MikeHarry we Lwowie na zakończenie roku 2014 cz.1 + wpis gościnny

Jak już wiecie rok zakończyłem se wycieczką turystyczno-krajoznawczą, z tym że trochę na przypale do ukraińskiego, a kiedyś polskiego Lwowa i tam po ponad dobowym tłuczeniu się w pociągach warsu intercity i takich tam dotarł MikeHarry ze znajomymi taksówką z pod dworca na ul. Prospekt Szewczenki, gdzie zameldowaliśmy się w hostelu w którym za dwie doby płaciło się 25o ichniejszych hrywien (jakieś 60 zł) i pogonili nas bo jeszcze nie zaczęła się doba. O atrakcjach w hostelu będzie później bo teraz mieliśmy jakieś 6 godzin na zwiedzenie miasta, więc udaliśmy się na lwowski cmentarz na którym leżą pogrzebani Polacy i Ukraińcy zamordowani w latach 1941-1942….

Cmentarz

Docierając na cmentarz oglądałem sobie miasto – jak każde inne, trochę jak Lublin, a tramwajami kierują tylko kobiety. Początek to była niedziela, więc było pusto bo w taki dzień to łazi sobie pełno ludzi oraz żołnierzy. Za wstęp na cmentarz trzeba płacić (już nie pamiętam ile) i wydają bilet, ale to duża nekropolia – jest gdzie łazić. Są groby stare i nowe, groby rodzin polskich, żołnierzy polskich (młodych, nawet jeszcze dzieci) i groby banderowców z UPA, kilka niemieckich pomników (raczej austriackich) i całkiem świeże groby chłopaków z Majdanu bo przecież z niego uciekają do Odessy i Bóg wie gdzie jeszcze to tam trzeba było kogoś wysłać. Kilka godzin się błąkaliśmy po tej nekropolii, nie było aż tak zimno, ale cholernie ślisko, dzięcioły napieprzały dziobami w korę drzewa i dało się słyszeć odprawianą przez popa/księdza mszę albo pogrzeb. Na uwagę zasługuje fakt rażący tj. dbałość o te mogiły. Na grobach Polaków nie ma nawet jednego uwiędłego wiechcia, nie mówiąc już o zniczu, a pomniki pokryte są śniegiem. I tutaj pozdrowienia dla polskiej dyplomacji ambasady/konsulatu we Lwowie coby przynajmniej w jakieś święto narodowe zainteresowali się. Ale niech też fragment o tym cmentarzu na którym znaleźć można też grób Romualda Traugutta – polskiego generała i dyktatora Powstania Styczniowego posłuży za informację turystyczną dla pionków wybierających się do Lwowa na weekend czy, tam na co innego. Warto tam zajrzeć bo to fragment już niestety nie do końca żywej historii…

SAMSUNG

SAMSUNG

Dworzec we Lwowie

Z tego wszystkiego bym zapomniał że pociągiem z kuszetkami w którym po przekroczeniu granicy ukraińskiej nie było już ogrzewania, a czasami i prądu dotarliśmy na całkiem ładny dworzec na którym kilku milicjantów z bronią półautomatyczną podpierało ścianę przy okienku informacji, a przy kasie biletowej z jednej strony spał sobie pies, a z drugiej strony menel trzymał się filara i kimał na stojąco obok swojej torby. A dlaczemu na stojąco??, a to dopiero ciekawe. Na dworcu piździ jak w kieleckim i mimo że dużo ludzi się przez niego przewija to nie ma ławek do siedzenia, przynajmniej nie za darmo. Poczekalnia jest płatna! i żeby posiedzieć sobie w cieple przy jakimś bufeciku płaci się 2 hrywny (50 groszy). Niby można zapłacić i polską walutą, ale ten cieć raz tak chciał, potem się rozmyślił i zaraz znowu tak chciał…. Tak więc drogo kosztuje posiedzenie sobie na ławce i ogrzanie się na dworcu we Lwowie. W ogóle wyciąganie kasy za byle co to tam chyba główne hobby mieszkańców, szczególnie kasy z turystów i głupich lachów, którzy pewnie nie znają się na ukraińskich pieniądzach. W pociągu poznałem kilku ciekawych ludzi min. Ukraińca – Alexa perfekcyjnie bluzgającego po polsku, a jadącego z Reichu do swojej laski we Lwowie i kanadyjskiego Rosjanina, który jest podobno Ukraińcem z tym że od 16 lat nie mówił po ukraińsku i nie umie bo mieszka w Toronto, za to po angielsku i rosyjsku mówił normalnie.

lwiw

lwiw0Dworzec we Lwowie, a w środku jest jeszcze ładniej….no w każdym razie ładniej niż na dworcu w Siedlcach i Warszawie wschodniej.

