Peter Kürten – Wampir z Düsseldorfu

 

W dzisiejszym „horrorze z życia wziętym” opiszę najważniejsze i najbardziej bestialskie zbrodnie kolejnego niemieckiego, seryjnego mordercy z przed czasów Hitlera. Będzie to drugi po Fritzu Haarmannie potwór z za Odry zwany przez mieszkańców Nadrenii-Północnej Westfalii „wampirem z Düsseldorfu „, a dlaczego?….

Fritza Haarmanna opisałem tutaj:

https://mikkeharry.wordpress.com/2015/08/17/fritz-haarmann/

Wstęp

Peter Kürten urodził się w 1883 roku w Kolonii i tam też zmarł w 1931, gdzie wrócił z Düsseldorfu. Udowodniono mu 9 morderstw, chociaż podczas trwającej 10 dni rozprawy sądowej przyznał się do prawie 80 i twierdził że młode kobiety jak i dzieci zabijał z lekkim sercem bo nie miał sumienia, a patrzenie na męczarnie umierającej ofiary sprawiało mu przyjemność. wampirem zwany jest gdyż swoim ofiarom pośród których był tylko jeden mężczyzna (a przynajmniej tylko jednego mu udowodniono) podrzynał gardła i pił z nich jeszcze ciepłą, wypływającą krew jak już wsłuchał się w jej kapanie na podłogę.

Proces sądowy mordercy

W ramach dowodów na rozprawę sądową przyniesiono czaszki zamordowanych przez niego ludzi, a sam oskarżony był zamknięty podczas procesu w klatce. To z niej snuł wprawiające w przerażenie, obrzydzenie i opowieści śledczych i rodziny ofiar zgromadzonych na sali rozpraw. Niemiec miał wtedy 27 lat i los chciał że więcej nie było bo został skazany na śmierć przez ścięcie głowy. Wydała go żona – była prostytutka, której jako jedynej zwierzył się ze swoich zbrodni i dostała nagrodę za schwytanie terroryzującego Düsseldorf masowego mordercy i gwałciciela (głównie) młodych kobiet i dziewczynek.

Przed gmachem sądu również gromadzili się żądni sensacji dziennikarze (w tym polscy) oraz rozentuzjazmowany tłum protestujących – wściekłych mieszkańców terroryzowanego kilka miesięcy wcześniej przez Petera Düsseldorfu gotowych w każdej chwili dokonać linczu lub samosądu na mordercy. Na czele tego tłumu szli również krewni ofiar, a policja z trudem mogła zapanować nad porządkiem. Taki tłum był podniecony…

kur

Masowy morderca z Düsseldorfu aresztowany – głosi napis pod zdjęciem Petera Kürtena w 1932 roku

Jak mordował? 

Najczęściej najpierw podduszał lub ogłuszał czymś przyszłą ofiarę, a potem podrzynał jej gardło i patrzył jak wycieka ciepła krew, którą pił. Lubił też gwałcić i okaleczać ciała kobiet. Lubił też wracać na miejsca zbrodni aby przysłuchiwać się rozmowom miejscowych dotyczącym jego zbrodni. Miał wtedy satysfakcję. I tak na przykład wrócił do gospody w  Düsseldorfie, którą noc wcześniej napadł w celach grabieżczych. Ale nie znalazł w  niej nic ciekawego oprócz córki właścicieli gospody, na której postanowił zrealizować tkwiącą w nim od lat żądzę. Podszedł do śpiącej dziewczynki i dusił ją poduszką. Poderżnął również gardło scyzorykiem, a spływającą na podłogę krew wypił. To było jego pierwsze tak bestialskie i brutalne morderstwo bo wcześniej (jeszcze gdy mieszkał z rodziną w Kolonii) płynąc po Renie z kolegami zrzucił ich do tej rzeki i utonęli. Jednym z kolegów był kolega-hycel, który pomagał wcześniej małemu Peterowi maltretować i zarzynać psy i koty, których krew również pili. Heh i  pomyśleć że zaczęło się od zwykłej – kaczej krwi……

