H.P Lovecraft – „Nienazwane” cz. 6

Ekshumacja (The Disinterment)

Opowieść z pogranicza haitańskiego Voodoo….

Chirurg opiekuje się trędowatym kolegą. Ukrywa go przed oczami i językami wścibskich mieszczan i rodziny w obawie przed jego zlinczowaniem lub wygnaniem bo objawy trądu zaczynają być już widoczne. Do pełnego rozkładu ciała kolegi brakuje jednak jeszcze 7 lat i krótki czas tego okresu chirurg postanawia wykorzystać w nie do końca legalny i moralny sposób. Postanawia oszukać swojego chorego kolegę i oprócz jego dobra ma mroczniejsze i bardziej osobiste intencje i cele w opiekowaniu się nim….

Rzeczony chirurg jest również transplantologiem i eksperymentuje z dziwacznymi lekami. Szuka nawet jakiegoś na jakąś chorobę i w tym celu wyjeżdża na Haiti. W tym czasie trędowaty kolega studiuje literaturę z jego prywatnych zbiorów i znajduje tam makabryczne opisy pseudomedycznych eksperymentów na zwierzętach i na ludziach, które kolega – lekarz sam przeprowadzał. Znajduje też pseudofarmaceutyczną literaturę o eksperymentowaniu z różnymi substancjami chemicznymi w celu stworzenia nowego medykamentu.

Chirurg wraca z Haiti po 4 miesiącach i oznajmia trędowatemu że leku na jego chorobę nie ma, więc na pewno prędzej czy później jego ciało się rozpadnie, ale może ulżyć mu trochę w cierpieniu jeśli ten się na to zgodzi. I tak oto testują na trędowatym haitańską miksturę do robienia z ludzi zombie, taką używaną do Voodoo. Po jej zażyciu trędowatemu mają całkowicie ustać funkcje życiowe, a jego ciało ma przypominać zwłoki, a nawet stopniowo się rozkładać. W trakcie tych wszystkich procesów trędowaty ma żyć i być świadomy, ale ma mieć sparaliżowane ciało i zmysły jak i ograniczony wpływ umysłu na poruszanie częściami ciała.

Po podaniu koledze owego leku jego ciało faktycznie przypomina martwe. Trędowaty nie porusza się ani nie odzywa i nie bije mu serce. Nie postępują też zbyt szybko objawy trądu. Chirurg wzywa odpowiednie służby i przekonuje koronera że kolega zmarł na zawał serca co ma przyśpieszyć pochówek na jego rodzinnym cmentarzu, przy rodzinnej posiadłości kilka przecznic dalej od domu chirurga. Trzy dni po pogrzebie chirurg ze wspólnikiem mają wykopać sparaliżowanego kolegę ze świeżego grobu i przenieść go do domu chirurga gdzie ma on stopniowo dochodzić do siebie. Tak też się dzieje bo trędowaty się na to wszystko zgodził, ale nie wiedział wtedy że stanie się królikiem doświadczalnym swojego kolegi. Eksponatem w jego kolekcji królików i chomików z przeszczepionymi narządami wewnętrznymi. Bo to te zwierzęta chirurg najczęściej badał patrosząc po nocach.

Wrócił do posiadłości chirurga, w której przebywał swój trąd „za życia” i leżąc na łóżku stopniowo odzyskiwał czucie w nogach, rękach i funkcje zmysłów, ale kończyny nie zawsze chciały słuchać poleceń umysłu, a kolega chirurg napominał go aby nie patrzył się tylko na swoje ciało i siadając zakrywał się od szyi w dół kocem. W siadaniu pomagał mu stetryczały sługus chirurga. Odzyskując powoli zmysły i władze umysłowe doszedł do wniosku że chirurg nie patrzy już na niego jak na kolegę i nie rozmawia z nim jak wcześniej. Bada go tylko jak swoje zwierzęta i wypytuje czy wraca mu czucie w nogach. Stetryczały sługus również poświęca mu coraz mniej czasu, zasłony w pokoju są zasłonięte, a światło zgaszone i palą się tylko świece. Nie ma w pokoju kalendarza, więc ofiara chirurga ma problem z określeniem dni i miesięcy. Później nie odróżnia nawet nocy od dnia bo przez szparę w nie zasłoniętej zasłonie widzi kawałek ołowianego nieba. Odzyskując coraz szybciej siły przekonuje się coraz bardziej że jest więźniem i eksperymentem swojego kolegi i pewnej nocy postanawia z tego więzienia, w którym „za życia” chował się przed społeczeństwem ze swoją chorobą…..uciec….