Hostel

Po przybyciu na 14:00 ichniejszego czasu do hostelu, który zwie się po ichniemu „Turisticznaja Agencija San” zapłaciliśmy w hrywnach bo tak było można (30 zł za noc od osoby), najtańszy pokój jaki tam był bo nie pojechaliśmy tam żyć w luksusach i siedzieć w pokoju hotelowym. Łóżek w nim było ze 6 na najwyższym piętrze (jakimś piątym), było zimno, ze ścian wystawały elektryczne kable i zwisały nad łóżkami, podłoga wyglądała jakby dawno mopa nie widziała i MikeHarry bał się że chodząc na bosaka dostanie tam grzybicy, czy innego trypla. Woda wylewała się z pod prysznica na pokój, nie było klucza pasującego do tego pokoju, ale na pocieszenie dano nam nie pasujący, więc cały czas było otwarte. Ale we czworo jakoś się tam zmieściliśmy i ostatecznie się dało przeżyć,no. Dopóki drugiej nocy nie zjechała do sąsiedniego pokoju banda ruskich zachowujących się jak jelenie na rykowisku. Puszczali głośno muzykę, ciapali drzwiami (jak w stodole:D), a nie w hostelu i darli mordy, aż kolega poszedł im zwrócić uwagę to trochę ściszyli, bo nie dało się ku**a spać!. Mieliśmy 3 wolne łóżka więc obsługa tego przybytku dosadziła nam z wielkimi pretensjami że musiała do nas się pofatygować na samą górę dwoje Rosjan do pokoju, którzy nas jednak nie pogryźli, ale dali po sobie poznać że nie podoba im się dzielenie z nami pomieszczenia i szybko uciekli do swoich. Rano opuścili lokal jakąś godzinę przed naszym wstaniem. Nie ma co się dziwić bo mogliśmy brać pokój za 150 zł od osoby,a nie za 30 zł, wtedy byłby jakiś standard, a tak pozostało nam tylko wi-fi, lejąca się woda, poduszki wyglądające jakby ktoś się na nie kiedyś zrzygał, ale świeża pościel, którą po wszystkim trzeba było znieść obsłudze na dół. Można się było tam poczuć jak w obozie na Majdanku (Lublin), tylko że niczym nie śmierdziało i nie puścili gazu, a co do Rosjan to pewnie zjechali tam już na Sylwestra, a 1 stycznia miał być we Lwowie jakiś marsz banderowców-UPa-owców…

I zapowiadało się na to że to już koniec atrakcji dopóki rano przy wymeldowaniu zabrakło ładniejszej i młodszej części obsługi, która przyjmowała od nas zapłatę w hrywnach (ponad 1000), a ta starsza, zaciągająca trochę po polsku zażądała zamiany inkryminowanych hrywien na euro (jakieś 90) bo na nie mieliśmy wystawiony rachunek. To trochę chamstwo z ich strony – najpierw przyjmują i może być, a potem chcą wymieniać. Doszło do małej pyskówki, ale resztę dopowiedzcie sobie już sami. Stargaliśmy nasze torby na dół i już więcej nie pojawiliśmy się w tym hostelu….

Za taką cenę nie ma co narzekać na warunki….

Żarcie i ceny

  • Kebab za 5 zł (21 hrywien)
  • Pizza wielkości talerza za 2,50 zł ( 19,90 hrywien)
  • Śniadanio-obiad w Pyzatej Chacie obok hostelu jakieś 12-13 zł (45 hrywien), ale można się nażreć.
  • Kawałek dobrego (kakaowego) ciasta 2 zł (8 hrywien)
  • Kawa z tego co pamiętam niecałe 2 złote (6 hrywien)
  • Wódka paprykowo (chili) -miodowa „Nemiroff” w supermarkecie (pół litra) 10 zł (niecałe 40 hrywien)
  • Wino japońskie „Mikado” w supermarkecie „Aszan” – po ichniemu (francuski „Auchan”) niecałe 10 zł (bo 37 hrywien z hakiem)

