„Zapadnia – człowiek i socjalizm” ; Anatolij Fiedosiejew

W dzisiejszych „Książkach” wpis związany jakby poniekąd z polityką bo dzieło traktuje o pewnym ustroju państwa. O socjalizmie sowieckim (komunizmie? leninizmie?….). Autor „Zapadni…przynosi mi na myśl innego uciekiniera z ZSRR i jego twórczość literacką – Wiktora Suworowa, którego kilka książek opisałem już na tym blogu.

Ale ….człowiek i socjalizm czyta się łatwiej i szybciej niż np. „Matkę diabła” i „GRU”. Te ostatnie są napisane cięższym i bardziej specjalistycznym językiem, a traktują stricte o sowieckim wojsku (rangi) lub  służbach specjalnych (wywiadzie). Czytając Suworowa podobną zabawę jak przy Zapadni…. miałem tylko przy „Powieściach o Anastazji Strzeleckiej” bo też są napisane prosto i przystępnie oraz podobnie jak bohaterka dzisiejszego wpisu nie pozbawione komicznych i śmiesznych przykładów z prawdziwego życia w ZSRR. W przypadku Suworowa – życia agenta GRU, a nie inżyniera techniki wojskowej….

W poniższym opisie nie nadmieniłem wszystkiego co Fiedosiejew opisuje i oprócz zdjeć nie ma praktycznie spojlerów z samego tekstu książki, ale mam nadzieję że mimo to dzisiejszy wpis zachęci do lektury i to nie wyłącznie fanów ZSRR, socjalizmu, czy polityki…..A może bardziej zachęci poparcie Suworowem niż mój krótki opis?

20181115_153442

Autor – inżynier techniki wojskowej (sowieckiej), który 58 lat przeżył i przepracował na wysokim, państwowym stanowisku w ZSRR, a potem uciekł na zachód co wg. sowieckiej propagandowej prasy przyniosło ZSRR 30 milionów dolarów strat w dosyć przystępny i prosty sposób przekazuje w tej książce swoje przemyślenia, spostrzeżenia i uwagi.

Są one poparte prawdziwymi przykładami z życia w ZSRR – państwie socjalistycznym, a dotyczą np. sowieckiej służby zdrowia, której usług Fiedosiejew doświadczył na własnej skórze lub systemu zbierania informacji o obywatelu.

Dysydent udowadnia na 141 stronach dlaczego socjalizm w praktyce nie działa, ale sam sobie przeczy. Czytelnik w czasie lektury uświadomi sobie bezsens takich filarów socjalizmu jak centralne planowanie i państwowa własność środków produkcji, ale też dowie się na jakich zasadach i w jakim celu dopuszcza się w socjalistycznym systemie istnienie „kontrolowanej konkurencji”.

Autor wspomina swoje relacje i kontakty z sowieckimi urzędnikami, naukowcami, swoimi przełożonymi z państwowego instytutu oraz bardzo krótko wyjaśnia różnice między marksizmem, leninizmem, socjalizmem, a niemieckim nazizmem i włoskim faszyzmem. Wyjaśnia różnice i zwraca czytelnikowi uwagę na podobieństwa między tymi systemami.

Książka jest swojego rodzaju relacją i wspomnieniem z życia naukowca w ZSRR, ale dotyczy wszystkich dziedzin życia z jakimi miał tam do czynienia. Zarówno kołchozów jak i sklepów z żywnością oraz hierarchii władzy. Więcej o tematach na jakie Fiedosiejew pisze znajdziecie na zdjęciu ze spisem treści :).

20181115_153457

Na początku książki jest też notka biograficzna o autorze (bardziej szczegółowa) i wydawnictwie – Fundacji PAFERE. Z tą ostatnią dużo wspólnego ma nasz rodak, ale już nie spojluje tylko zachęcam do krótkiej, nie trudnej, a czasami zabawnej lektury. Niektóre relacje bawią do łez (jak ta z butlą tlenową w szpitalu :D), a niektóre mrożą krew w żyłach i czytelnika nie bardzo zaznajomionego z realiami życia w państwie socjalistycznym wprawiają w niedowierzanie.

Dowiemy się z kart tego małego dzieła min. dlaczego mieszkańcom ZSRR ograniczano kontakty z zagranicznymi turystami, a czasami zalecano im zerwanie kontaktów z rodziną i znajomymi z poza pracy. Tajemnice państwowe, KGB, rejestracja kserokopiarek i aparatów fotograficznych, zakaz produkcji urządzeń i elementów mogących posłużyć do stworzenia broni, socjalistyczne wojsko i zbrojenia, gospodarka centralnie planowana, rolnictwo socjalistyczne i wiele, wiele innych tematów związanych z życiem w socjalistycznej dyktaturze porusza Anatolij Fiedosiejew…….

Z narracji można wywnioskować że autor jest zdecydowanym przeciwnikiem systemu socjalistycznego i wie co zrobić żeby go zmienić. Na kapitalistyczny np :). Aczkolwiek czasami przychylnie wypowiada się o sowieckich urzędnikach i mieszkańcach ZSRR wierzących w socjalizm. Ci pierwsi byli  wg. niego mądrymi ludźmi. Zalicza też mieszkańców ZSRR do grup i klas społecznych, które nazywa: „cynicy klawisze”, „obrońcy”, „cynicy obywatele” i „fanatycy”. Po wyjaśnienie tych terminów MikkeHarry zachęca oczywiście do lektury 🙂 .

Pisarz wspomina też o Stalinie i Breżniewie oraz sytuacji w innych państwach socjalistycznych w czasach istnienia ZSRR takich jak: Czechosłowacja, PRL czy NRD i Mołdawia. Książka rozpoczyna się refleksjami autora na temat upadku socjalizmu, a kończy jego opracowaniem graficznym pt” Schemat rozwoju socjalizmu”. Z tego końcowego uzupełnienia dowiemy się jak socjalizm działa krok po kroku tj. z jakich przyczyn systemy społeczne dążą do socjalizmu i co dzieje się w trakcie trwania fazy upadku systemu. Fiedosiejew pisze też dużo o relacjach międzyludzkich w państwie socjalistycznym i stosunkach społecznych.

20181115_153627

 

Dane techniczne

Liczba stron: 141-145

Rok wydania: 2016, Warszawa

Wydawnictwo: Fundacja PAFERE  ( https://www.pafere.org/ )

Seria: „Biblioteka Rządzących i Rządzonych”  ( https://www.pafere.org/category/biblioteka-rzadzacych-i-rzadzonych-brir/ )

ISBN: 978-83-929152-1-8

Autor: Anatolij Fiedosiejew

20181115_153724

Botoks (2017) – „Leczenie grozi śmiercią”

„Botoks” w reżyserii Patryka Vegi komuś z doświadczeniem w pracy szpitalu bądź pracach okołoszpitalnych może wydać się nudnawym, dwugodzinnym gniotem z minimalną akcją. Zaznajomieni z polską , państwową branżą medyczną nie znajdą tam bowiem nic dla nich nowego. Twórcy bardzo obsmarowali środowisko lekarzy, wykonywanie aborcji i koncerny farmaceutyczne, a szczególnie jeden. W złym świetle ukazywani są też pracownicy Ratownictwa Medycznego i to jak zostaje się ratownikiem.

Fabuła z dozą nekrofilii i zoofilii przesycona alkoholizmem i narkomanią pracowników służby zdrowia jest po prostu przeciwieństwem serialu „Na dobre i na złe”, w którym twórcy pokazują idealny pod względem etyki pracy personelu i kompetencji oraz stanu psychofizycznego lekarzy i ratowników szpital. „Botoks”  zawiera w sobie wszystko co najgorsze z branży medycznej i aż boje się pokusić o stwierdzenie, który z tych obrazów przedstawia realia polskiej służby zdrowia….Możemy się tego tylko domyślać, a ja też kiedyś pracowałem w szpitalu państwowym jako pracownik okołoszpitalny (wykonywałem prace pomocnicze dla personelu szpitala takie jak np. transport zwłok z oddziału do prosektorium) to się naoglądałem i było podobnie jak w filmie Vegi.

Zdjęcia z wnętrza oryginalnej płyty (opakowania) mojego autorstwa.

Film jest bez wątpienia dla dorosłych i mało wrażliwych widzów wcale nie tylko dlatego że pada w nim dużo wulgarnych słów, a dialogi dotyczące szacunku dla ludzkiego życia i przysięgi Hipokratesa pozostawiają wiele do życzenia. Za przedsmak seansu, który gorąco polecam szczególnie widzom z branży (ja sam oglądałem dwa razy aby mi się utrwaliło i aby lepiej zrozumieć) niech posłużą poniższe zwiastuny, które mam nadzieję nie zniechęcą lekarzy, ratowników, pielęgniarek i farmaceutów do obejrzenia filmu o sobie:

Jak widzicie do seansu zachęca też nie najgorsza polska obsada, szczególnie ta kobieca. Ja tym filmem uczciłem właśnie ostatni Dzień Kobiet. I tak w rolach głównych zobaczymy: Agnieszkę Dygant, Marietę Żukowską, Katarzynę Warnke Olgę Bołądź. Męską część obsady reprezentują między innymi: Sebastian Fabijański Tomasz Oświeciński. Z aktorek starszego pokolenia widz zdziwi się widząc w roli bezdusznego i chytrego oraz bezwzględnego prezesa koncernu farmaceutycznego – Grażynę Szapołowską.

Lekkie sceny seksu z ww. aktorkami i kulisy wprowadzania do aptek leków, które nie leczą bo są z cukru pudru :D. Wymyślanie chorób żeby wymyślić na nie lek, wprowadzić go do aptek i czerpać z nich zyski – to wszystko kulisy pracy koncernu farmaceutycznego + przepisywanie tych „lewych” leków przez lekarzy za co odbierają oni od koncernu stosowną premię, drogie gadżety, a ci, którzy przepiszą najwięcej nieleczącego leku – egzotyczne wycieczki do Afryki i udział w międzynarodowych sympozjach. Czyli film przedstawia też szeroko pojęte korumpowanie lekarzy.

Dużo uwagi twórcy poświęcili dokonywaniu aborcji, kontroli z ISO, chirurgii plastycznej, waginoplastyce, alkoholizmowi i in vitro w praktyce oraz rodzeniu dzieci. Nie uwzględniono w obrazie w ogóle etyki lekarskiej, chociaż ze 3 sceny przedstawiają rozterki religijno-moralne bohaterów…..szkoda że tych, którzy zmienili płeć („wymienili cipkę na kutasa”), więc wyklął ich kościół.

Kilka scen obrazu rozgrywa się za granicą, a dialogi są po angielsku z polskimi napisami. Zapraszam do obejrzenia….

Inne sprawy techniczne:

Czas trwania: 2 godziny i 11 minut

Scenariusz i reżyseria: Patryk Vega

Gatunek: Thriller (chociaż można uznać i za kryminał bo branża, o której traktuje fabuła jest w filmie przedstawiona jako jedna, wielka mafia. Skryminalizowana, polska, publiczna (państwowa służba zdrowia 🙂

Kraj produkcji: Polska

Rok premiery: 2017

Nagrody: 10 nominacji

Produkcja: Vega Inwestments

 

 

Amelia Dyer – Herodka wiktoriańskiej Anglii

Dzisiejszy „horror z życia wzięty” dotknął przede wszystkim noworodki, których bohaterka wpisu zamordowała ok. 400.

Za czasów panowania Wiktorii Hanowerskiej (1837-1901) sytuacja samotnych matek w Anglii była co najmniej nieciekawa z powodu ich napiętnowania społecznego i aktom prawnym piętnującym rozwody oraz samotne wychowywanie dzieci. Finansowo też było tragicznie, więc powyższe sprzyjało pozbywaniu się noworodków przez samotne matki lub oddawaniu je pod opiekę za opłatą tak zwanym „farmerkom dzieci”. Były to pielęgniarki i położne, które dorabiały sobie właśnie wychowując cudze dzieci i odbierając ich porody poza szpitalem. Ogłaszały się w prasie i czekały na noworodki od samotnych matek. Niektóre z nich prowadziły żłobki i przyjmowały do nich niemowlęta. Farmerki wykorzystywały dzieci aby zarobić za opiekę i pozbyć się ich jak najszybciej zostawiając samym sobie aby zmarły z głodu, brudu i zimna po zainkasowaniu należności za opiekę.

Nie wszystkie „farmerki” były uczciwe i nie wszystkie posiadały matczyny zmysł, a prawie żadna nie miała wykształcenia pedagogicznego. Amelia Dyer – córka szewca, która jeszcze przed zdobyciem wykształcenia i zatrudnieniem się w żłobku udusiła kilkanaście noworodków była jedną z nich, a dzieci rodziło się coraz więcej i popyt na usługi „farmerek” wzrastał. Dyer wrzuciła do rzeki tyle ciał noworodków że zaczęto na nią wołać – „czyniąca aniołami”.

Amelia

Amelia Dyer

Była jedną z najbardziej znanych seryjnych morderczyń w Anglii i jedynym na świecie seryjnym mordercą mordującym dzieci płci żeńskiej! Także kobieta też potrafi. Prowadziła jednoosobową firmę odbierającą od niezamężnych matek ich wstydliwy problem – dziecko, a po zapłacie za opiekę je zabijała. Sama wyznała że lubiła patrzeć na pętle na szyjach noworodków i czerpała przyjemność z ich agonii. Odbierając niemowlę obiecywała że zapewni im kochający i bezpieczny dom, a tymczasem poiła je tzw. laudanum – nalewką z opium złośliwie zwaną przyjacielem matek. Odurzone niemowlęta nie płakały i nie chciały jeść, a siostra Dyer mogła wtedy zaczekać aż umrą. Martwe ciała zawijała potem w szary papier i wrzucała do rzeki, a oprócz sposobu z opium dusiła jeszcze dzieci i zawiązywała im pętlę na szyję aż do powolnej i bolesnej śmierci, która ją cieszyła.

Aby zwiększyć liczbę dzieci wziętych pod opiekę do żłobka, a tym samym jego dochody Dyer asystowała przy porodach w szpitalu (na położną i pielęgniarkę wykształciła się właśnie po to żeby mieć łatwiejszy dostęp do dzieci). Świeżo urodzone dziecko podduszała tak aby chwilowo przestało płakać i oddychać i pokazywała martwe lekarzowi. Uzyskiwała w ten sposób akt zgonu tj. że niby dziecko urodziło się nie żywe, ale gdy znowu zaczęło oddychać zabierała je do swojego sierocińca żeby dostać pieniądze na wychowanie i wyżywienie kolejnej sieroty, a natychmiast po transakcji podawała dziecku nalewkę….

Potem żeby zoptymalizować i przyśpieszyć swój przyjemnie morderczy proceder dusiła niemowlęta taśmą krawiecką. I interes miał się dobrze dopóki jeden z lekarzy nie zgłosił policji że w sierocińcu Dyer dzieci umierają dosyć często. Nawet za często jak na XlX-sto wieczne standardy wiktoriańskiej Anglii. Oskarżono ją wtedy o zaniedbanie i wydano symboliczny wyrok – pół roku ciężkich robót.

Po odbyciu kary kontynuowała proceder, ale już nie informowała lekarzy o zgonach podopiecznych i często zmieniała ksywy oraz miejsca zamieszkania. Nie odpowiadała też na listy matek zainteresowanych swoimi dziećmi oddanymi Dyer pod opiekę za pieniądze. Takie listy i ogłoszenia „farmerek dzieci” znajdują się do dzisiaj w muzeum angielskiej policji razem z kosmykiem włosów „czyniącej aniołami”, które pobrano wtedy do użytku ówczesnych techników kryminalistyki.

A interes kwitł dopóki z rzeki nie wyłowiono zawiniątka ze zwłokami noworodka, a ślady doprowadziły policję do domu położnej. Bezpośrednich odwodów jej winy nie znaleziono bo były tylko umowy adopcyjne i taśma krawiecka do duszenia dzieci, które teraz też można podziwiać w ww. muzeum, a położna została i tak aresztowana. O mordowanie noworodków podejrzewano też jej rodzinę i współpracowników, ale Dyer zeznała że oni nie mieli z tym nic wspólnego i o tym nie wiedzieli. Jej obrońcy zagrali natomiast przed sądem na niepoczytalność, zły stan psychiczny i trudne dzieciństwo oskarżonej. Po części zgadzało się tylko to ostatnie bo Dyer gdy była dzieckiem musiała opiekować się chorą, umierającą matką. Słuchała jej lęków, lamentów i pretensji aż ta umarła, a córka postanowiła w nieco inny sposób kontynuować swoją „opiekuńczą” profesję.

Obszerny kącik linkowy z makabrycznymi szczegółami działalności czyniącej aniołami dla anglojęzycznych:
http://www.rebelcircus.com/blog/amelia-dyer-worlds-first-female-child-serial-killer/
https://www.crimemuseum.org/crime-library/serial-killers/amelia-dyer/
http://www.independent.co.uk/news/uk/crime/amelia-dyer-the-woman-who-murdered-300-babies-8507570.html
http://ultimatehistoryproject.com/baby-farmers-and-angelmakers-childcare-in-19th-century-england.html

Urodzona w 1838 roku Dyer została powieszona w 1896 roku. Przez cały okres swojej działalności była całkowicie poczytalna i wiedziała co i dlaczego robi. A mordowała niemowlęta dla pieniędzy. Dokładniej wytłumaczy to wam i zobrazuje poniższy film dokumentalny:

Pytanie…

Wiem że moje wypociny czyta wielu internautów z obcych państw za co im wielkie Thank`s, kitos, Danke, gracias i merci. Dlatego dzisiaj pytanie bardziej do obywateli RP często wyjeżdżających za granicę i mających tam do czynienia z ichniejszą służbą zdrowia. Pytanie dotyczy trochę ewentualnego Polexitu:

Czy po opuszczeniu przenajświętszej UE przez Najjaśniejszą RP karty EKUZ będą nadal miały swą moc? W krajach należących jeszcze do jewrokołchozu jak i w tych, należących już tylko do strefy Schengen? (np. Watykan i Norwegia Jeśli tak to czym zastąpić płynące z niej korzyści? Jak wtedy leczyć się za granicą na koszt NFZ? Jeśli zajdzie nagła potrzeba udania się do dentysty w na wyjeździe służbowym do Berlina lub złamie się nogę w austriacki Alpach?