Największą przyjemność sprawiało mu jednak dźganie zwierząt i ludzi nożem jak wyznał psychologowi w więziennej celi. Wyznał mu też że jego ojciec był sadystycznym alkoholikiem krzywdzącym całą swoją rodzinę. A Kürtenowie mieli 13-cioro dzieci. Większość dziewczynek. Ale czy mordercze, sadystyczne i wampirze skłonności Petera można zrzucić na karb trudnego dzieciństwa? – O tym później….

Tymczasem wampir pijący krew ofiar miał już 13 wyroków za drobne kradzieże, a policja szacowała że więcej czasu spędził w więzieniu niż na wolności. Za morderstwo córki właścicieli gospody, do której się włamał również go nie skazali, mimo że zostawił na miejscu zbrodni poszlakę, która miała kierować policję na jego trop – chusteczkę ze swoimi inicjałami.  Jednak za to morderstwo został skazany wujek dziewczynki, który był pokłócony z ojcem ofiary. Wampirowi się tym razem upiekło bo śledczy olali zostawiony im przez niego ślad. Może dlatego dzień po morderstwie czuł się na tyle pewny że wrócił w dzień do gospody i przysłuchiwał się z radością i bezczelnością komentarzom jej gości na temat całego zdarzenia i policyjnego śledztwa?

Jednak pierwszym partactwem niemieckiej policji było uznanie utonięcia dwóch nastolatków w Renie za nieszczęśliwy wypadek i nie znalezienie na udział osób trzecich w  ich śmierci żadnych dowodów. Tak to jest drodzy czytelnicy moich wypocin że mordercę seryjnego złapać to trzeba chcieć :). Czy nie było by kolejnych bestialstw i  okrucieństw jeśli śledczy wzięli by się już wtedy poważnie za robotę?

Tymczasem niektóre ofiary miały pochwy rozerwane jakimś narzędziem i podźgane nożyczkami piersi. Słysząc takie wieści mieszkańców ogarnęły blady strach i panika, a kobiety bały wychodzić się same z domów, ale to dzięki opowieści jednej z nich udało się go ostatecznie schwytać.

Po odsiedzeniu kolejnego wyroku za oszustwa i kradzieże Peter Kürten wyszedł na wolność w 1921 roku i postanowił wreszcie ułożyć sobie życie. Poślubił byłą prostytutkę, ubierał się schludnie i poprawnie wysławiał, znalazł pracę w fabryce i był szanowany oraz poważany przez sąsiadów. Nic nie wskazywało na to ze to właśnie on jest wampirem z  Düsseldorfu.

Mimo powyższego przybywało w mieście uduszonych i zarżniętych dziewczynek 5-cio i 14-sto letnich, z wyssaną krwią. A jednej pokojówce tak wbił w plecy nóż że aż złamało się w jej ciele jego ostrze! Jednej z ofiar zadał 13 ciosów nożem,a ciało spalił, a inną planował ukrzyżować aby wstrząsnąć jeszcze bardziej społeczeństwem. Nie udało mu się to jednak ze względu na wagę kobiety.  Inne dwie kobiety zgwałcił i zatłukł młotkiem w  lesie.

W 1929 roku policja odnotowała ponad 50 ataków na mieszkańców  Düsseldorfu, które można by przypisać Peterowi, ale nie wszystkie kończyły się śmiercią ofiar bo kilka z nich uciekło – niedoszłe ofiary.  Cała społeczność oszalała i spanikowała, a do pewnej gazety przyszedł list od mordercy….