Znajduje jakiś stary płaszcz i stare buty, a uciekając bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia roztrzaskuje kandelabrem na pół łeb swojego kolegi – chirurga. Śpiącego na fotelu po pijaku z jakąś pseudomedyczną książką w ręku. Następnie dusi na śmierć błagającego go o litość stetryczałego sługusa martwego już chirurga, z którym z racji nie pełnych jeszcze sił ma większy problem bo chociaż jest stary to przytomny i nie śpiący jak chirurg. Trędowate-zombie wymyka się z posiadłości martwego od chwili kolegi i przytrzymując się kawałka drewna pełznie powoli do opuszczonej od ponad 10-ciu lat rodzinnej posiadłości, na terenie której mieści się cmentarz, na którym pochowano jego sparaliżowane ciało wykopane potem przez chirurga….

Widząc swój nagrobek w panicznej ciekawości zaczyna odkopywać ziemię aż łamie sobie paznokcie i dokopuje się do trumny jak się mu jeszcze zdaje pustej bo przecież ON, chociaż trędowaty ŻYJE! I stoi tutaj, drżąc z ociekającymi krwią palcami. Jednak gdy podnosił wieko uderzył go z trumny intensywny odór rozkładu zwłok. Z początku myślał że ktoś przez pomyłkę postawił jego nagrobek na cudzym grobie, ale w trumnie było rozkładające się cuchnące…..jego bezgłowe ciało :).

Nie bez powodu po przeniesieniu z grobu do posiadłości chirurga mógł poruszać tylko głową, a chirurg napominał go aby nie zerkał na (nie)swoje ciało :). Chirurg przywiózł z Haiti nie tylko paraliżujący medykament, ale i inny eksponat, eksperyment. Coś jak chomiki i króliki. I tak oto z ciałem od nie swojej głowy lub z głową od nie swojego ciała żywy trup zombie postanowił rzucić się do rodzinnej studni w rodzinnej posiadłości gdy tylko wzejdzie słońce. Ale czy to zrobił autorzy już nie wspominają :).

Powszechny obowiązek obrony….

Może się nie znam i nie jestem na czasie z przepisami. Może jestem głupi, ale na ch… teraz potencjalnemu pracodawcy takie informacje o kandydacie na stanowisko?

Przydział mobilizacyjny do sił zbrojnych RP, stopień wojskowy, przynależność ewidencyjna do WKU i stosunek do….

Byłem tam 11 lat temu gdy jeszcze obowiązywał tzw. „powszechny pobór”, czy jak to się tam nazywało, a tą zieloną książeczkę i maleńkie zaświadczenie zgubiłem w ferworze porządków świątecznych i przemeblowań w domu. Ale na pewno leżą gdzieś w piwnicy. Z tego wszystkiego pamiętam że mam kategorię C….chyba. Co nie oznacza (mam nadzieję) że w opinii Wojska Polskiego byłem i nadal jestem po prostu ciotą. Z resztą tak się już nie obraża kolegów od ok. 10 lat. Są inne – wymyślniejsze epitety i obelgi, bardziej nowoczesne cokolwiek by to nie znaczyło.

