Famadihana ludu Merina :)

Po Nowym Roku witam was kolejnym rytuałem pogrzebowym uprawianym przez malgaski lud Merina, a polegającym na zapraszaniu swoich zmarłych krewnych (fizycznie 😛 ) na biesiady i tańce.

Obrzęd jest praktykowany do dzisiaj, chociaż w 2017 roku malgaskie władze wydały administracyjny zakaz praktykowania tego obrzędu. Był on spowodowany panującą na Madagaskarze epidemią dżumy, za którą tamtejsze władze obwiniły właśnie ten obrzęd i praktykujący go jakby poniekąd chrześcijański lud. Chrześcijański bo Merina uważają że dusza zmarłego krewnego trafia do nieba dopiero po całkowitym rozkładzie jego doczesnych szczątków….

Wykopywanie trupów z  grobów aby przenieść je na cmentarz znajdujący się bliżej rodzinnego domu lub tych pochowanych tymczasowo powodowało podobno rozprzestrzenianie się śmiercionośnych bakterii dżumy na wyspie. Ceremonia zgodnie z prawem może się odbywać od czerwca do września – w porze suchej. Administracyjne wysiłki władz nic nie dały i obrzęd famadihany jest nadal praktykowany.

Drodzy czytelnicy moich wypocin – przed wami ceremonialna ekshumacja kości zmarłych członków rodziny spoczywających w jedwabnym całunie zwana Famadihaną….

Na filmie początkowa faza malgaskiej famedihany Merinów

Zapewnianie godziwej rozrywki zwłokom nie jest niczym nowym na największej afrykańskiej wyspie i jest na Madagaskarze uprawiane od wieków. Trupy tańczą, jedzą i śpiewają razem z żyjącymi krewnymi w ich domach i podczas publicznych uroczystości na mieście.

Praktyka?

Trup co jakiś czas jest wykopywany z grobu i zawijany w świeży, pogrzebowy całun. Wtedy rozpoczyna się zabawa trwająca aż do ponownego złożenia zwłok w nowym lub starym grobie. Muzyka z tańcami i wyżerką, na które przybywają krewni trupa trwają nawet do białego rana. Ceremonia może trwać do tygodnia, w trakcie którego żyjący krewni obnoszą swojego trupa po mieście pokazując sąsiadom i innym miejscowym jak postępuje rozkład ciała i co jeszcze w fizycznym wyglądzie szanownego denata się zmieniło.

Szczątki obnoszą po mieście kobiety zmuszane przez mężczyzn do tańców z nimi na specjalnie zbudowanych scenach. Kobiety obnoszą ciała również w okół grobów, z których je wykopano i trzymają je na kolanach, a mężczyźni wtedy proszą szczątki zmarłych o błogosławieństwo w specjalnych modlitwach.

Kobiety malgaskie pragnące zajść w ciąże lub mające z tym jakieś problemy zabierają do domu fragment starego całunu, w który trup zmarłego krewnego zawinięty był w grobie. Ukrywają ten kawałek materiału w swoim łóżku co ma im niby zapewnić płodność.

Najedzone i wytańczone ciało składa się do mogiły nazad przed zmierzchem :). W trakcie uroczystej procesji ze zwłokami panuje atmosfera strachu przed zmarłymi.

W malgaskiej kulturze zmarli są bardzo ważni bo ich duchy opiekują się żyjącymi potomkami jeśli ich ciała są traktowane z należytym szacunkiem i jeśli…..co jakiś czas zapewnia się im godziwą rozrywkę :D. Dlatego ceremonia famadihany jest na Madagaskarze wyrazem szacunku dla zmarłych, którzy muszą być otoczeni należytą opieką aby ich duchy opiekowały się swoimi potomkami w życiu doczesnym :).

Merina nie są jedyną społecznością na Madagaskarze ani w Afryce praktykującą takie rytuały.  Inną jest np. zamieszkujący również Madagaskar lud Sakalawa (grupa etniczna na wyspie – podobnie jak Merina). 

 

 

 

Reklamy

Zupa z prochami przodka?

