„Zapomniana cywilizacja” – Robert Schoch (2017)

Do dyspozycji czytelnika moich wypocin oddaję dzisiaj książkę o tematyce popularno-naukowej lub pseudonaukowej, zależy jakie kto ma zdanie na temat twórczości i podróży jej autora – amerykańskiego geologa i geofizyka – Roberta Schocha. Tezy i teorie głoszone w „Zapomnianej cywilizacji”  graniczą wg. mnie z teoriami spiskowymi, ale nie jestem w stanie wypowiedzieć się na temat spraw naukowych podejmowanych przez autora, gdyż nie jestem specjalistą w większości z dziedzin, które porusza.

Czytając tę książkę podjąłem wyzwanie bo traktuje ona o sprawach, z którymi nie miałem do czynienia i jest pierwszą książką np. na temat geologii i psychokinezy (a to tylko dwa z wielu tematów poruszanych w tej ponad 250-cio stronicowej książce). Wyzwanie polegające na zrozumieniu wiedzy o czymś nowym dla mnie i nie akceptowanym przez współczesną mainstreamową naukę. Za wyjaśnienie o czym pisze Schoch niech posłużą wykonane przeze mnie zdjęcia egzemplarza tytułowego dzieła:

W powyżej opisanej książce poruszane są tematy takie jak: geologia, astrofizyka, archeologia, starożytny Egipt, Sfinks, rozbłyski słoneczne, Göbekli Tepe (Turcja), pismo rongorongo, piramida Chafre, Giza, Wyspa Wielkanocna – Rapa Nui, kosmologia, wszechświat, piramidy w Bośni i Hercegowinie (Piramida Słońca, Węża i Księżyca), Moai, petroglify, piktogramy, koronalne wyrzuty masy słonecznej, fizyka, atomy, cząsteczki, Droga Mleczna, nasza galaktyka, datowanie radiowęglowe, mastodonty, okresy geologiczne  (plejstocen, oligocen, dryas, epoka lodowcowa, holocen), cywilizacja, kosmoklimatologia, wizja Ezechiela, Majowie i ich kalendarze, zdarzenie Carringtona, witryfikacja, pępek świata, przepowiednie, glacjologia, pył kosmiczny, wiatr słoneczny, Nagroda Nobla, elektryczność, epoka zbieracko-łowiecka i industrialna, gwiazdy, erozja gleby i skał, pogoda kosmiczna, filozofia i wiele, wiele innych, z którymi MikkeHarry zaznajomił się dopiero przy okazji tej lektury….

Autor przytacza przykłady, komentuje, dowodzi, konfrontuje i obala mity na temat ww. spraw i współczesnej nauki. Twierdzi że ponad 12 tysięcy lat temu (przed końcem ostatniej epoki lodowcowej) istniały inteligentne i zaawansowane technologiczne cywilizacje, które zostawiły nam ostrzeżenie i przesłanie w swoich pismach i malowidłach naskalnych. Cywilizacje te miały istnieć na ziemi przed szeroko pojmowanymi przez nas dzisiaj starożytnością i średniowieczem. I tak pismo rongorongo (pochodzące z Wyspy Wielkanocnej, z czasów kiedy jeszcze nie została odkryta przez Europejczyków – Holendra) ma zawierać opisy pozaziemskich wydarzeń mających miejsce na niebie w czasach przed-starożytnych! Opisy rozbłysków słonecznych i uderzeń w ziemię komet lub innych ciał niebieskich – katastrof naturalnych i tych pochodzących z kosmosu, które zniszczyły tamtejszą cywilizację.

Cywilizacja Atlantydów tak samo jak ta minojska miały zostać zniszczone przez katastrofy wywodzące się z poza ziemi, ale ich przedstawiciele zostawili nam przesłanie dotyczące tego że taka katastrofa może się powtórzyć. I żebyśmy się mieli na baczności. Autor twierdzi że wzrasta teraz aktywność słońca, a Majowie posiadali zaawansowaną wiedzę astronomiczną odziedziczoną po jeszcze starszej cywilizacji. Schoch dużo czasu ze swojego życia poświęcił na badania Sfinksa i komór znajdujących się pod jego łapami i twierdzi że ten liczy od 5 tysięcy do ośmiu tysięcy lat przed naszą erą tj. jest starszy niż Starożytny Egipt, na który jest datowany! Mało tego – na erozję skały wapiennej, z której jest zbudowany miały wpłynąć nie wiatr i piach, wszak Sfinks jest na pustyni, ale woda!.