Podobno dzieli się zawsze na 4 bo taki jest kurs tych hrywien. Trzeba też uważać bo na każdym kroku próbują oszukać na kasie turystów. W jednym barze-jadłodalni nie było w ogóle cen, nie sprzedaje się na wagę ani na sztuki, więc jak liczą??. Na oko??. Mój kolega zamówił więcej jedzenia i zapłacił  tych hrywien o połowę mniej niż miałem do zapłaty ja co zamówiłem mniej jedzenia. To pewnie taki ichniejszy podatek od lachów bo głupie nie znają się na ukraińskich pieniądzach. Tak samo próbują ocyganić w aptece, a o promocjach informuje się turystów tylko po to żeby przyszli i zjedli coś w normalnej cenie bo promocja się skończyła albo będzie jutro. Wódka, wino, papierosy i słodycze to jedyne co opłaca się wywieźć z Ukrainy bo są tam 4 razy tańsze niż u nas. Za to droższe są ubrania, buty i elektronika. Przy ulicy bodajże Starojewrejskiej jest żydowska knajpa w której można nie tylko zjeść koszerne specjały np. pierogi z rybą, ale i przymierzyć pejsy. Wpadliśmy też do knajpy w której płacąc 60 hrywien (jakieś 15 zł) można jeść bez końca ile się chce, tylko żeby nie wychodzić. Gołąbki z przewagą ryżu, kotlety w sosie, steki rybne, kartofle, frytki, sałatki, czarny chleb z czosnkiem (to mi najlepiej smakowało) i dobrze przyprawiona słonina.

Wspomniane wyżej wino to dotychczas najlepsze i najtańsze wino jakie MikeHarry kiedykolwiek pił, a pizza taka jak wszędzie. Na uwagę zasługuje zupa zwana u nich „solankato taka mieszanina kapuśniaku z oliwkami, kiełbasą, cebulą, śmietaną i w ogóle ze wszystkim po trochu. Wszystko tam pływa, a jest dobra i smakuje trochę jak grochówka.

SAMSUNG

Znieczulica i obojętność – ludzie

Zapamiętałem najbardziej dwa wydarzenia z mojego wyjazdu do Lwowa, a jedno z nich to beznogi kaleka o kulach, który próbował się samodzielnie wślizgnąć do tramwaju. Średnio mu to jednak wychodziło bo było ślisko, sam by sobie nie poradził, a żaden z jego rodaków wypełniających swoimi banderowskimi dupami siedzenia w tym tramwaju nie kwapił się mu do pomocy. Wszyscy udawali że go nie widzą. Pomogliśmy mu my-obcy, lachy bo wydaje mi się że bez naszej pomocy by sobie nie pojechał. Potem łza mu się prawie zakręciła w oku jak ustąpiłem mu miejsca i dziękował nam ze 20 razy. Wyglądał na takiego, któremu dawno nikt w niczym nie pomagał, a ustąpienie kalece miejsca w tramwaju jak widać chyba nie należy do oczywistości na Ukrainie. Co kraj to obyczaj. Pewnie zrobiliśmy mu niespodziankę na którą nawet nie liczył, a już na pewno nie spodziewał się jej od swoich rodaków – i słusznie. Po wyjściu z tramwaju życzył nam jeszcze zdrowia…

Wstyd, Ukraińcy! – Krętactwo, chamstwo, naciąganie, syf i znieczulica, a do tego milicja publicznie biegająca z półautomatami. To może stan wojenny??….

Stan wojenny??

Podobno „polskie” telewizje zaczynają przebąkiwać coś o tym że od tego roku ma być na Ukrainie wprowadzony stan wojenny. Taką informację podał Polsat, więc MikeHarry sceptycznie podchodzi do tych rewelacji i na samej Ukrainie oczywiście nikt nic nie wie. Ale w związku z fragmentem o znieczulicy i obojętności to mama naszego kolegi straszyła tym napotkanych Ukraińców:). Każdego z kim rozmawiała. Przydało by im się nie tylko nauczyli by się kultury, współczucia i uczciwości, ale i oduczyli by się kimać po dworcach skoro byłby zakaz wychodzenia z domów w określonych godzinach.