Była już zupa z grzyba rosnącego w gąsienicy i biżuteria ze sproszkowanych ciał krewnych. W dzisiejszym horrorze z życia wziętym , który równie dobrze może pasować do kuchni MikkeHarry`ego chcę wspomnieć co nie co o pewnym rytuale pogrzebowym ludu Janomamów  – Indian zamieszkujących Brazylię i Wenezuelę.

Mało tego że jedzą oni pieczone myszy i gotowane mózgi małp albo wciągają nosami jakichś halucynogenny proszek, a gospodarz może zaoferować gościowi swoją żonę na noc jeśli się ich odwiedzi….. To plemię indiańskie do lat 60. XX wieku nie miało jeszcze kontaktu z białym człowiekiem, a teraz planuje się zbudowanie dla tych Indian rezerwatu ochranianego przez wojsko, gdyż najprawdopodobniej są potomkami pierwszych mieszkańców Ameryki Południowej.

No, ale to o jedzeniu i horrorze miało być, a nie o geopolityce….

Janomamowie wierzą że spożywanie prochów zmarłych krewnych zapewnia im (zmarłym) nieśmiertelność  (jakiś rodzaj reinkarnacji?) bo spożyty nieboszczyk żyje w nich. Dlatego jeszcze w dniu zgonu Indianina kremuje się jego ciało i ……doprawia prochami zupę!

Przed spożyciem takiego rytualnego posiłku ciało nieboszczyka spala się w ognisku, kości mieli na proch i przyprawia nimi zupę z pieczonych bananów.

OLINKOWANIE

https://mikkeharry.wordpress.com/2015/08/09/zupa-z-grzyba-rosnacego-w-gasienicy/

https://mikkeharry.wordpress.com/2014/11/26/nekrobizuteria-czyli-kolczyki-z-babci-i-naszyjnik-z-prochow-meza/

 

Smacznego i Wieczny Odpoczynek! 😀

Coś na Progu (The Thing on the Doorstep) – H.P Lovecraft

Dzisiaj w książkach – literatura grozy,z której „Słoń” czerpie inspirację do niektórych ze swoich raperskich tekstów. Groza trochę stara, ale Howard Phillips Lovecraft to klasyk, którego przerażające i budzące grozę opowiadania były zebrane i opublikowane dopiero po jego śmierci. W przypadku „Coś na progu’ – w roku 1937. Opowiadania były pisane do szuflady i często w formie listów do przyjaciela lub znajomego, a sam autor był samotnikiem i odludkiem.

lov

H.P Lovecraft

Urodzony w 1890 r. w Providence (zm. 1937) publikował swoje opowiadania w czasopismach dla amatorów i niskonakładowych biuletynach dla fanów fantastyki. Czytelnicy europejscy i amerykańscy poznali się na tym autorze jednak dopiero w latach 50. i 60. bo dopiero wtedy jego opowiadania zyskały na popularności. Lovecraft zaczynał od fantastyki naukowej przez kulty i obrzędy religijne, satanizm, duchy, karły, ghule, potwory, inne wymiary, miasta na chmurach i nieznane światy. Oprócz tego w jego opowiadaniach można znaleźć bezczeszczenie grobów i czary oraz opętania.  Jego opowiadania rozgrywają się głównie na ternie Nowej Anglii, ale łączy on jej realia geograficzne i kulturowe ze swoją wizją pradziejów ziemi, gdyż można w jego opowiadaniach doszukać się zalążka paleoastronautyki. – Wielcy Przedwieczni, Bogowie Zewnętrzni…

Niektóre jego utwory to:

  • Zew Cthulu”
  • W górach Szaleństwa”
  • „Przypadek Charlesa Dextera Worda”

W zbiorze „Coś na progu” można znaleźć między innymi opowiadania pod takimi tytułami:

