Notatka z Brukseli, czyli – wszędzie śmieci!

Wczoraj wróciłem z brudnej i pełnej muzułmanów stolicy Europy, znaczy się z Brukseli. Pety tam wszędzie leżą na ulicach, milicja jeździ na sygnale co 5 minut i można spotkać żebraka mówiącego w 3 językach. Śmieci walają się na najważniejszych szlakach turystycznych miasta, a nie daleko jest Parlament Europejski w którym też miałem zaszczyt gościć, wielkie to to, ale tam też jest w koło syf :). Policja jeździ nawet na hulajnogach, a piesze patrole są rzadko spotykane, murzyni z kubłami i muzułmanki w tych swoich chustach to już stały element krajobrazu Belgii bo jest tam ich więcej niż białych. Belgia jest dosyć bogatym krajem i nie ma w niej podatku kapitałowego, więc można zwozić tam swoje kapitały, ale za to korupcja jest podobno większa niż w Polsce. Temu ostatniemu trudno się dziwić bo scena polityczna kraju podzielona jest na dwa odłamy narodowościowe. W centrum miasta wrażenie robi monumentalna budowla ministerstwa finansów :). Oprócz tego widziałem też Pałac Królewski, Wielki Plac i i ichniejszy parlament (belgijski) w którym deputowani obu grup narodowościowych (Walonowie i Flamandowie) obradują teoretycznie razem – Walonowie w skrzydle po lewej, a ci drudzy – po prawej. Taki układ odzwierciedla też ich ukierunkowania polityczne bo Flamandowie to prawica, a ci pierwsi – lewica. Jedni mówią po francusku, a drudzy po flamandzku (takie do niderlandzkiego podobne bełkotanie, ale podobno bardziej literackie). Poza tym wszystkie 3 narody zamieszkujące Belgię (+ Niemcy) mają swoje wlasne, oddzielne parlamenty w których obradują na co dzień, a w krajowym spotykają się raczej dosyć rzadko. I nie ma narodu belgijskiego bo wszyscy uważają się to za Flamandów, to za Walonów, a za Belgów to chyba tylko muslimy i murzyni :). Murzyni wzięli się tam z Konga bo kiedyś król Leopold ll ponadawał im wszystkim (jak ich tam żywych zastał) belgijskie obywatelstwo i w ten oto sposób Kongo było belgijską kolonią. Na mieście można sobie normalnie żłopać piwo i psy nie zaczepią, ale jak zatrzymają bez dokumentów to jest mandat i to w euro!. W sumie to mogą się i z tego utrzymywać: jeden patrol zatrzymuje i zabiera dokumenty bo coś tam i daje przez radio cynk do drugiego patrolu, który zatrzymuje tego samego jegomościa i wlepia mu mandat za brak dokumentów :). Ale jak już wspomniałem piesze patrole to rzadkość. Polecam belgijskie piwa, a jest ich podobno ze 2 tysiące gatunków. Dobre piwo to „Stella Artois” i „Kwak” – podawane w specjalnych, przypominających klepsydrę naczyniach. W ogóle każdy gatunek piwa podają w innej szklance i mają tych szklanek od cholery. Polecam też knajpę Delirium Tremens – ona jest wiecznie zatłoczona, ale to tam można napić się tych 2 tysięcy gatunków piw. W samej Belgii jest jakieś 4-5 parlamentów (flamandzki, waloński, niemiecki (bo Niemcy też są tam mniejszością), wspólny (krajowy) i ….europejski.

Gul mi skoczył jak zobaczyłem ichniejszą jazdę samochodami i autobusami bo na porządku dziennym jest blokowanie przejścia dla pieszych na zielonym świetle przez samochody, które nie zdążyły przejechać na czerwonym, używanie klaksonu, korki i jest wąsko. Pojazdy się prawie dotykają na tych drogach z tramwajami, których tory są ułożone byle jak, z resztą i samochody po nich jeżdżą przed tramwajami. Najczęstsza prędkość to 40-60 km/h – ślimaki!. Na szczęście autostrady są dwupasmowe. W ogóle wyprzedzanie, zajeżdżanie drogi, wymuszanie pierwszeństwa, jeżdżą sobie jak chcą tylko powolutku!. Z hotelu na lotnisko Charleroi (około 70 km od Brukseli) jechaliśmy ponad półtorej godziny autokarem. Ale to wiózł nas ciapaty o imieniu Mohamed, on jest genetycznie zaprogramowany na wielbłądy to co się dziwić. Droga z Charleroi do Brukseli to w większości autostrada z lasem po obu stronach, więc można zasnąć, a potem przyjrzeć się ruchowi drogowemu w centrum miasta, a może zadziwić jak już wspomniałem. Mimo to drogi są równe – bez dziur, wysepek, zbędnych znaków, fotoradarów i barierek, czy innych pierdół odciągających uwagę kierowców od prowadzenia samochodu. Nie ma też progów zwalniających i to w miejscach w jakich w Warszawie były by ze 3!. Widziałem tylko ze 2. Piesi też sobie chodzą jak chcą i to na czerwonym świetle, jeżdżą rowery (które można wypożyczyć), hulajnogi (nie tylko milicyjne :D) i motory, chociaż od tych ostatnich kradną czasami kierownicę…. Mówi się że w Polsce nie umieją jeździć i są korki i wariaci. Polecam pojeździć sobie po Brukseli to dostaniecie białej gorączki, a po Warszawie jeździ się o wielokroć szybciej i sprawniej chociaż nie ma takich dobrych dróg jak w Brukseli.

Na kieszenie trzeba uważać też przy głównych atrakcjach turystycznych i w zatłoczonych, wąskich uliczkach. Pełno tam muslimów i Belgów z Konga, Beninu… (żeby nie napisać – Murzynów 🙂 ). Większość ludzi mówi po francusku, ale po angielsku też się idzie dogadać np. obsługiwał nas kelner mówiący po francusku i angielsku, a w kieszeni miał ruskie L&M z napisem – kurjenje ubijajet :D. Piwo kosztuje zazwyczaj 4-5 euro, a fajki od 6 euro wzwyż. O ile te ostatnie są takie jak i u nas to z naszych piw widziałem tylko Tyskie, reszta lokalna. Można też znaleźć coca-colę w zielonej puszce, ma podobno od cholery słodzików, ale jest bez cukru i tym się od zwykłej różni, ale nie widziałem jej jeszcze w Polsce. Wspólne coca-colę to tylko – coca cola cherry i zero + light. W hotelu (w naszym przypadku Villa Royale ; adres: Rue Royale 195) też można dogadać się w 3 językach i napić się lokalnego piwa. Co ciekawe to w hotelu nie jest droższe od tych w piwiarniach na mieście. Tańsze są tylko w sklepach spożywczych (ale te same). Hotel jest podobno czterogwiazdkowy, ale to są chyba belgijskie gwiazdki (każdy kraj inaczej to liczy) bo standard był nieco niższy niż w Polsce w hotelach trzygwiazdkowych, ale nie ma co narzekać bo najgorzej nie jest. Pokoje są dwu lub trzy osobowe.

Stell

kwa

Lot samolotem (Ryanair) też dupy nie urwał (a na ten do Polski żeśmy się prawie spóźnili) trochę trzęsło i szumiało, zatykało uszy i widok też nie specjalny bo chmury wszystko zasłaniają. Jednak dzięki temu droga zajęła nam 2 godziny (z Modlina do Charleroi), a nie jakieś 10 jakbyśmy samochodem zamierzali jechać. Ciasno w tym Ryanair`ze jest, ale można się przespać i jest klima. Nie radzę kupować tam sobie czegoś do picia, czy jedzenia bo jest ze 3 razy droższe niż na ziemi. Za małą coca-colę (ponad 100 mililitrów, w puszce) trzeba zapłacić 2,50 euro tj. ponad 11 zł!. W Stokrotce za 11 zł miałbym 4 (kurwa!) litry. Jeśli chcecie w powietrzu coś zjeść, na przykład Lasagne to małe pudełeczko kosztuje 40 zł i kot by się tym z pewnością najadł. Malutkie krakersy kosztują 10 zł. Piwo w samolocie (najczęściej Heineken) to wydatek rzędu 5 euro (jakieś 20 złotych) i też takie malutkie. Jeśli ktoś jest wysoki lub za dużo miejsca zajmuje to ciężko mu będzie w kiblu. Bo te Ryanair`y są niebywale małe i dwusilnikowe, więc raczej nie latają na rejsy transatlantyckie. Ale kapitan nie miał na imię Mohamed (ani w jedną stronę, ani w drugą) i pewnie dlatego nie wylądowaliśmy centralnie w samym Parlamencie Europejskim. Z resztą jego gmach jest większy niż Pentagon i budynek na ul. Wiejskiej w Warszawie razem wzięte (tylko parlament w Budapeszcie jest większy od PE bo jest podobno to największy gmach parlamentu na świecie! ), a ten samolot jest za mały żeby zniszczyć chociażby jego połowę!. Przydały by się takie ze 3. Na Modlinie bagażu mi nie przetrzepali, nawet do niego nie zajrzeli, ale za to w Charleroi zaglądali do bagaży i pozabierali ludziom trochę pamiątek. Także chyba nie udany zakup :P. Co do tego to tam jest większy reżim niż u nas. Na Modlinie to ewidentnie pierdolą (czasami). Jeśli bombę sprytnie schować to można by ją przemycić i przez Rentgen na pokład samolotu….

