson

Zmarli w domu, czyli indonezyjskie Halloween Toradżów

Dawno nie publikowałem bo praca dla Prezydenta Miasta Siedlce bo z nim mam do końca roku umowę o pracę i gorączka świąteczna bo matka w domu goni mnie po pracy do trzepania dywanów i innych pierdół, ale myślę że dzisiejszy horror z życia wzięty będzie dla drogich czytelników moich wypocin i innych – przypadkowych internautów trafiających na tego bloga chociaż małym zadośćuczynieniem mojego kilkutygodniowego milczenia…

Mimo tego ostatniego dziękuję internatom z różnych stron świata  (Hongkongowi i Ukraińcom też 😛 :D) za systematyczne odwiedzanie mojego bloga. Bo statystyki sprawdzam niemal codziennie…. Jesteście wielcy :*. A dzisiejszy wpis jest (mam nadzieję) początkiem cyklu wpisów z tej kategorii. Bo kiedyś jeden z komentujących mojego bloga życzył sobie „więcej horrorów z życia wziętych”……

Tak, więc przenosimy się do  muzułmańskiej Indonezji, a konkretnie na wyspę Celebes (jedenastą co do wielkości wyspę na świecie w Archipelagu  Malajskim. Żyje tam lud protestanckich (kiedyś wyznających animizm) Toradżów…….Ale to nie dane geopolityczne są istotą horroru z życia wziętego, ale podejście ludu Toradżów do śmierci i zmarłych. Takie Samhain/Halloween/Święto Zmarłych/Wszystkich Świętych…. w Indonezji. Obca kultura i obyczaje dla nas EUROPEJCZYKÓW pasujące do wspomnianej wcześniej kategorii….

Celebes.png

Wyspa Celebes w Indonezji (w czerwonej ramce)….

Toradżowie zamieszkują dolinę zwaną Tana Toraja, a nie tylko w ojczystej Indonezji, ale i na świecie ten protestancki lud jest znany z niekonwencjonalnego podejścia do zmarłych. A mianowicie: zgon swoich bliskich, krewnych i członków rodziny traktują jak powód do zabaw, weseli i innych przyjęć. Jeśli chcesz zjeść kolację ze swoim martwym dziadkiem lub zmarłą niedawno teściową to możesz zrobić to u Toradżów i to nie w sensie duchowym, przenośnym lub emocjonalnym ; ale dosłownym bo ten lud słynie z wyciągania z grobów i trumien swoich bliskich nieboszczyków i zapraszania ich do domu na rodzinne przyjęcia i imprezy. Ciało wydobyte z grobu może fizycznie „biesiadować” w domu nawet kilka tygodni lub miesięcy. Zależy od tego jak długo potrwa impreza :).

tor

Toradżanki w strojach ludowych….

Toradżański pogrzeb….

Im bogatsza rodzina tym uroczystość pogrzebowa jest dłuższa i kosztowniejsza, a gnijący, doczesny odwłok krewnego tym więcej spędza czasu z żyjącymi jeszcze członkami rodziny, sąsiadami, znajomymi i krewnymi. Trup babci, cioci lub taty zawinięty w kawałek materiału spoczywa w szopie, na strychu, w piwnicy bądź innej izbie domu i czeka aż żyjący domownicy zaproszą go do stołu.

Podczas domowej uroczystości zmarli krewni są traktowani jak żyjący domownicy, a szkieletom z resztkami wiszącej skóry są czesane włosy i obcinane paznokcie przez innych biesiadników! Nawet jeśli takie ciało zostanie złożone nazad do grobu to toradżańscy krewni nie pozwolą mu się za długo  cieszyć spokojem bo jeszcze w tym samym roku zaproszą trupa na kolejną imprezę…. Czy to aby na pewno po chrześcijańsku? :O

20181222_133645

Z grobów wydobywane są zmumifikowane zwłoki, którym zmienia się ubrania (a czasami bywa to młoda para – nowożeńcy, którzy zmarli w wieku 60 +). Zwłoki i ich pozostałości – szkielety są też przez bliskich im Toradżan czyszczone. Tak „upiększone” zwłoki zmarłych bliskich są zapraszane na toradżański zjazd rodzinny tj. na kilku lub kilkunastodniowy pobyt w domu i zabawy oraz rozmowy i mieszkanie z żywymi (jeszcze) członkami rodziny.

Na takich rodzinnych zjazdach gnijące trupy zasiadają przy wspólnym stole świętując razem z żywymi domownikami, a potem są nazad czyszczone i składane do grobu, aż do kolejnego, rodzinnego święta….

H.P Lovecraft – „Nienazwane” cz. 6

Ekshumacja (The Disinterment)

Opowieść z pogranicza haitańskiego Voodoo….