Kürten zawarł w nim wskazówki dotyczące swojego najnowszego morderstwa, a mianowicie zadźgania nożem (36 ciosów) 5-cio letniej dziewczynki, której ciało porzucił pod bramą fabryki, w której pracował. Jednak ostatnia jego ofiara przeżyła jego atak i opowiedziała o wszystkim koleżance, której matka zgłosiła ten fakt na policję.Zaczęła się obława na Kürtena, której początkowo się wymykał. Jednak gdy zdał sobie sprawę że to dłużej nie wyda opowiedział o swojej zbrodniczej działalności żonie i zasugerował jej aby go zadenucjowała i zgarnęła nagrodę za schwytanie wampira z Düsseldorfu

I tak oto w 1931 roku na dziedzińcu więzienia w Düsseldorfie został ścięty 27- mio latek, który pierwszych morderstw dokonał jako nastolatek kierowany dreszczykiem emocji. Kolejnej serii zbrodni dokonywał już z zimną krwią radując się że niesie w ten sposób zgrozę, strach i  przerażenie :).

Aż w końcu skazano go na 9-cio krotną dekapitację za 9 brutalnych morderstw, które zdołano mu udowodnić.

Na szafocie odmówił pacierz  i  przyjął Komunię Świętą! Po czym zapytał czy przed śmiercią usłyszy jeszcze przyjemny dźwięk ciepłej krwi wypływającej z szyi.

Dzieciństwo Petera

Jednak czy życie okrutnego i sadystycznego psychopaty, który zwyrodniale mordował kobiety samo było wolne od przemocy? Czy Peter Kürten nie doświadczył zła i okrucieństwa ze strony najbliższych? – rodziców.

Peter wychował się w patologicznej rodzinie alkoholika, który nigdy nie trzeźwiał. W domu panowały głód i  cierpienie, a królował kazirodczy seks! Ojciec gwałcił swoje córki (których miał więcej niż synów) na oczach Petera i innego rodzeństwa. Nie przeszkadzała mu w tym też obecność osób trzecich. Mały Peter uciekał więc z domu do sąsiadek – prostytutek, u których przesiadywał całe dnie. Jedna z  nich miała skłonności sadomasochistyczne co też wpłynęło jakoś na dzieciństwo mordercy. W sąsiedztwie poznał też kolegę-hycla, z którym, zarzynał oraz torturował zwierzęta, z których razem wypijali krew i cieszyli się z  ich agonii. Od innej sąsiadki-prostytutki chłopiec dostał do picia krew kaczki, która miała go wzmocnić bo był głodny i  mizerny. Była to pierwsza krew, którą wypił….

Był trzecim dzieckiem swoich rodziców i tak jak reszta rodzeństwa świadkiem stosunków kazirodczych i tych między rodzicami w domu.

Sąsiadka była przekonana że kacza krew wzmocni mizernego chłopca, a  nie sprowokuje do okrucieństwa i bestialstwa. Jednak mały Peter nie tylko polubił krew, ale też przesiąknął poglądami przesądnej kobiety. (A podobno bywa na odwrót: to kobieta przesiąka poglądami mężczyzny :D). Rodzina Kürtenów przeprowadziła się z Kolonii do  Düsseldorfu, ale  i tam mały Peter nie uwolnił się od patologicznego ojca – pedofila i pijaka i podobnie jak w Kolonii zaczął kręcić się wkoło prostytutek. Kradzieże, drobne oszustwa i rozboje uczynił sobie sposobem na życie, a do więzienia po raz pierwszy trafił w wieku 15 lat. Nie został tam jednak zresocjalizowany, ale zdegenerował się i zdziczał do cna. Wyszedł wtedy na wolność jako 22-latek i zdał sobie szybko sprawę że torturowanie zwierząt i rozboje z kradzieżami już go nie kręcą. Już wtedy kręcił go strach jaki wzbudzał w  mieszkańcach Düsseldorfu.

Peter Kürten w popkulturze

Jego imieniem i nazwiskiem nazywają się dziś niemieckie zespoły muzyczne nagrywające utwory o takich samych tytułach jak ich nazwy. Powstało też wiele krótkometrażowych filmów dokumentalnych opisujących czyby bohatera dzisiejszego wpisu, ale większość z  nich jest po angielsku, francusku lub hiszpańsku. Tak samo jak youtuberzy nagrywają o nim vlogi na swoich, też niestety obcojęzycznych kanałach :(. Ale jest jeden polski akcent w polskim rapie, a konkretnie utwór „Słonia” pt. „Otis Driftwood”:

 

AVE!

Wilkołak z Hannoveru – Fritz Haarmann, nowe ustalenia

Wstęp:
O Fritzu Haarmannie – wilkołaku z Hannoveru pisałem już tutaj: https://mikkeharry.wordpress.com/2015/08/17/fritz-haarmann/

Ale w międzyczasie i w toku śledztwa pojawiły się nowe fakty i okoliczności. Między innymi szczegóły dotyczące metod wydobywania zeznań z zatrzymanych (w tym wypadku z Haarmanna) przez ówczesną policję kryminalną w Niemczech. Są też nowe szczegóły dotyczące okoliczności w jakich ten pedofil i morderca, a zarazem informator policji – komisarza, który prowadził śledztwo w sprawie jego zbrodni wpadł w ręce organów ścigania.

O makabrycznych szczegółach działalności mordercy i krwawych dowodach, które doprowadziły do jego skazania oraz o jego wspólniku opowiada niniejszy artykuł w „Online Focus”, który właśnie przetłumaczyłem :):

http://www.focus.de/wissen/mensch/historische-serienmoerder-teil-2-fritz-haarmann-der-werwolf-von-hannover-er-durchbiss-jungen-maennern-den-kehlkopf-nach-dem-sex_id_7511047.html

Zapraszam na dawno niegoszczący już na tym blogu nowy-stary horror z życia wzięty 🙂 Ciąg dalszy znanej nam już historii o pedofilu-mordercy i pomocniku policji….

„Wilkołak z Hannoveru: przegryzał młodym chłopakom krtań po seksie.
Fritz Haarmann jest uznawany za jednego z najgorszych seryjnych morderców w Niemczech. Zabił w Hannoverze 27 młodocianych i młodych mężczyzn, przegryzając im krtanie. Wreszcie został złapany, skazany i stracony. To że donosił do policji rzuca złe światło na organy ścigania.

Był środek lutego 1923 roku gdy na policji kryminalnej przy Placu Waterloo pojawiły się dwie młode kobiety. Elli Schulz „gruba, różowa świnka” i Doerchem Mrutzek (Dorota/Dorotka Mruczek? 😀 – przypis – MikkeHarry) „szczupły, długi pręt (drąg). – Jakopisał je dziennikarz Theodor Lessing. Niosły ze sobą dwa kawałki mięsa i chciały żeby zostało sprawdzone przez policję czy chodzi o świńskie mięso, czy jest możliwe że jest ludzkie.

Obie opowiedziały dziwną historię: Widziały u swojego znajomego Fritza Haarmanna młodego mężczyznę, który zniknął. Obie podniosły zarzut że ich znajomy zabił tego młodego chłopca i poćwiartował. Potajemnie przeszukały mieszkanie Haarmanna. Znalazły zakrwawiony fartuch i garnek pełen kawałków mięsa. Wzięły ze sobą dwa z nich i zaniosły na policję.

Śledczy nie wzięli tych dwóch kobiet za bardzo poważnie. Mianowicie wysłali kolegę żeby zbadał mieszkanie. To jednak nic nie wykazało. Lekarz sądowy, który badał mięso trzymał sobie kawałek mięsa przed nosem śmiejąc się i powiedział: Nie mogę dzisiaj wąchać bo mam katar. Ale to widzi nawet ślepy: to są świńskie słoniny. Tym zakończyło się jego badanie.