  • Ogar” – pierwsze opowiadanie, którego bohater zaczyna od tego że zastrzelił swojego przyjaciela, a jego akcja rozgrywać będzie się na holenderskim cmentarzu. To tam dwie hieny cmentarne rozkopią grób zmarłego przed 500 laty faceta, który również plądrował groby i ograbią jego mogiłę. Tym wydarzeniom towarzyszyć będzie nocne ujadanie jakiejś bestii, może psa, a gdy bohaterowie „Ogara” wrócą wreszcie z łupem do domów w Nowej Anglii zaczną dziać się dziwne rzeczy… W tym opowiadaniu wspominany jest również Necronomicon – księga duchów bądź umarłych napisana przez jakiegoś Araba. Fani grozy i horroru w literaturze zapewne wiedzą o jaką księgę chodzi, a ja być może kiedy indziej pokuszę się o jej szczegółowsze opisanie.
  • „Sny w domu wiedźmy”- mieszkańca pewnego domu prześladuje zjawa lub coś innego należącego do jego poprzedniej mieszkanki. W tym opowiadaniu może się czytelnik spodziewać czarów, szczurów, zabobonów, guseł, porwań i rytualnych mordów dzieci, krwi, dużo kości i koszmarów sennych jego bohatera, które potem okazują się jawą. Znajdzie się też polski akcent.

W dalszej części tego podzielonego na 7 rozdziałów opowiadania czytelnik będzie mógł przeczytać o zamianie osobowości lub tożsamości jednego z bohaterów z jego żoną, w którą wdała się wcześniej tożsamość jej nieznośnego ojca. Znajdziemy tutaj też „dziwne, skarlałe istoty”.  I wtedy kończy się opowiadanie wyjaśniając czytelnikowi dlaczego jeden z jego bohaterów – ten z „Ogara” musiał zastrzelić swojego przyjaciela w szpitalu psychiatrycznym….

coś

Końcówka 🙂

Początkującemu fanowi grozy i horroru w literaturze opowiadania H.P Lovecrafta będzie czytało się ciężko i nudno, więc polecam mu zacząć od czegoś lżejszego. Treść jest napisana językiem z dawnych lat, a niektórych sformułowań już się dzisiaj nie używa. Poza tym zawiera ona wiele nazw z techniki, nauki i fantastyki, wiele zapożyczonych z obcych języków i to nie tylko angielskiego – ojczystego autora. Pisarz ten wtrąca bowiem trochę nazw arabskich, egipskich, polskich czy włoskich. Jednak gdy już przebrniemy przez jeden ze zbiorów opowiadań, a opisywany w tym wpisie nie jest najkrótszy bo od najkrótszego radził bym zacząć początkującemu fanowi Lovecrafta, fantastyki i grozy To kolejne zbiory przyjdzie nam połykać z zaciekawieniem i łatwością, szybko będzie się czytać.

Moim skromnym zdaniem to z biegiem  lat te opowiadania straciły już trochę na przerażeniu, grozie i horrorze, gdyż to co przerażą i brzydzi fanów fantastyki i grozy dzisiaj nie robiło tego w latach gdy autor pisał. A to co on opisuje było straszne i przerażające 60-70 lat temu lub dwa pokolenia temu i dzisiaj już nie straszy ani nie przeraża. Co kolejne pokolenie uodparniamy się bowiem na strachy, gusła, duchy i potwory z przed lat poznając je dzięki literaturze takiej jak „Coś na progu”. A co za tym idzie nie we wszystkich czytelnikach może ona (ta literatura) wywoływać jeszcze dreszczyki emocji i gęsią skórkę bo to co autor opisał jako fantastykę i horror mogło stać się w przeszłości na jawie i w rzeczywistości. Któryś z czytelników mógł po prostu PRZEŻYĆ opowiadanie Lovecrafta.

Jedno z nich do dzisiaj pozostaje mi w pamięci i zapewne przeczytam je jeszcze raz, gdyż jestem w trakcie lektury już drugiego – grubszego zbioru opowiadań, którego tez najprawdopodobniej nie zapomnę na blogu opisać. Opowiadania bowiem powtarzają się i w dwóch zbiorach może być jedno i to samo lub dwa. Są też opowiadania wydawane pojedynczo, a ich woluminy liczą po 144 lub 170 stron, a nie jak np. Sny o terrorze i śmierci”, które teraz czytam – prawie 500 stron.