W PE wysłuchaliśmy wprowadzenia osoby odpowiedzialnej za jego kontakty ze światem zewnętrznym (Polak pracujący tam od 10 lat), pogadaliśmy z nim trochę o demokracji i ochronie środowiska, a o 16:30 wjechał prezes Janusz Korwin-Mikke i za nim udaliśmy się do sali plenarnej w której spędziliśmy (a było nas 53 osoby) około 20 minut. Można było sobie posłuchać na słuchawkach o czym oni tam pieprzą (j. polski jest na miejscu 18 w słuchawkach, jeśli by ktoś jeszcze tam jechał….). Każdy z nich (europosłów) ma na swoją przemowę od jednej minuty do dwóch i pół, a jaki był temat akurat tych obrad to nie pamiętam i z resztą mniejsza o to bo i tak nie mówili na temat, a każdy przywołany do głosu mówił co innego tylko na pozór związanego z tematem. Pech chciał że trafiliśmy na wypowiedź posła Zbigniewa Kuźmiuka z Europejskiej Partii Ludowej. On mówił akurat po polsku, ale w słuchawkach też słyszałem tłumaczenie z polskiego na polski…. Także nie wiem czy te ich pieprzenie od rzeczy to wina spontanicznych tlumaczeń czy rozmiaru czaszki bo lewaki mają przecież mniejszą, tak jak komuchy…. Żałuję tylko że nie można było w tej sali robić zdjęć bo cieć-żabojad się pruł, poza tym sala jest wielka, oświetlona i ogrzana za nasze pieniądze!. Na doł też nie zeszliśmy tylko siedzieliśmy na górze w loży dla gości. Obok nas błąkały się wycieczki pepików, Rumunów, Włochów i Angoli. Przed wejściem do PE trzeba się prawie rozbierać i przepuszczać rzeczy przez Rentgen: komórki, portfele, paski, czapki, zegarki, biżuteria itp. Potem przechodzi się przez detektor….

W zwiedzaniu Brukseli moją uwagę zwróciły wszędobylskie lwy (pomniki), poza tym jest dużo parków, skwerów, knajp, restauracji…..W dzień wyjazdu wyruszyliśmy z małą obsuwą (około 40 minut) bo nasz autobus miał wypadek i musieli podstawić drugi. Wlekliśmy się więc około dwóch godzin do tego nieszczęsnego Charleroi i zapieprzaliśmy z językiem na wierzchu na samolot gdy wreszcie tam dojechaliśmy. Ostatnie co widziałem w Belgii to prawdziwy żyd!, który stał sobie w kapeluszu i z pejsami bezczelnie przy barierce. Szkoda żeśmy się śpieszyli, ale poczułem się jakby to właśnie on mnie żegnał w imieniu UE. Żałuję tylko że nie spróbowałem piwa klasztornego (bo w Belgii ojczulkowie robią piwo po klasztorach!), ma ono ponad 11 % alc. i jest podobno nie dobre bo waniaje tylko tym alkoholem. Głupio się czułem również jak mówili do mnie per Monsieur….

Jeśli zapomniałem o czymś wspomnieć to mam nadzieję że na dniach sobie przypomnę :). Zadawajcie też pytania w komentarzach jakby co. Było nas tam ponad 50 osób, więc mam nadzieję że ktoś z nich przeczyta ten wpis i dołoży w komentarzu coś od siebie :).

Wnętrze hotelu Villa Royale

Reklamy

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s