Komunikacja i transport

W autobusach za bilet płaci się 3 hrywny (czyli nie cała złotówka) i mimo że teoretycznie chodzą kanary to  kierowca nie wydaje żadnych biletów!,które zwisają za nim na taśmie. Nie ma kasy fiskalnej, więc ciekawe jak się z tego rozlicza, a na tyle papierków co dosłownie podają mu ludzie to coś ma ich mało zawsze w tym pudełeczku. Autobusy są tak zatłoczone że na większości przystanków kierowca musi wyganiać wsiadających bo się już nie mieszczą i nikt nie trudzi się żeby przejść przez ten tłum po bilet. Pieniądze podaje się byle której osobie stojącej bliżej,a ona podaje je dalej i dalej…i tak pliki hrywien przechodzą z końca autobusu do początku przez ręce ok. 50 osób i trafiają do kierowcy, który w ten sam sposób wydaje resztę, która znowu wraca (ciekawe czy w takiej kwocie jaka być powinna) do właściciela przez dziesiątki rąk innych podróżnych. I ciekawe właśnie czy te hrywny tu nie giną:D. Co kraj to obyczaj, ale w Polsce i w UE by to raczej nie przeszło, a Ukraina się pcha do UE. Tramwajami kierują we Lwowie tylko kobiety z tego co zauważył MikeHarry, ale tam bilety są po 2 hrywny i się już je wydaje. Czasami gwałtownie hamują i można polecieć na ryj parę metrów do przodu jak się stoi.

Ogólnie każdy jeździ i chodzi jak se chce. Jeśli pasy już są to ich nie widać, znaków drogowych jest jak na lekarstwo – są przeważnie w centrum i mało kto zwraca na nie uwagę. Można chodzić środkiem jezdni między sznurem samochodów i przejeżdżać po chodniku. Nie obowiązuje żadne pierwszeństwo czy ruch jednostronny bo można wyprzedzać kiedy i kogo się chce i jeździć prawą i lewą stroną – wolna amerykanka, brak faszyzmu na drogach. Wyprzedza się tramwaje i autobusy, które przejeżdżają po Starym Mieście bezpośrednio między straganami i zwiedzającymi. Jeździ się szybko, byle szybciej, a najczęściej  używany element samochodu to chyba klakson. Trąbią ciągle na siebie, więcej niż u nas. Gorsze chamstwo na drogach niż w RP, ale milicja się za bardzo nie czepia, zakazy są bardziej teoretyczne. Samochody jeżdżą i nowe i stare-Wołgi i BMW spotykałem. Większość pojazdów to graty, które w Polsce nie zostały by nawet do ruchu dopuszczone.

Stare miasto

W centrum Lwowa pełne straganów z jedzeniem robionym na oczach zwiedzających, stoisk z pamiątkami, szalikami z Banderą i napisem UPA, można kupić papier toaletowy z wizerunkiem Putina (20 hrywien – 4 zł) i wycieraczkę pod drzwi także z wizerunkiem Putina i podpisem – wytrzyjcie nogi. Sprzedają miód, szaszłyki i lokalne wyroby, grzane wino i piwo. Jest pełno starych kamienic (jeszcze polskich) np. Pałac Potockich (ale on już nie na Starym Mieście), w ogóle skansen historii architektury. Jest nawet kamienica Jana 3-ciego Sobieskiego w której był jak jeszcze nie był królem. Jeśli chcecie się tam ruszyć to ze sporą ilością gotówki bo bez zakupów się nie obejdzie i każdy znajdzie tam coś dla siebie. Przez Stare Miasto można przejść na górę zamkową, jednak bez zamku….

SAMSUNG

SAMSUNG

Graffiti na starym mieście

Hrywny-złote

W Siedlcach w galerii za 104 zł dostałem 400 hrywien, a we Lwowie w jednym z kantorów za 100 zł dostałbym 480 hrywien!. Nie wiem od czego zależy ta różnica i gdzie jest większy faszyzm walutowy (wychodzi na to że u nas) bo się za bardzo nie znam, ale jak wy się znacie na kursach walut to możecie napisać w komentarzu czemu we Lwowie za te 100 zł o 80 hrywien więcej??. Poza tym na hrywnach są śmieszne motywy bo na 500 (banknot) nawet masońskie!, a w siedleckich kantorach już nimi nie handlują. Od tego roku ma podobno hrywna w ogóle wyjść z obiegu i nie będzie można jej kupić ani sprzedać – tak dowiedziałem się w kantorze. Ostatnie hrywny zostały już wykupione przez nas w tym kantorze w galerii. Nie wiem czy z tym wyjściem z obiegu to rzetelna informacja – się okaże.