Po szczegóły tych i innych spraw zapraszam do lektury!

Geolog używa też specjalistycznych sformułowań chemicznych, fizycznych, astrofizycznych i atomowych. Czasami laikowi jest ciężko zrozumieć jego wywody. Przytacza w swojej książce fragmenty artykułów i wypowiedzi innych badaczy i naukowców.  Książkę tą Schoch dedykuje żonie, bez której jak twierdzi nie mogła by powstać. Sporo miejsca w tej pracy zajmują indeks i załączniki, ale to nie powinno zniechęcić przyszłego czytelnika do zapoznania się ze zdaniem autora na tematy, które on porusza. Dzieło zainteresuje fanów takich dziedzin jak: historia XX wieku i ta starożytna lub przedchrześcijańska, nauka i technika, geologia, geografia, geodezja, astronomia, medycyna, szamanizm, podróże, sci-fi, teorie spiskowe, geopolityka, archeologia, antropologia, religia, ateizm – te wszystkie tematy porusza Robert Schoch przytaczając przykłady i wyniki badań naukowych, z którymi polemizuje i proponuje alternatywę dla wyników badań mainstreamowych naukowców. Na temat badań naukowych współcześnie i środowiska naukowego też pada wiele ostrych słów.

„Zapomniana cywilizacja” w bazie „lubimyczytać”:

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4459054/zapomniana-cywilizacj

*Większość tematów poruszanych w niniejszej książce takich jak: piramidy w Bośni i Hercegowinie (miejscowość: Visoko) czy mnogość kalendarzy majów i koronalne wyrzuty masy ze słońca wymaga odrębnych wpisów – poświęconych im specjalnie. A to nie wszystkie dziwaczne sprawy omawiane przez autora. Patrz. T-kształtne posągi w Kapadocji (Turcja – Göbekli Tepe), Wyspa Wielkanocna i jej historia wymagają odrębnych wpisów :).

szoch

Robert Schoch – geolog, badacz egipskiego Sfinksa, pisarz i podróżnik

Dane techniczne książki:

Wydawnictwo: AMBER Sp. z.o.o ; 02-954 Warszawa, ul. Królowej Marysieńki 58

Rok wydania: 2017

Tłumaczenie: Kamil Kuraszkiewicz

Tytuł oryginalny: „Forgotten Civilization: The Role of Solar Outbursts in Our Past and Future”

Liczba stron: 350 (w tym: indeks, podziękowania. bibliografia i załączniki). Właściwy tekst zajmuje po prostu 300 stron :).

Autor: Robert Schoch

Gatunek i tematyka: historia, mitologia (pseudo)nauka, religia

 

**Książka ta, którą własnie kończę czytać pochodzi z listy książek sporządzonej przeze mnie, a traktujących o tematach, o których nie mam pojęcia, a chciałbym mieć. 🙂 Znaczy się książek o rzeczach, o których nic nie wiem, jestem kompletnym laikiem, a ,mnie interesują. Jeśli macie, Drodzy Czytelnicy moich wypocin jakieś pojęcie, wrażenia i własne zdanie na temat książek z poniższej listy to zapraszam do podzielenia się tym ze mną w komentarzach pod tym wpisem. Którą książkę warto przeczytać? A, z którą najlepiej dać sobie spokój?

Moje przyszłe lektury:

-Czas kondora. Jak Pinochet i jego sojusznicy zasiali terroryzm na trzech kontynentach John Dinges
-Zaginiony świat Agharti – Alec Maclellan
– Antyduchowosć. Przestroga na czas wielkich przemian – Igor Witkowski
– Zakazana historia ludzkości – J. Douglas Keynon
– Instrukcje przebudzenia – Igor Witkowski
– Ciekawość zakazana – Erich von Daniken
– Poszukiwacze zaginionej wiedzy – Erich von Daniken
– Antyczni kosmonauci. Śladami wszechmogących – Erich von Daniken
– Ślady istot pozaziemskich – Erich von Daniken
– Zagadka trójkąta Bermudzkiego – Michael Preisinger
– Wimany i inne starożytne statki powietrzne – David Hatcher Childressid Hatcher Childress
– Geniusz techniki bogów – Da
– Światło faraonów. Najwyższe technologie i prąd elektryczny w starożytnym Egipcie – Petter Krassa, Reinhard Habeck
– Obrazy i fotografie niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją – Reinhard Habeck
– Rzeczy niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją – Reinhard Habeck
– Zagadkowa wiedza dogonów – Laird Scranton
– Tajne archiwa archeologii – Luc Bürgin
– Ślady bogów – Luc Bürgin

(Większość w granicach tematyki dzisiejszego wpisu).