Chirurg opiekuje się trędowatym kolegą. Ukrywa go przed oczami i językami wścibskich mieszczan i rodziny w obawie przed jego zlinczowaniem lub wygnaniem bo objawy trądu zaczynają być już widoczne. Do pełnego rozkładu ciała kolegi brakuje jednak jeszcze 7 lat i krótki czas tego okresu chirurg postanawia wykorzystać w nie do końca legalny i moralny sposób. Postanawia oszukać swojego chorego kolegę i oprócz jego dobra ma mroczniejsze i bardziej osobiste intencje i cele w opiekowaniu się nim….

Rzeczony chirurg jest również transplantologiem i eksperymentuje z dziwacznymi lekami. Szuka nawet jakiegoś na jakąś chorobę i w tym celu wyjeżdża na Haiti. W tym czasie trędowaty kolega studiuje literaturę z jego prywatnych zbiorów i znajduje tam makabryczne opisy pseudomedycznych eksperymentów na zwierzętach i na ludziach, które kolega – lekarz sam przeprowadzał. Znajduje też pseudofarmaceutyczną literaturę o eksperymentowaniu z różnymi substancjami chemicznymi w celu stworzenia nowego medykamentu.

Chirurg wraca z Haiti po 4 miesiącach i oznajmia trędowatemu że leku na jego chorobę nie ma, więc na pewno prędzej czy później jego ciało się rozpadnie, ale może ulżyć mu trochę w cierpieniu jeśli ten się na to zgodzi. I tak oto testują na trędowatym haitańską miksturę do robienia z ludzi zombie, taką używaną do Voodoo. Po jej zażyciu trędowatemu mają całkowicie ustać funkcje życiowe, a jego ciało ma przypominać zwłoki, a nawet stopniowo się rozkładać. W trakcie tych wszystkich procesów trędowaty ma żyć i być świadomy, ale ma mieć sparaliżowane ciało i zmysły jak i ograniczony wpływ umysłu na poruszanie częściami ciała.

Po podaniu koledze owego leku jego ciało faktycznie przypomina martwe. Trędowaty nie porusza się ani nie odzywa i nie bije mu serce. Nie postępują też zbyt szybko objawy trądu. Chirurg wzywa odpowiednie służby i przekonuje koronera że kolega zmarł na zawał serca co ma przyśpieszyć pochówek na jego rodzinnym cmentarzu, przy rodzinnej posiadłości kilka przecznic dalej od domu chirurga. Trzy dni po pogrzebie chirurg ze wspólnikiem mają wykopać sparaliżowanego kolegę ze świeżego grobu i przenieść go do domu chirurga gdzie ma on stopniowo dochodzić do siebie. Tak też się dzieje bo trędowaty się na to wszystko zgodził, ale nie wiedział wtedy że stanie się królikiem doświadczalnym swojego kolegi. Eksponatem w jego kolekcji królików i chomików z przeszczepionymi narządami wewnętrznymi. Bo to te zwierzęta chirurg najczęściej badał patrosząc po nocach.

Wrócił do posiadłości chirurga, w której przebywał swój trąd „za życia” i leżąc na łóżku stopniowo odzyskiwał czucie w nogach, rękach i funkcje zmysłów, ale kończyny nie zawsze chciały słuchać poleceń umysłu, a kolega chirurg napominał go aby nie patrzył się tylko na swoje ciało i siadając zakrywał się od szyi w dół kocem. W siadaniu pomagał mu stetryczały sługus chirurga. Odzyskując powoli zmysły i władze umysłowe doszedł do wniosku że chirurg nie patrzy już na niego jak na kolegę i nie rozmawia z nim jak wcześniej. Bada go tylko jak swoje zwierzęta i wypytuje czy wraca mu czucie w nogach. Stetryczały sługus również poświęca mu coraz mniej czasu, zasłony w pokoju są zasłonięte, a światło zgaszone i palą się tylko świece. Nie ma w pokoju kalendarza, więc ofiara chirurga ma problem z określeniem dni i miesięcy. Później nie odróżnia nawet nocy od dnia bo przez szparę w nie zasłoniętej zasłonie widzi kawałek ołowianego nieba. Odzyskując coraz szybciej siły przekonuje się coraz bardziej że jest więźniem i eksperymentem swojego kolegi i pewnej nocy postanawia z tego więzienia, w którym „za życia” chował się przed społeczeństwem ze swoją chorobą…..uciec….