Góra Zamkowa

400 metrów pod górę schodami i po śliskiej, brukowej powierzchni. W górę jeszcze ujdzie, ale schodząc w dół można się zabić. Po drodze są stoiska z pamiątkami – fajki,magnesy na lodówkę i takie tam pierdoły. Jeśli wdrapiecie się już na samą górę nie będziecie żałować. Ja nie żałowałem. To drugie wydarzenie dla którego warto było tam pojechać bo najbardziej zapadło mi w pamięci. Widoki są lepsze niż w Warszawie z Pałacu kultury, jednak wtedy wszystko było za mgłą, a widać sporą okolicę, gdyby nie mgła to nawet poza horyzont. To już metraż jakby poniekąd górski, więc widać i szczyty czarnych gór całkiem nie daleko. Na górę wspina się dużo ludzi, za opłatą można tam popatrzeć przez lornetkę (1 hrywna za minutę), jakiś ziomek rysuje ołówkiem portrety, a jakiś pies pokazuje swoje wybryki turystom i prosi pana o krakersy. Szczyt jest zwieńczony masztem z żółto-niebieską flagą,a jacyś kozacy poprzylepiali jeszcze na niego wlepy. Niesamowity widok i polecam go naprawdę wyjeżdżającym do Lwowa i nie mającym lęku wysokości. Zejść było już ciężej bo miałem śliskie buty i można było się wyj**ać, a barierki, które są żeby się ich przytrzymać to są tak solidne że jakby się o nie oprzeć to poleci się 400 metrów w dół po zaśnieżonym stoku razem z barierką!. Zejście jest trochę niebezpieczne i można najeść się strachu, długo schodziłem, a na koniec się zgubiłem i nie udało mi się zabić…

SAMSUNG

Widok z Góry Zamkowej bez zamku

Zgubiłem się

No i prawie 2 godziny pochodziłem sobie sam Po Lwowie bo kolega zszedł szybciej,a ja najwyraźniej trzęsąc się jak galareta i ślizgając wybrałem z tego wszystkiego inną drogę zejścia z góry. Schodziłem jakieś pół godziny i zszedłem od tyłu, kolega już na mnie nie czekał to nie pozostało mi nic innego jak staczając się powoli ze śliskiej stromizny wrócić do hostelu samemu. Udało mi się to tak że pytałem o drogę po polsku napotkanych Ukraińców, miewałem chwilę zwątpienia że już nigdy tam nie wrócę i zostanę tu, zamarznę, nie byłem smutny czy zrozpaczony tylko wkurwiony. Dotarłem za wskazówkami przechodniów na Stare Miasto, pobłąkałem się tam chwilę szukając odpowiedniej uliczki, a że byłem już tam raz wcześniej jak szliśmy na górę to zajęło mi nie całą godzinę znalezienie odpowiedniej drogi do hostelu…. Jak się nie zgubisz to se nie pozwiedzasz, tak samo jak się nie przewrócisz ro se nie poleżysz, a do tego ostatniego to już mało mi na tej górze brakowało…..

Cieszycie się że się znalazłem??. Czy może wolelibyście mnie już więcej nie zobaczyć??. Chyba że mój nekrolog i fioletowego od mrozu trupa w trumnie. Była by międzynarodowa afera, ambasada we Lwowie musiała by się zatroszczyć, w końcu zaginął by żyjący jeszcze obywatel RP….

*Będę miał zdjęcia z tego wyjazdu to powgrywam je między tekst, a narazie to C.D.N….

Wpis gościnny

Uzupełnienie jest jakby ktoś po polsku nie rozumiał to wpis gościnny z tłumaczeniem po czesku od Marian Mario Artych, DIS. Też dla Czechów,którzy do Lwowa nie jeżdżą bo nie ma on dla nich takiego znaczenia jak dla Polaków. W Czechach podobno telewizja i dziennikarze gówno mówią, co się na świecie dzieje to i ludzie tyle wiedzą, a takie rzeczy jak u nas o Ukrainie to się mówi w Czechach o Polsce. Chodzi o negatywne rzeczy żeby było jasne – że w Polsce to patologia, sól drogowa, dziadostwo i krętactwo itp.  Druga część też będzie przetłumaczona. Może jakiegoś czeskiego turystę zachęcimy tym do odwiedzenia Lwowa.

Mikeharry ve Lvově na závěr roku 2014, první část Více zde: http://www.marioartych.com/sledovana-fakta/co-nevite-o-ukrajine/ Vytvořte si vlastní stránky zdarma: http://www.webnode.cz

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: