eSwatini – Jesteśmy twierdzą

W kwietniu tego roku monarcha absolutny południowoafrykańskiego i graniczącego z Mozambikiem oraz RPA Suazi (państwo śródlądowe) król Mswati III zmienił nazwę tego jednego z najmniejszych państw w Afryce na eSwatini. Nowa nazwa państwa zaskoczyła jego obywateli, a oznacza mniej więcej tyle co „Ziemia Suazyjczyków„. Monarcha miał kompetencje do zmiany nazwy swojego kraju, a zrobił to przy okazji swoich 50 urodzin (w kwietniu bieżącego roku) i 50. rocznicy odzyskania niepodległości przez Suazi (od Anglików). Mswati III panuje w eSwatini od 1986 roku i określany jest mianem lwaMonarcha jest jeszcze znany z tego że obecnie ma 15 żon i że swojego czasu miał ich ponad 100! Oprócz tego Mswati III może mieć wytrysk i w krowie i w kobiecie jednocześnie! A więcej o monarsze i jego małym kraju napisałem w linku poniżej przy okazji filmu dokumentalnego:

https://mikkeharry.wordpress.com/2014/12/09/taniec-trzcin-umhlanga-suazi/

Z filmu „Taniec trzcin” można wiele dowiedzieć się o obyczajach panujących w byłym Suazi i o jego gospodarce. Łamanych tam prawach kobiet religii oraz życiu króla – jednego z władców nielicznych już monarchii absolutnych na świecie.

MSW

Król Mswati III

Powody zmiany nazwy państwa

Wszystko wskazuje na to że marketingowo-wizerunkowe bowiem angielska nazwa Suazi – Swaziland za granicą była mylona ze Szwajcarią, ang. Switzerland.

No, cóż nie każdy przywódca może sobie ot,tak zdecydować o zmianie nazwy jego kraju. Ale monarcha absolutny eSwatini ma taki przywilej i kilka miesięcy temu z niego skorzystał :). W monarchii obowiązuje system monopartyjny od 1973 roku. Działalność innych partii niż rządząca jest zakazana.

sua

Flaga eSwatini

Dewiza państwa:

„Jesteśmy twierdzą” – suaz. Siyinqaba”.

*Celem wpisu było wspomnienie o zmianie nazwy kraju i jej powodach, a nie rozwodzenie się nad historią, religią, polityką, obyczajami czy życiem monarchy kraju. Dlatego jest krótki. Jednak dzięki zmianie nazwy tego małego, afrykańskiego państewka na mapie wielkiego kontynentu afrykańskiego zaszły małe zmiany :). Więcej o byłym już Suazi pisałem we wpisie o filmie „Taniec trzcin” .

 

 

Reklamy

Paszport, ale po co?

Był już kiedyś wpis o masowym wydawaniu polskich paszportów tzw. żydom w Izraelu, więc dzisiaj będzie o paszportach obcych państw, których raczej nie opłaca się posiadać. Toteż i nie warto zostawać obywatelami poniższych państw, których nierzadko formalnie wcale nie ma….

Sierra Leone
To zachodnioafrykańskie państwo, leżące na wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego jest na końcu światowej listy dotyczącej długości życia mieszkańców. Większość mężczyzn nie dożywa tam 50 roku życia. Jak na tamtejsze warunki to i tak dobrze, a w Polsce 50-cio letni mężczyźni są przecież w sile wieku! Nie chcę już zestawiać tutaj ceny ichniejszego paszportu z przeciętną pensją Sierraleończyka…..Ale czy się to tam opłaca?

Autonomia Palestyńska
Po co wystawiać paszport państwa nie uznawanego przez 57 krajów świata za państwo? Co prawda 138 krajów uznaje Palestynę jako oficjalny byt państwowy co nie zmienia faktu że będąc posiadaczem jej paszportu się praktycznie nie istnieje…. I tak Palestyńczycy są bezpaństwowcami min. dla Kanadyjczyków, Amerykanów czy niektórych państw UE. To dlatego na okładce dokumentu widnieje napis „Autonomia” , a nie „Królestwo”, czy „Republika”. Z takimi napisami dokument mógłby zostać za granicą podróżującemu Palestyńczykowi skonfiskowany przez obce władze jako falsyfikat. Co się tyczy wiz to obywatele Autonomii Palestyńskiej nie potrzebują ich do wjazdu tylko do 36 państw!

Afganistan
Taki Afgańczyk jest traktowany na świecie jeszcze gorzej niż Palestyńczyk gdyż bez wizy może odwiedzić zaledwie 24 państwa!

Liberia
Przy obecnej stawce godzinowej (13 zł/h) Polak może zapracować na swój czerwony dokument z orzełkiem w jeden dzień (polski paszport kosztuje ok. 140-160 zł, MikkeHarry też jest szczęśliwym posiadaczem takiego). Natomiast Liberyjczyk może sobie pomarzyć o tak szybkim dostaniu paszportu. Mieszkaniec tego również zachodnioafrykańskiego państwa, położonego nie daleko Sierra Leone – pierwszego bohatera dzisiejszego wpisu musi pracować na swój paszporcik ok. 22 dni :). Według innych szacunków biedny murzynek musi pracować aż półtora miesiąca (24 razy dłużej niż najmniej zarabiający Polak!) bo płaca minimalna w tym afrykańskim kraju wynosi ok. 5,5 zł na dzień!

Nawet jeśli już mu się uda to bezie musiał pracować na podróż i życie w swoim kraju. Czyli Liberyjczyk mimo otrzymania paszportu i tak ma duże szanse na to aby NIGDZIE NIE POJECHAĆ! Opłaca się?

Republika Nigru (Niger)
Jeden na pięciu mieszkańców tego również zachodnioafrykańskiego (jakieś fatum?), położonego na Saharze kraju umie czytać i pisać. Na świecie jest prawie miliard analfabetów, a w Nigrze najwięcej. Akurat w tym ten mały kraj przoduje :). Z kobiet tylko jedna na dziesięć jest piśmienna, a w Nigrze żyje 15 milionów analfabetów niby z braku popytu na naukę. Tam ważniejsza od kształcenia siebie i swoich dzieci jest praca (bo niby uszlachetnia?), a chodzenie do szkoły jest nieważne. Z resztą i tak najczęściej w pobliżu żadnej nie ma :D…..

Ale przecież paszport ma odczytać kontrola paszportowa kraju do którego się wjeżdża, a nie jego posiadacz! Chyba że urzędnik/celnik również jest analfabetą :D. Bo jeśli nie to z takiego paszportu wyczyta co najwyżej że odwiedzający jego kraj posiadacz tegoż dokumentu nie ukończył żadnej szkoły…..

Salwador
Przenosimy się do Ameryki Południowej bo połowa morderstw i zabójstw dokonywanych na świecie jest rozłożona zaledwie na 10 państw, a na pierwszym miejscu tego rankingu znajduje się właśnie Salwador. (A nie San Escobar?). Salwadorczyków jest niecałe 6,5 miliona, a co 79 minut jeden z nich ginie z ręki kogoś innego – czy to w potyczce z wojskiem, policją lub też w zwykłej wojnie gangów…. Opłaca się wyrabiać paszport?

Trupy nie podróżują! Chyba że na cudzych nogach.

„Paszporty pozytywne”
Tj. takie, które opłaca się posiadać. Dokumenty państw, których obywatelami warto zostać, ale najczęściej trzeba udowodnić im że zyskują wartościowego obywatela – nie oszukującego na podatkach.

Malta
Aby podreperować finanse swojego wyspiarskiego państwa handluje ono swoimi paszportami, które umozliwiają też swobodne poruszanie się po innych krajach UE. Podróżowanie i mieszkanie gdzie się chce to codziennosć dla Niemca, Włocha czy Szweda, ale są jeszcze na świecie ludzie, którzy o takim luksusie mogą tylko pomarzyć. Np. taki Liberyjczyk. Aby otrzymać nieograniczone pozwolenie na pobyt na terytorium Malty i całej UE wystarczy więc wystawić czek na milion euro! Maltańskie paszporty cieszą się więc zainteresowaniem bogatych arabskich szejków, Rosjan i Chińczyków.

Milionerzy mogą czasami uciekać ze swoich państw przed odpowiedzialnością karno-sądową. Uciekać w objęcia Unii Europejskiej prosto z Chin i Rosji.

I to już koniec pozytywów :).

„Inne”
Szwecja
Szwedzki paszport jest najczęściej kradzionym i najbardziej pożądanym dokumentem tego typu na czarnym rynku. Umożliwia on wjazd bezwizowy do 175 państw co stawia go pod tym względem na drugim miejscu zaraz za Niemcami. Dokument kosztuje 160 zł, a w razie jego zgubienia można występować o jego wydanie ponowne nieskończoną liczbę razy. W innych krajach występują w tej materii surowsze ograniczenia, a szwedzka policja twierdzi iż tylko w samym roku 2016 zaginęło ponad 177 tysięcy szwedzkich paszportów. Większość z nich pojawia się na czarnym rynku jako podróbki, a cena takiego falsyfikatu może wynosić nawet 12 tysięcy zł za sztukę lub więcej!

Gwałt na wojnie (Weapon of War) 2009

Popołudnie z dokumentem. „Spowiedź kongijskich gwałcicieli”

Kraj produkcji: Holandia
Rok premiery: 2009
Reżyseria: Lise van Velnzen, Fernke van Velnzen
Nagrody i nominacje: Nagroda Amnesty International za najlepszy film o prawach człowieka (2010) ; Nominacja do Nagrody Magicznej Godziny (2010)
Tematyka: Wojna, zbrodnie wojenne, gwałty, kobiety, Afryka, Kongo, broń, murzyni, kaci i ofiary, obcinanie genitaliów, seks, znęcanie się fizyczne i psychiczne, armia, najemnicy, wojsko, żołnierze, prawa człowieka, Amnesty International, gwałciciele w Kongo.

Trwający godzinę film opowiada o wojnie domowej w Kongu. Wypowiadają się w nim żołnierze, najemnicy i ochotnicy kongijskiej armii – gwałciciele i mordercy jak i ich ofiary. Dokument ukazuje też konfrontację jednych i drugich. Zbrodniarze wojenni opowiadają o swoich czynach jak i o rozterkach moralnych jakie ich po ich popełnieniu dręczą, a ofiary opowiadają jak wyrządzona im krzywda wpłynęła na ich dalsze życie. Holenderscy filmowcy starają się udowodnić że na wojnie domowej kobieta traktowana jest jak zdobycz lub trofeum i należy do tego, który ją posiadł…

Bohaterowie filmu to prawdziwe i istniejące postaci opowiadające jako o broni o stosowanym przez siebie gwałcie na kobietach.

gwalt

Film jest bardziej do słuchania niż oglądania, a jego bohaterami są czarnoskórzy – byli żołnierze i najemnicy. Niektóre opowieści są drastyczne gdyż kaci ze szczegółami opowiadają w jaki sposób znęcali się nad swoimi ofiarami – rodakami i rodaczkami. Widz dowie się jakie stosowali tortury fizyczne i seksualne oraz presje psychiczne. Dokument z pewnością dla widzów o mocnych nerwach, zainteresowanych historią i Afryką :).