Może i mam przestarzałe informacje, ale armia zawodowa w RP istnieje tylko formalnie, a praktycznie istnieje armia amatorska nazywana WOT-em, z którego kolegów i znajomych teraz serdecznie pozdrawiam :*. Podobno w Wojsku Polskim jest więcej urzędników zdolnych do wytwarzania dokumentów niż żołnierzy i oficerów rzeczywiście zdolnych do praktycznej walki na polu bitwy i dźwigania ciężkich karabinów. Tych ostatnich widziałem na jakimś pokazie WOT. Ale to przecież amatorzy :).

20181108_102908

Ja tu gadu-gadu o pierdołach, a przy okazji publikacji tych ładnych zdjęć chciałem wam opowiedzieć historię o mojej przygodzie z wojskiem….

Nie, nie – nic z TYCH rzeczy. Po prostu poszedłem na badanie i spotkanie z oficerem na ul. Daszyńskiego (teraz te okolice zwą się „Nowe Siedlce”) jako 18-sto latek mający fiu-bździu w głowie i myślałem że będę tam sam, a miły pan żołnierz przybije mi pieczątkę i każe spie…. sobie pójść :). Cała operacja miała potrwać ok. 10 minut przynajmniej w opinii młodego i uśmiechniętego chuderlaka jakim byłem w 2008 roku.  Tyle czasu przewidziałem na moją przygodę z wojskiem bo mieszkałem w centrum, a  WKU jest w Siedlcach na obrzeżach miasta i szedłem tam godzinę. Tak bo wtedy jeszcze miałem ochotę na spacery i bałem się nie wiadomo dlaczego komunikacji miejskiej. Druga godzina to miał być powrót ze spotkania z wojskiem. Tak, więc cała operacja była w mniemaniu 18-sto latka czasowo nieopłacalna, aczkolwiek wtedy jeszcze chciało mi się tam iść i byłem wesoły :). Dzisiaj byłbym srogo wkur…. przez samo to. Nie mówiąc już o zdarzeniach, które nastąpiły potem, a które ze wstydu nie wszystkie opiszę poniżej….

Otóż było tam nas ok. 20 chłopa, a cała operacja badania i wypisywania papierka trwała ok 5-ciu godzin! Wszystkim kandydatom na żołnierzy (18-sto latkom mającym fiu-bździu w głowach) kazano rozebrać się do majtek i zamknięto ich w sali z otwartym oknem, w której był przeciąg. 19-stu nagich kolesi, a wśród nich chudy i uśmiechnięty MikkeHarry zdegustowany jak na razie tylko zapachem panującym w pomieszczeniu. Z tej oto sali poborowych wywoływano pojedynczo do gabinetu żołnierza-lekarza, który ich ważył i mierzył. W jego gabinecie było ciepło w przeciwieństwie do pomieszczenia, w którym kazano nam czekać na swoją kolej. Koniec końców zostałem zważony i zmierzony i dostałem gorączki oraz zapalenia płuc…u lekarza :). Zostałem wygoniony po badaniu jak inni poborowi do tej samej zimnej i śmierdzącej sali, w której razem z innymi – poznanymi właśnie przed chwilą i przypadkiem kolegami czekałem pół nagi na wypisanie kwitka przez oficera. Drżałem i zgrzytałem zębami z zimna, a na myśl przychodzili mi pensjonariusze jakiejś Treblinki lub Auschwitz-Birkenau czekający na prysznic jak chudy i lekko wkur… MikkeHarry na spotkanie z oficerem Wojska Polskiego.

Już wtedy zacząłem kichać i leciały mi kozy z nosa….

Podstarzały oficer WP, którego stopnia i nazwiska już nie pamiętam, ale za to pamiętam że miał mordę jak pożar lasu gaszony  śrubokrętem wpisał mi KATEGORIĘ C (cokolwiek to wtedy znaczyło i znaczy dzisiaj gdy nie ma „powszechnego poboru” ) i wypisał resztę kwitków.