***Proszę wziąć pod uwagę że ten wpis powstał pod silnym wpływem alkoholu, dziękuję

AVE!

 

„Turcja jest najlepszym krajem na świecie”

W dzisiejszej „kulturze i rozrywce” udajemy się za zachodnią granicę i sprawdzamy co słychać u niemieckich Turków. Niektórzy twierdzą że nie ma kogoś takiego jak „niemiecki Turek” podobnie jak nie ma czegoś takiego jak koński szczur. Nawet jeśli szczur mieszka w stajni…

Dzisiejsze tłumaczenie wpisu gościnnego pewnej niemieckiej nauczycielki, ale raczej tureckiego pochodzenia – Lamya Kaddor. Uświadamia czytelnikowi co czują „niemieccy Turcy” oraz jak są traktowani w Niemczech i w Turcji lub kim sami się czują. Lamya Kaddor uczy wielu Turków mieszkających w Niemczech. Artykuł wspomina też trochę o tym co dzieje się teraz w Turcji. Także w sobotnim wpisie wyjeżdżamy za granicę i to dwie.

„Wielu niemieckich Turków czuje się jeszcze za mało przyjętych. Również dlatego identyfikują się z Erdoganem (prezydent Turcji – przyp. MikeHarry) i jego opowieściami o dumie i sile.

Wpis gościnny Lamyi Kaddor.

Turcja jest najlepszym krajem na świecie. Takie i temu podobne zdania słyszałam przez ostatnie 13 lat od młodych niemieckich Turków jako nauczycielka w Zagłębiu Ruhry. Tak jak przedtem nadal dzieci i młodzież zafascynowani są ojczyzną swoich pradziadków. Sami znają ją tylko z urlopów albo myślą że znają. Gwarancją tego że Turcja jest najlepszym krajem na świecie zdaje się być dla nich jej prezydent – Recep Tayyib Erdoğan.

Tą obietnicą turecki rząd przynajmniej obejmuje swoich współobywateli w Niemczech. Wiele moich uczennic i uczniów z turecką historią pochodzenia identyfikuje się z wyznawanymi przez turecki rząd wartościami takimi jak: duma, honor i siła. Czują się wartościowi i częścią tej narracji. W Niemczech przeciwnie, czują się uzależnieni. Młodzi niemieccy Turcy nie czują się jak część całości, ale w najlepszym razie jak mniejszość, na którą patrzy się z góry z nieufnością i brakiem zaufania.

Obcy w obu kulturach
Moi uczniowie z tego kręgu kulturowego czują się odrzuceni i dyskryminowani. Nic dziwnego więc że wielu na moje pytanie któremu narodowi i któremu państwu się powinni podporządkować ?odpowiada jasno i bez wahania: Jesteśmy Turkami. Żeby stwierdzić w następnym zdaniu że w Turcji nazywani by byli Niemiaszkami.Teraz dwa toki myślenia, a później wyjaśni się im ich własny dylemat.Są niemieccy Turcy, którzy dotarli do ważnego i widocznego miejsca w naszym społeczeństwie. Są to fantastyczni artyści, literaci i naukowcy, bez których Niemcy były by biedniejsze. Ale są też tacy, którym jest wyraźnie trudniej przeżyć socjalną akceptację. Po prostu jest im łatwiej uznawać siebie samych za Turków niż za Niemców. To tkwi też w naszych debatach, które od dziesięcioleci są prowadzone ze stereotypami: Turcy nadchodzą, ratuj się kto może – zatytułował swój egzemplarz der Spiegel w 1973 roku.

Stereotypy o Turcji nadal istnieją
Wiele moich uczniów i uczennic z tureckimi korzeniami skarży się też dzisiaj na jednostronne sprawozdania i doniesienia w mediach. To że prezydent Erdogan nie reprezentuje całej Turcji nie jest wystarczająco jasno podane. Gdy mówi lub pisze się o polityce Erdogana to zawsze kojarzy się to z Turcją. Chociaż oczywiście zachowanie tureckiego prezydenta potwierdza ten stereotyp: On jest Turcją, a Turcja jest nim.

Faktycznie jest często zapominane że Turcja stoi teraz przed swoim największym od założenia państwa wyzwaniem w polityce wewnętrznej: Eskalacja konfliktu z Kurdami i terrorystyczna organizacja PKK (Partia Pracujących Kurdystanu – przyp. MikeHarry) jest aktywniejsza niż przed kilkoma laty. Państwo Islamskie również przeprowadza zamachy terrorystyczne w Turcji. Kraj przyjął 3 miliony syryjskich uchodźców, a gospodarka popadła w zapaść i próba puczu w poprzednim roku też zostawiła ślady. I to są w tym czasie największe i najwidoczniejsze wyzwania.

Partia rządząca AKP w ogóle i Erdogan w szczególności mają swój udział w rozwoju powyższego. Najpóźniej od protestów w Gezi-Parku i stłumienia tego ruchu przemocą i pałkami w roku 2013 jest to coraz wyraźniejsze. Żadnych pytań, Erdogan zrobił przede wszystkim dużo ważnego i dobrego dla kraju oraz poprowadził go sporo i wyraźnie na przód. Ale te sukcesy się kiedyś odwróciły i tureckie społeczeństwo jest coraz bardziej podzielone, a rząd coraz rzadziej wybiera praworządne i konstytucyjne środki aby znaleźć rozwiązanie problemu.

Wielu Turków nie życzy już sobie wstąpienia Turcji do UE
W tej sytuacji nie tylko wielu Turków, ale też niemieckich Turków otwarcie wyraża tęsknotę za silną ręką,która nie ustąpi tym wyzwaniom (podejmie je – przy. MikeHarry). W Erdoganie widzą urzeczywistnienie tego, a on sam w usilnie forsowanej transformacji do systemu prezydenckiego jedyną możliwość stawienia czoła przeciwnikowi, który według jego przekonania czai się wszędzie.

Od pomysłu że Turcja mogła by stać się częścią Unii Europejskiej coraz więcej niemieckich Turków nabiera dystansu. Nie chcą go już więcej urzeczywistniać, a zamiast tego skarzą się na nieuczciwość unijnych partnerów w rozmowach akcesyjnych. Turcja powinna się przeorientować na inny kierunek – tak to często brzmi. Do istniejącej i rosnącej nieufności rzuca im się w oczy że z Niemiec wydalono 13 imamów islamskiego związku wyznaniowego Ditib (organizacja koordynująca w całych Niemczech działania społeczne, religijne i kulturalne meczetów i gmin muzułmańskich z Niemiec, które do niej należą z siedzibą w Kolonii – przyp. MikeHarry), którzy na zlecenie tureckiego rządu donosili na członków swojej gminy muzułmańskiej.Śledztwa przeciwko imamom z Ditib trwają i rośnie polityczna presja na największe islamskie organizacje w Niemczech.

Dlatego organizacja Ditib powinna zrewidować swoje struktury jeśli chce być uważana za islamskiego partnera do rozmów w Niemczech. Musi być też niezależna i samowystarczalna. Oderwanie się od Turcji było by właściwym i ważnym krokiem. Ale to oznaczało by też ogromne straty finansowe., które nie były by przypuszczalnie zrekompensowane niemieckiemu państwu. Kto powinien w przyszłości opłacać imamów? Duża część z 900 pracujących imamów, którzy w wielu miejscach robią dobrą robotę było by bezrobotnych i wyjechałoby do Turcji. Chcemy tego?

Samo oderwanie się od Turcji nie wystarczy żeby wiarygodnie reprezentować tutaj interesy muzułmanów. Ditib wzbrania się przykładowo ciągle przed współpracą z mniejszymi i liberalniejszymi reprezentantami muzułmanów takimi jak związek e.V (pozarządowa organizacja na rzecz ochrony środowiska i natury w Niemczech – przyp. MikeHarry). Sama praca w tak zwanym Zarządzie Koordynacyjnym Muzułmanów, w którym zasiadają największe islamskie organizacje i te o podobnych przekonaniach jest przyćmiewana przez intrygi w ich wewnętrznych władzach. To też musi się zmienić

Wrogość do islamu jako zabójczy argument
Wszystkie te różnorodne tła prowadzą w końcu do dalszego i naglącego problemu. Nie mało Turków jak i niemieckich Turków zwęszyło w krytyce Ditibu jak i tureckiego rządu islamofobię/wrogość do islamu. Ale to się zgadza bo odrzuca się ich z powodu tego że są muzułmanami, a nie Turkami. To da się przypisać rasistom i prawicowo-populistycznym politykom, ale nie większości mieszkańców Niemiec.

Musi być możliwe krytykowanie AKP i Ditib tez publiczne bez wyciągania maczugi islamofobi. Jest też niebezpiecznie lekceważyć rosnący problem wrogości do islamu aby zmusić do milczenia politycznie nieprzyjemnych (niepoprawnych – przyp. MikeHarry) krytyków. Obserwuję też że przez lata współbojownicy w walce o niemiecko-tureckie i muzułmańskie interesy czują się urażeni gdy też są nagle traktowani jak wrogowie i atakowani jak mówią coś krytycznego o Erdoganie lub Ditib. Ważni sympatycy Turków i niemieckich Turków grożą że są zastraszani lub będą zastraszać.

Na koniec turecka partia rządząca i prezydent Erdogan urastają na sporze z Niemcami. Sprawa z uchodźcami doprowadziła do tego że Turcja zyskała na znaczeniu dzięki naszej polityce wewnętrznej. Aresztowanie dziennikarza die Welt-u Deniza Yucela przyniosło kolejny konflikt. W jego następstwie w wielu gminach utrudniane są wystąpienia polityków wysokich rangą z Turcji. Też jak turecki minister gospodarki Nihat Zeybekçi w Kolonii i turecki minister spraw zagranicznych Mevlüt Çavuşoğlu w Hamburgu mogli mówić że było by rozsądniej dla takiej demokracji jak Niemcy nie rzucać tureckim politykom kamieni na drogę (pod nogi – przyp. MikeHarry). Tylko tak zarzut wadliwej praworządności i ograniczonej wolności wypowiedzi może być wiarygodnie przekazany do Turcji.

Nie możemy pochopnie generalizować (uogólniać)
Tak turecki rząd jak i nasza polityka znajdują się teraz w walce wyborczej (kampanii) i żyją często według schematu przyjaciel-wróg z powodu polaryzacji i politycznej retoryki. Niemiecko-turecki konflikt już od dawna nie dotyczy tylko polityków z obu krajów. Najmocniej trafia w niemiecko-tureckich współobywateli. Każdy kto stawia ich pod ogólnym zarzutem niedemokratyczności i braku praworządności myśli/uważa oczerniająco w stosunku do nich tylko dlatego że sympatyzują z Erdoganem i wzmacnia to napięcie. Wielu niemiecko-tureckich współobywateli czuje się przez to zmuszonych do obrony Erdogana i jego polityki ponieważ wiążą z nimi części swojej tożsamości.

Rozwiązanie może wyglądać tak: Wszyscy powinniśmy mimo politycznych i społecznych napięć zachować zimną krew i pozostać spokojnymi. Musimy rozpoznać że my jako niemieckie państwo musimy przedkładać więcej propozycji i oferować więcej wartości żeby młodym Niemcom z tureckimi korzeniami zapewnić równoważne i takie samo miejsce w naszym społeczeństwie. W przeciwnym razie młodzi Niemcy z tureckimi korzeniami będą musieli dalej zabiegać o swoją prawowitą rolę w tym kraju. Jednocześnie muszą oni zaprzestać pochopnego i lekkomyślnego odrzucania krytyki tureckiego rządu jako wrogiej Turcji czy islamowi. Ostatnio nie chodzi tu o pro-Erdogan albo kontra Erdogan. Chodzi o nas samych. Chodzi o nas wszystkich. Chodzi o naszą wspólną tożsamość w Niemczech.”

Oryginalny artykuł: http://www.zeit.de/gesellschaft/2017-03/deutschtuerken-tuerkei-ditib-werte-zugehoerigkeit/seite-2

Napis pod pierwszym zdjęciem na stronie 1: „Fani tureckiego prezydenta Erdogana na manifestacji w Berlinie w lutym 2014 roku”.

Napis pod video: „Turecki minister spraw zagranicznych Mevlüt Çavuşoğlu na spotkaniu z Sigmarem Gabrielem (polityk i samorządowiec z SPD, były premier Dolnej Saksonii oraz były minister gospodarki, środowiska i energii. Od 2017 roku minister spraw zagranicznych) powiedział że Niemcy zaniechają przygotowań do referendum konstytucyjnego”.

*Wierzę że sobotni wieczór z geopolityką i opinią niemieckiej nauczycielki tureckiego pochodzenia się spodobał bo się namęczyłem. Zachęcam też do dyskusji w komentarzach na temat tego tekstu. A jutro wracamy z bliskiej zagranicy bo już jutro kolejna petycja!….