Znajduje jakiś stary płaszcz i stare buty, a uciekając bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia roztrzaskuje kandelabrem na pół łeb swojego kolegi – chirurga. Śpiącego na fotelu po pijaku z jakąś pseudomedyczną książką w ręku. Następnie dusi na śmierć błagającego go o litość stetryczałego sługusa martwego już chirurga, z którym z racji nie pełnych jeszcze sił ma większy problem bo chociaż jest stary to przytomny i nie śpiący jak chirurg. Trędowate-zombie wymyka się z posiadłości martwego od chwili kolegi i przytrzymując się kawałka drewna pełznie powoli do opuszczonej od ponad 10-ciu lat rodzinnej posiadłości, na terenie której mieści się cmentarz, na którym pochowano jego sparaliżowane ciało wykopane potem przez chirurga….

Widząc swój nagrobek w panicznej ciekawości zaczyna odkopywać ziemię aż łamie sobie paznokcie i dokopuje się do trumny jak się mu jeszcze zdaje pustej bo przecież ON, chociaż trędowaty ŻYJE! I stoi tutaj, drżąc z ociekającymi krwią palcami. Jednak gdy podnosił wieko uderzył go z trumny intensywny odór rozkładu zwłok. Z początku myślał że ktoś przez pomyłkę postawił jego nagrobek na cudzym grobie, ale w trumnie było rozkładające się cuchnące…..jego bezgłowe ciało :).

Nie bez powodu po przeniesieniu z grobu do posiadłości chirurga mógł poruszać tylko głową, a chirurg napominał go aby nie zerkał na (nie)swoje ciało :). Chirurg przywiózł z Haiti nie tylko paraliżujący medykament, ale i inny eksponat, eksperyment. Coś jak chomiki i króliki. I tak oto z ciałem od nie swojej głowy lub z głową od nie swojego ciała żywy trup zombie postanowił rzucić się do rodzinnej studni w rodzinnej posiadłości gdy tylko wzejdzie słońce. Ale czy to zrobił autorzy już nie wspominają :).

H.P Lovecraft – „Nienazwane” cz. 4

W grobowcu (In the Vault)

Opowiadanie na pograniczu dobrego smaku mogące wywołać odrazę i nienawiść do autora u czytelników co poważniej traktujących kwestię pochówków, zwłok i ogólnie funeraliów. Historia zniesmaczy też osoby religijne. Jest obrzydliwa, chamska i obfitująca w trupy i patologie. Ale to ulubiona opowieść MikkeHarry`ego…..

Przedsiębiorca pogrzebowy ciągle partaczący swoją robotę (np. zbijający niedbale trumny) i nie traktujący jej poważnie ma za zadanie przenieść na zimę ciała do miejskiego grobowca. Ziemia bowiem zamarzła i jest taka twarda że miejscowi grabarze nie dadzą rady jej skopać aby pochować bieżących zmarłych. Ciała mają przeczekać do wiosny w ceglanym grobowcu, w którym szwankuje zardzewiały zamek metalowych drzwi bo leniwy i nader skąpy przedsiębiorca pogrzebowy żałował na wymianę kłódki przez wiele lat bądź po prostu nie chciało mu się tego naprawić. Za swoją robotę zabiera się więc po pijaku i w towarzystwie konia ciągnącego wóz, na którym wiezione są do grobowca trumny. Przenosi więc drewniane skrzynie z doczesnymi szczątkami mieszkańców, skrzynie które sam wcześniej niedbale z lenistwa wykonał.

Główny bohater słynął z kradzieży co wartościowszych ubrań i butów nieboszczyków oraz innych kosztowności pochowanych razem z nimi. Wszak w trumnie im się już nie przydadzą. Posuwał się też do okaleczania zwłok swoich klientów aby zmieściły się w od niechcenia i słabo wykonanych trumnach. I to ostatnie zemściło się w tej opowieści na leniwym i zapijaczonym partaczu nie szanującym ludzkich zwłok. Zwłok jego znajomych i sąsiadów. ….

Gdy dowiózł już pierwsze trumny do wrót grobowca rozpadał się silny deszcz toteż postanowił schronić się w tej krypcie. Tam między niedbale rzuconymi trumnami. Wiał też silny wiatr i ten wiatr zatrzasnął metalowe drzwi z zardzewiałym zamkiem jak się mogło wydawać na amen. Grobowiec wypełniły egipskie ciemności, a jego jedyny żywy gość rzucił się po omacku do otwarcia drzwi. Niestety bezskutecznie bo zaniedbywane latami drzwi nie dały się otworzyć. Żyjący lokator nie był za bardzo tym przejęty bo postanowił wyjść sobie przez miniaturowy lufcik znajdujący się wysoko na ceglanej ścianie, ale że nie dysponował akurat żadną drabiną ani nawet stołkiem to postanowił użyć do tego trumien z martwymi wkładami – klientami jego domu pogrzebowego 🙂

Z każdą godziną (a spędził ich uwięziony w grobowcu 9) coraz bardziej ogarniały go strach i panika, a zmysły i świadomość oraz zdrowy rozsądek odmawiały powoli posłuszeństwa….