Wyszedłem z WKU chory. Zadowolony jednak z tego że przynajmniej pozwolono mi się ubrać, a gdy szedłem na piechotę z ul. Daszyńskiego na ul. 11-go listopada – chudy, głodny, zły i spragniony byłem spocony i kolega Wojtek z z liceum w samochodówce, który miał dużo moich oryginalnych gier na CD, a mieszkał w pobliżu WKU i zauważył mnie jak wracałem i złośliwie   puszczał sygnały na telefon….

Podsumowując, całe zamieszanie z WKU kosztowało mnie pół zmarnowanego dnia, dwa tygodnie choroby i jakieś  90 zł, które wydałem wtedy na receptę. Żołnierzem nie zostałem. Nie nadawałem się i nie nadaje się nadal.

Gdzie są k…. moje pieniądze?!  😀

A jeślibym…

…Jednak został żołnierzem z KATEGORIĄ A i na drugi dzień były by mobilizacja, wezwania, wojna… Sytuacja, w której miałbym obowiązek stawić się w służbę czynną do wojska?

Załóżmy że z własnej woli bym się nie stawił i przyszła by siłą zabrać mnie Żandarmeria Wojskowa….

Świeżo upieczony żołnierz zamiast bronić RP z karabinem w ręku leży w łóżku z zapaleniem płuc otoczony lekami i zdycha. Jest nie zdolny do obrony kraju z powodów zdrowotnych. Jeden, to tam ch….,  ale nas tam było 20-stu zamkniętych półnago w sali z przeciągiem. Przypuśćmy że 10-ciu zachorowało na zapalenie płuc i jest teraz obłożnie chorych tj. czasowo niezdolnych do czynnej służby wojskowej. A podobne pobory odbyły się w przypuśćmy 20-stu miastach Mazowsza….

A tutaj wojna….A żołnierze chorzy po poborze….

Po tej przygodzie Wojsko Polskie wspominam nieprzyjemnie i źle, a wcale w nim nie byłem :).

Miód pitny i inne produkty pszczele – różne zastosowania

Z cyklu „rolnik MikkeHarry” w dalszym ciągu nie doszły bo po raz drugi nie zdał egzaminu państwowego T.7, ale za to popełnił tekst o pszczółkach i miodkach :). Taki nie tylko dla Kubusia Puchatka. Pozdrawiam!

„W gospodarstwie domowym najczęściej wykorzystywanym produktem pszczelim jest miód. Wytwarzają go również i osy, a nie tylko pszczoły przetwarzając nektar pobrany z nektarodajnych kwiatów. Osy pobierają nektar również z roślin trujących dla ludzi, a skład ich miodu różni się od składu miodu pszczelego. Miodem osim można się więc zatruć. Miód wykorzystywany jest więc w celach spożywczych, a wyróżniamy między innymi następujące miody: pitne, spadziowe, sztuczne, nektarowe, akacjowe, rzepakowe i gryczane lub oczyszczony. Zgodnie z „Rozporządzeniem Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 10 lipca 2007 r. w sprawie znakowania środków spożywczych” miodem nazywać możemy tylko produkt wytworzony przez pszczoły. Oznaczeniu podlegają też kraje pochodzenia miodu. Te oznaczenia to:

1. „mieszanka miodów pochodzących z państw członkowskich UE” albo
2.„mieszanka miodów niepochodzących z państw członkowskich UE” albo
2. „mieszanka miodów pochodzących z państw członkowskich UE i spoza UE”.

Miód nadający się do spożycia tj. wykorzystania w gospodarstwie domowym znajdowano też w grobowcach faraonów, a z powodów zdrowotnych i dietetycznych dobrze jest zastąpić czasami miodem cukier i posłodzić sobie nim herbatę lub kawę. W niektórych częściach świata występują też miody nie nadające się do użycia w gospodarstwie domowym gdyż są trujące, a wynika to z nektaru roślin trujących, z którego są wytworzone. Zatrucie miodem przebiega długo i ciężko, ale nie jest groźne dla ludzkiego życia. Należy jednak pamiętać że miód trujący niczym się od zwykłego nie różni. W ciągu całego życia pszczoła wytwarza nie więcej niż jedną łyżeczkę miodu, a żeby zebrać do tego odpowiednią ilość nektaru musi ok. 4 milionów razy przysiąść na nektarodajnej roślinie.

I analogicznie spożywać miodu nie zaleca się dzieciom poniżej 1 roku życia gdyż może on przechowywać pałeczki jadu kiełbasianego powodujące botulizm dziecięcy tj. zatrucie jadem kiełbasianym, a więc może być groźny dla zdrowia i życia dziecka. Dzieciom starszym i dorosłym ludziom wolno spożywać miód gdyż on sam w sobie jadu kiełbasianego nie zawiera.

Ze względu na mnogość rodzajów miodów opiszę tylko dwa z nich nadające się do użycia w gospodarstwie domowym:

Miód oczyszczony – to taki pozbawiony pyłków kwiatowych i wosków. Ma działanie przeczyszczające (w dużych ilościach ) i osłania drogi oddechowe. Poprawia też smak leków i wytwarza się z niego miody lecznicze (wykorzystanie w farmacji, czym zajmę się później w niniejszej pracy). Wytwarza się go dodając więcej sacharozy niż miodu gdyż jest ona lepiej rozpuszczalna.

Miód pitny – to alkohol powstający z fermentacji miodu pszczelego lipowego. Od średniowiecza pija się je na Litwie i w Polsce. Miód pitny jest napojem owocowym, a wyrabianie go (a nie pędzenie jak bimbru!) to miodosytnictwo odbywające się w miodosytniach – specjalnie przeznaczonych do tego budynkach.

Miodu można też użyć jako składnik ciast i placków bądź nadzienie cukierków. Zawierają go też niektóre rodzaje owsianych płatków śniadaniowych. Może posłużyć za nadzienie cukierków lub smarowidło do pieczywa. Ma on smak oczywiśćie słodki :).

Inne spożywcze właściwości miodu:
– konserwacja owoców ( w miodzie zdrowiej niż w żelatynie)
Wykorzystanie w farmacji:

Miód posiada bakteriobójcze właściwości (ale tylko ten naturalny), więc można za jego pomocą walczyć z patogenami. Dlatego stosuje się go również do wyrobu lekarstw. Jest również stosowany do wytwarzania specyfików poprawiających urodę np. tych w trychologii (preparaty lecznicze lub upiększające do włosów i skóry głowy). Dotychczas udowodniono tylko (albo aż!) przeczyszczające, antyseptyczne i uspokajające działanie miodu. Pszczeli miód zawiera dużą ilość nadtlenku wodoru, który znajduje swoje zastosowanie w dezynfekcji i ochronie skaleczeń i ran powstałych na skórze toteż łagodzi obrażenia skóry takie jak jej rozcięcia i poparzenia. Miód nie tylko łagodzi, ale też nawilża, więc można go stosować na oparzenia słoneczne jak i te od ognia. Aby zadziałał należy nałożyć tylko jego cienką warstwę na poparzone miejsce….

Miód przyśpiesza również metabolizm dzięki czemu szybciej spala się alkohol i odzyskuje energię. Co za tym idzie jego zjedzenie będzie wskazane po ostrej popijawie dzień wcześniej. Mód łagodzi podobno kaca. Aby to nastąpiło należy rozpuścić łyżeczkę miodu w szklance gorącej wody i tak jak dzień wcześniej…wypić :).

Natomiast łącząc antyseptyczne właściwości miodu z octem jabłkowym można skutecznie zwalczyć pasożyty. Miód wzmacnia też włosy od korzenia i je nawilża. Ponadto działa jak naturalna odżywka i zapobiega powstawaniu łupieżu. Może również być naturalnym antybiotykiem zwalczającym np. salmonellę i inne patogeny odporne już na metycylinę (penicylina o wąskim spektrum działania).

Właściwości lecznicze zawiera tylko miód ekologiczny i naturalny. Należy unikać kupowania tych w niższych cenach, czy to w celach farmaceutycznych, czy spożywczych gdyż zawierają one cukier i konserwanty.

Inne farmaceutyczne zastosowania miodu:
– leczenie zmian skórnych i trądziku (miód ma bakteriobójcze właściwosci)
– zmniejsza ryzyko powstawania bliznowców
– koi rany i podrażnienia skóry
– uspokaja nerwy i ułatwia zasypianie
– jest domowym sposobem na leczenie kataru, grypy, zapalenia oskrzeli i płuc
– wzmacnia serce i reguluje tętnicze ciśnienie
– pomaga w procesach trawiennych wzmacniajac i pobudzajac apetyt
– wspomaga profilaktyke w leczeniu alergii
– pomaga w leczeniu stanów zapalnych oka
– pomaga przy zmęczeniu

Wykorzystanie w kosmetyce:
Ta dziedzina wykorzystuje miód w postaci czystej lub przerobiony na propolis (mleczko pszczele) – kremową, białą lub żółtawą substancję wydzielaną z pszczelich ślinianek. Odżywiają się nim młode pszczoły w ulu i jest ono jedynym pożywieniem królowej. Spożycie propolisu ma pozytywnie wpływać na intelekt i poprawiać tężyznę fizyczną, ale też odmładzać i zapewniać długowieczność. Chińczycy wykorzystują je więc w medycynie tradycyjnej. W kosmetyce stosuje się je gdyż działa antybakteryjnie zwalcza więc krosty i pryszcze.

Maski i okłady z miodu – nawilża się nimi skórę i włosy oraz okłada się nimi spękane pięty. Takie cuda kosmetyki miodowej pomogą również gdy posmaruje się nimi popękane usta. Kuracja skórna miodem zalecana jest dla wszystkich typów cery, ale należy pamiętać że miód również uczula. Dlatego zanim zdecydujemy się zastosować kosmetykę miodową zaleca się wykonać próbę skórną na opuszki palca lub za uchem.
Plastry miodu wykorzystuje się w usuwaniu zmian i zapaleń skóry nakładając je na 20 minut (punktowo) na krostę lub trądzik.

Z miodu wykonuje się też peeling. A stosowanie go jest jednym z domowych sposobów na poprawę kondycji skóry jaki stosowała już Kleopatra. Miód jest często składnikiem środków kosmetycznych dla dzieci gdyż nie zawiera środków chemicznych podrażniających ich delikatną skórę co jednak nie zmienia faktu że dzieci miód także może uczulić.

Inne kosmetyczne zastosowania miodu:
– ujędrnianie skóry
– usuwanie zmarszczek
– odkażanie
– wpływ na łuszczenie się naskórka
– leczenie złego ukrwienia skóry
– zwężanie (ściąganie?) rozszerzonych porów

PODSUMOWANIE:
Jak widać na przykładzie powyższej pracy miód ma wszechstronne zastosowanie w wielu dziedzinach. Od tych zdrowotnych po kosmetykę i konsumpcję. Jego pożyteczne właściwości znali już starożytni, tak jak wspomniana tutaj Kleopatra i wiele innych kultur. My mamy tą dogodność że miód jest ogólnodostępny i nie musimy uganiać się po lesie za miodowym drzewem (swoją drogą na drzewie to chyba kauczuk powinien rosnąć, a nie miód?) jak Kubuś Puchatek. Są więc sklepy i prywatne pasieki z miodem. Ba, nawet mydło mamy z miodem. Toteż może zacznijmy go częściej używać w dziecinach powyżej opisanych? Jest on przecież naturalnym zamiennikiem leków i kosmetyków. „

Cukierki z aluminium

Aluminium (glin) zawiera duże ilości różnych zanieczyszczeń. Jest pozyskiwane z boksytów. Zawierają je otoczki kolorowych cukierków czekoladowych lub owocowych w środku. Do organizmu przedostaje się też z napojami z puszek aluminiowych i jest silną neurotoksyną. Glin nie spełnia żądnej funkcji biologicznej w przeciwieństwie do żelaza lub wapnia, a we krwi przenosi go transferazyna – ta sama proteina, która transportuje przez krew żelazo. Tego związku używa się w żywności między innymi do produkcji serów topionych i jako środka konserwującego.

Aluminium jest głównym czynnikiem powodującym chorobę Alzheimera i dlatego Parlament Europejski zamierza zakazać stosowania go w żywności. Człowiek powinien spożywać tygodniowo od 14 do 280 miligramów glinu.

Szersze zastosowanie niż w produkcji żywności aluminium znajduje w przemyśle lotniczym, samochodowym i metalurgicznym. Podwyższone stężenie tego pierwiastka w powietrzu odnotowuje się w pobliżu hut aluminium i zakładów oraz fabryk, w których spala się węgiel brunatny (np. spalarnie odpadów). Do środowiska glin może przedostać się również metodami naturalnymi – poprzez erupcję wulkanów i wietrzenie skał.

Aluminium powoduje:
– Alzheimera
– Demencję
– Autyzm
– Parkinsona
– inne choroby neurologiczne
– Uszkodzenia tkanki mózgu i układu nerwowego
– Zwyrodnienia
-Zwiększoną łamliwość kości
– Pogorszenie pracy tarczycy
– Zmniejszenie poziomu wapnia w kościach
– Wzdęcia i zapalenia jelit (od leków zawierających glin)
– Zaburzenia pamięci, równowagi i koncentracji
– Osłabienie pracy trzustki
– Przyczynia się do powstawania osteoporozy
– Choroby układu oddechowego takie jak: astma, pylica i rozedma płuc (zapadają na nie często osoby pracujące przy obróbce aluminium)
– Anemia
– Zwiększona ilość aluminium w guzach piersi (rakotwórczość)
– Urazy neurologiczne (toksyczność aluminium)
– Bezpłodność (możliwa)

Inne produkty z aluminium:
– Leki (przeciwbólowe i przeciwbiegunkowe oraz osłonowe (osłaniające błony śluzowe układu pokarmowego przed antybiotykami)
– Puszkowane napoje (np. coca-cola i piwo – im dłużej napój jest przechowywany w puszce tym stężenie glinu w nim jest wyższe )
– Herbata g(lin w niej jest nieprzyswajalny dla ludzkiego organizmu, a więc czy nieszkodliwy?)
– Szczepionki (razem z rtęcią, ale akurat w tych medykamentach jest bardziej niebezpieczne dla ludzkiego organizmu niż ona. Glin w nich jest dużo bardziej toksyczny niż w żywności i szybciej dostaje się do tkanek i mózgu. To szczepionki z aluminium powodują autyzm u dzieci)
– Cytryna w herbacie (cytrynian glinu)
– Ogórki kiszone z solą spożywczą
– Jadalne rośliny (glin przenika do nich z gleb i wód powierzchniowych)
– Aluminium stosuje się w produkcji dezodorantów, antyperspirantów, szamponów, filtrów, kremów przeciwsłonecznych i past do zębów oraz innych kosmetyków (więc może być wchłonięte do organizmu ludzkiego również przez skórę i drogi oddechowe)
– Opakowania na żywność (folie, puszki, kartony na soki, garbki aluminiowe
– E173 (zabarwia cukierki na srebrny kolor i dekoruje wypieki)
– Woda ( do której w trakcie oczyszczania dodano sole glinu, a glin najłatwiej przyswajalny dla organizmu jest gdy pijemy wodę na czczo. Zaleca się stosowanie filtrów wody!)
– Galaretki
– Kolorowe otoczki drażetek i cukierków
– Mleko w kartonie
– Soki w kartonie (te kwaśne absorbują glin ze ścianek opakowania, z którymi mają bezpośredni kontakt i dzieje się też tak w przypadku puszek)
– E541 (ten emulgator dodawany jest do pieczywa i ciasta)
– Jogurty (wieczko kubeczka :D)
– E556 (stosuje się go w produkcji gum do żucia aby zapobiec zbrylaniu się ich)
– Dżemy
– E554 (zapobiega zbrylaniu się soli i cukrów)
– Biała mąka ( przy jej produkcji stosuje się związki potasu i aluminium jako wybielacz)
– Puszkowane konserwy warzywne i owocowe o kwaśnym odczynie
– Cukier i proszek do pieczenia
– Ziarna zbóż i konserwanty
– Przyprawy: pieprz, majeranek i bazylia
– Lukrowe polewy
– Sól kuchenna (aluminium stosuje się do jej wybielania, ale zawiera również związki chloru)

Powszechną już na świecie praktyką jest przetwarzanie tj. podgrzewanie gotowej już żywności w aluminiowych opakowaniach (np. lasagne). Gdy aluminium zostanie podgrzane do 150 stopni Celsjusza może wywrzeć znaczny wpływ na ludzki organizm! Największe ilości tego metalu ciężkiego odkładają się w naszych mózgach.

Natomiast takie warzywa jak: seler, szpinak, jabłko, pietruszka i burak wspomagają procesy oczyszczania organizmu ludzkiego z aluminium i innych metali ciężkich.

Organizm należy też odkwaszać gdyż wtedy metale ciężkie wyrządzą w nim znacznie mniej szkód. Aluminium w szybkim tempie usuwa też z organizmu czosnek (naturalny antybiotyk). Można użyć też w tym celu kolendry lub imbiru.

Można też ograniczyć używanie aluminiowych naczyń oraz nie pić napojów z puszek. Nie zaszkodzi też oczyszczać regularnie organizm z toksyn (warzywami wymienionymi powyżej) i czytać etykiety na opakowaniach. A mleko w butelkach szklanych nie zawiera aluminium w przeciwieństwie do tego w kartonach. W ten sposób przynajmniej minimalnie unikniemy kontaktu z aluminium w jedzeniu.

Wskazane jest również zawinięcie żywności w papier pergaminowy przed zawinięciem jej w folię aluminiową tak aby nie miała ona z nią bezpośredniego kontaktu.

Aluminium jest przez człowieka słabo przyswajalne, a ponad 95% wydalane jest z organizmu razem z moczem. Chyba że nerki są niewydolne wtedy glin odkłada się w ciele. Również im człowiek jest starszy tym więcej glinu odkłada się w jego organizmie.

Objawy aluminiowego zatrucia:
– Negatywny wpływ na procesy poznawcze człowieka
– Drżenie mięśni i paraliż
– Zaburzenia mowy i pamięci oraz koordynacji ruchowej
– Negatywny wpływ na układ rozrodczy (u zwierząt)

Aluminiów z garnków rozpuszcza się podczas gotowania bardzo kwaśnych potraw i w stanie płynnym przenika do nich. A z nich już blisko do naszej jamy ustnej…Aby uniknąć przeniknięcia do organizmu aluminium w ten sposób należy aluminiowe naczynia zamienić na garnki ze stali nierdzewnej. Nie należy gotować również w garnkach aluminiowych z uszkodzoną powłoką ochronną kwaśnych i słodkich zup.

Ze względu na to że aluminium najczęściej wdychamy z powietrzem lub pijemy z napojami gazowanymi najwięcej glinu odkłada się w nosie i w płucach oraz w jamie ustnej. Ryzyko zachorowania na raka piersi wzrasta natomiast gdy wchłaniamy glin przez dezodorant lub antyperspirant.