Faktycznie chodziło o szczątki doczesne 16-sto letniego Fritza Franke, który na krótko przedtem uciekł ze swojego rodzinnego miasta Berlina z kolegą i przyjechał do Hannoveru. Tam obaj poznali na dworcu głównym homoseksualistę Haarmanna. Wziął tego ładnego młodzieńca ze sobą do domu i tam go później zabił.
Seryjny zabójca pracuje jako policyjny szpicel.

To że Haarmann i Franke się poznali nie było przypadkiem. Bo 43-letni Haarmann często się tam zatrzymywał i zagadywał młodych chłopców i młodzież, brał ich do domu i uprawiał z nimi seks. Inne miejsce żeby wejść w kontakt z mlodymi chłopcami było wokoł Cafe Kroepke gdzie zatrzymywało się dużo męskich prostytutek. Czasami Haarmann podawał się za współpracownika policji co nie było nieprawdą.

Faktycznie zarobił trochę pieniędzy jako szpicel policyjny w małym kryminalnym światku. Czego nie wiedziały Ellie Schulz i Doerchen Mrutzek. Przypadkowo dotarły do komisarza, dla którego pracował Haarmann. I on w ogóle nie interesował się tym że może stracić swojego informatora przez taką głupią historię. Więc uznał sprawę za nieważną.

Fakt że Haarmann pracował dpa policji, a ta calkiem otwarcie długo nie sprawdzała, co on wyprawiał nie powinno przysporzyć władzom za dużo publicznej krytyki. Bo półtora roku później, w czerwcu 1924 roku okazało się: Haarmann był brutalnym seryjnym zabójcą, który zabił przynajmniej 23 chłopców i młodych mężczyzn w wieku pomiędzy 10 a 22 lata. I policja musiała coś wytłumaczyć, na przykład: dlaczego tak długo mógł mordować pod okiem policji.

Worki z częściami zwłok
W 1923 i 1924 roku znowu znaleziono w Hannoverze i na jego przedmieściach worki z częściami zwłok. Haarmann po zabiciu ofiary ćwiartował ją, części pakował w worki i te usuwał i te wrzucał do Leiny (rzeka w Turyngii i Nadrenii-Północnej Westfalii – przypis MikkeHarry), która płynęła bezpośrednio za jego domem na hannoverskim Starym Mieście. Wypływały poza miasto na brzeg gdzie znajdowały je dzieci. Policja nie miała pojęcia o jakie ofiary chodzi. Nawet w kwestii sprawcy dreptała w ciemności. le że w grę wchodził seryjny zabójca, było oczywistym.

Wprawdzie otrzymała wskazówki że z Haarmannem coś się nie zgadzał. W czerwcu 1924 roku rozniosły się te wskazówki do tego stopnia że widzieli się zmuszeni obserwować go przez tydzień godzina w godzinę. 23 Czerwca w końcu schwytała go jak wygrażał młodzieńcowi. Został wsadzony do aresztu śledczego i gdy śledczy następnego dnia znaleźli w jego mieszkaniu liczne ubrudzone krwią części ubrań mężczyzn wydawało się że złapali seryjnego mordercę.

Tylko następnie Haarmann nie chciał się przyznać. Policja zastosowała w końcu metody, które w żadnym wypadku nie należą do dozwolonych środków w pracy śledczych.Przymocowała na ścianach celi Haarmanna cztery czaszki jego ofiar i oświetliła ich oczy. Do tego położyła na podłodze wór z kośćmi jego ofiar, także przykuty Haarmann nie mógł do niego sięgnąć. Tak wsadzony pod psychiczną presję, przyznał się w końcu do kilku przypisywanych do jego konta mordów. Metody policji były znane dopiero po dziesięcioleciach gdy zostały upublicznione wspomnienia jednego z uczestniczących w tym śledczych.

Śmiertelne ugryzienie w krtań
Postępowanie i proces przeciwko „wilkołakowi” czy wampirowi” z Hannoveru, jak Haarmann został wkrótce nazwany rozrosło się do sensacji. Sala sądowa była stale wypełniona aż do ostatniego miejsca, gazety wydawały wydania specjalne. Dlaczego i jak zamordował te wszystkie ofiary? Haarmann szukał partnera do szybkiego seksu. Zagadywał swoją ofiarę, obiecywał jej pieniądze i tak zwabiał do domu. Podczas seksualnych ekscesów wpadał w szał – szczyt był dla niego jak w końcu podgryzł swojej ofierze krtań. Następnie kładł się obok martwego i uspokajał się. Potem zabierał się do usuwania zwłok.

Inne postawione pytanie to czy Haarmann działał właściwie sam czy miał wspólnika.Żył przez jakiś czas ze znacznie młodszym od siebie Hansem Gransem i z nim też utrzymywał stosunki seksualne. Jak udowodniono Grans zagadywał dla Haarmanna potencjalne ofiary. Ale nigdy nie mogło być mu to stuprocentowo udowodnione, że on wiedział co jego przyjaciel robił z tymi młodymi mężczyznami. Sam twierdził że chodziło mu o to żeby sprzedać z zyskiem części ubrań. Faktycznie opylał je i też czasami zostawiał dla siebie.

Sprawca cierpiał na zapalenie opon mózgowych

Przed procesem Haarman był trzy tygodnie badany psychologicznie przez ekspertów w Geottingen. Miało to wykazać co doprowadziło go do jego czynów. Eksperci ustalili w końcu że Haarmann cierpiał na zapalenie opon mózgowych. które zostało niezauważone, ale doprowadziło do zmian w jego mózgu i zachowaniu. Po tym jak został stracony przez opadający topór głowa była przechowywana w instytucie w Monachium. Cztery wycinki mózgu zostały na nowo odkryte w 2016 roku, po tym jak były zagubione przez dziesięciolecia. Głowa Haarmanna została odkryta znowu dwa lata przedtem na wydziale medycznym uniwersytetu w Geotingen. Został skremowany i pochowany anonimowo.

Haarmann na procesie nie pokazywał żądnej skruchy z powodu śmierci swoich ofiar. Dla niego były one „Laleczkami-chłopcami” – to było w tym dwudziestoleciu powszechnym określeniem na męskie prostytutki. W jego oczach zasłużyli na śmierć. On sam czuł się całkowicie zdrowy. „Mam tylko niekiedy swoją podróż”, powiedział na procesie według danych dziennikarza Theodora Lessinga. Żądał od sędziego aby skazał go na śmierć i ścięcie glowy. Dokładnie tak się stało. Haarmann został skazany za 27-mio krotne morderstwo, z których przyznał się tylko do 1/3. 15 Kwietnia 1925 roku został stracony.

Jego towarzysz Grans też został następnie skazany na śmierć., po tym jak Haarmann ciężko go obwinił. Wyrok został podniesiony jednak na drugim procesie i Grans wysłany na 12 lat do więzienia. Haarmann podczas jazdyw inne miejsce podczas policyjnych śledztw napisał niezauważenie list i wyrzucił go przez okno w samochodzie, list został później przypadkowo znaleziony.

W tym liście odciążał Gransa że rzekomo nie miał on pojęcia o Morderstwach. Grans po drugim wyroku trafił do więzienia. Po przebiegu aresztu został – w międzyczasie rządzili narodowi socjaliści – wtrącony do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. Przeżył, wypłynął i ożenił się z kobietą. W 1975 roku zmarł w Hannoverze.

„Poczekaj tylko chwileczkę”
Haarmann żył i żyje w popkulturze nadal. Już krótko po jego śmierci przetłumaczono na język ludowy melodię operetkową: „Poczekaj, poczekaj tylko chwileczkę, wkrótce przyjdzie Haarmann też do Ciebie. małym tasaczkiem zrobi z Ciebie wołowe mięso mielone. Z oczu robi galaretę, z tyłka robi boczek, z jelit robi kiełbaski i resztę, resztę wyrzuca”. „

Tłumaczył MikkeHarry