Toteż więzień począł mozolnie dobierać trumny od największej do najmniejszej i od właściwie zbitej do niedbale zbitej. Ustawiał z nich wieżę pod małym lufcikiem nie przejmując się wcale zwłokami, które w nich są, a tu coraz szybciej zbliżała się noc, więc usiłował też ratować się krzykiem i nawoływaniem pomocy bo może szybciej ktoś  go usłyszy i przyjdzie go wyciągnąć, ale tylko jego pozostawiony przed grobowcem i pod drzewem koń odpowiadał irytującym rżeniem i machaniem kopyta. Był coraz bardziej głodny i zdenerwowany, a w jego rżeniu dawało się wyczuć nutę szyderstwa z przedsiębiorcy pogrzebowego, który jak się zdawało dostał właśnie od losu nauczkę za swoje niedociągnięcia i przewinienia w pracy, ale nie to jest jeszcze najstraszniejsze….

Partacz po odsapnięciu na najniższym stopniu swojej wieży jął wspinać się po trumnach ze skrzynką z narzędziami, którymi chciał powiększyć lufcik żeby zmieścić się w otworze. Była już noc, a dziura w murze wystarczająco duża toteż zszedł na dół do ciemnego grobowca aby ponownie odsapnąć przed wyślizgnięciem się ze swojego tymczasowego więzienia. Wspinając się po raz trzeci na wieżę z drewnianych piórników z ich martwymi wkładami coraz bardziej czuł swój ciężar i słyszał trzaski pękających desek, które sam tak leniwie i niedbale pozbijał. To trzeszczały deski jego makabrycznych schodów, a ostatni z nich (ten na samej górze) – najmniejsza trumna zapadł się pod jego ciężarem (a ściślej – samo wieko) i nogi aż do kostek wpadły prosto na trupa! – małego, nieżywego staruszka, który za swojego życia słynął z niebywałej pamiętliwości i mściwości. Potrafił zemścić się na sąsiedzie lub jego psie za wyimaginowane bądź rzeczywiste urazy nawet kilka lat po tym jak miały miejsce.  To temu mieszkańcowi przedsiębiorca pogrzebowy odpiłował stopy na wysokości kostek tak aby ciało zmieściło się w za małej trumnie. Teraz jego samego coś ściskało i trzymało za kostki!

Myślał że to drzazgi lub poluzowane gwoździe przecinają mu właśnie skórę stóp, wbijają się w mięso, a zaraz dotrą do mięśni i ścięgien!

Ostatkiem sił jednak wyrwał się z tego uścisku i po miękkiej i mokrej od deszczu ziemi doczołgał się do kanciapy stróża cmentarza i jego synka, którego stróż posłał po miejscowego lekarza widząc u drzwi zakrwawionego pijaka, partacza, chama i złodzieja. Pod koniec historii nieuczciwy przedsiębiorca pogrzebowy nie miał już czym jeździć bo koń uciekł kilka godzin wcześniej razem z wozem zapewne z głodu i ze śmiechu.

Lekarz przeprowadził krótki wywiad, a oglądając rany mężczyzny był przerażony i trzęsły mu się nieprofesjonalnie ręce gdy je bandażował. Krwawiące dziurki nie miały bowiem kształtu rys powstałych od gwoździ lub drzazg, ale były to…..ślady ludzkich zębów! Zębów, które przegryzły oszustowi ścięgna tak że już nigdy nie mógł chodzić i musiał się przebranżowić, a lekarz polecił mu nie wspominać nikomu co w ciągu tych 9 godzin działo się w grobowcu tym bardziej że udał się do niego z latarką zaraz po opatrzeniu pacjenta gdzie w malignie całych ciał i kończyn rozpoznał uzębienie u jednego z trupów. Ślady zębów na nogach przedsiębiorcy pogrzebowego odpowiadały uzębieniu mściwego i pamiętliwego kurdupla, którego zwłokom oszust odpiłował stopy na wysokości kostek 🙂 😀

Śmieszne?

Były już przedsiębiorca pogrzebowy nigdy nie doszedł do siebie psychicznie ani fizycznie. Do końca życia miał postradane zmysły i mamrotał ciągle do siebie samego coś o trumnach, zwłokach, zębach i grobowcach….

Koń by się uśmiał 😀

 

*Tak poza streszczeniem historii, którą jednak polecam przeczytać w całości bo liczy tylko 5 stron :).

Dobrze mu tak czy nie?

Należała się oszustowi taka nauczka od sił natury?

Czy mimo wszystko źle się mu stało?

Współczujecie czy bijecie brawo?