Tęczowa rodzina Jones`a i socjalistyczny raj na Gujanie

A dzisiaj będzie o sektach.

Urodzony w Indianapolis Jim Jones wstąpił tam do kościoła metodystów, byli oni jednak dla niego za mało radykalni w walce z rasowymi różnicami, więc wraz z żoną  – Marceliną adoptowali 5 wielorasowych dzieci, ideologizując w ten sposób swoją walkę z rasizmem obnosili się w środowisku z tym faktem i uczynili z niej swój cel.Przez to wielu ludzi miało ich za dziwaków i odwróciło się od nich. – Tak powstała – „Tęczowa Rodzina” (nie mylić z ped….,przepraszam, z tęczą odstępców). Znaleźli się jednak i  wielbiciele Jonesa, a potem i wyznawcy do tego stopnia że założył w Indianapolis w 1955 r. „Świątynie Ludu” – wspólnota ta wyznawała jako religię sprzeciw wobec segregacji rasowej!. W świątyni jednak mało mówiło się o Bogu (którymkolwiek), a więcej czczono socjalizm – równy podział dóbr. (Socjalizm w Polsce miał inne oblicze niż na zachodzie, ale i tam znalazł swoich zwolenników). Idea Jonesa znalazła większe poparcie w latach 60. kiedy to dostawał większe darowizny, a do „Świątyni Ludu” należeli w większości biali przedstawiciele klasy średniej, którzy przekazywali mu swoje majątki, a te Jones szybko inwestował. Za pieniądze zebrane od zwolenników postanowił zbudować samodzielne, niezależne państwo, poza USA, które w jego przekonaniu skazane było na los Babilonu, a nowa Jerozolima dla wybrańców jest na Gujanie (takie małe państwo w Ameryce płd.).

Jones zakupił na Gujanie (za kasę tych frajerów co wyznawali  jego, socjalizm zamiast Boga i walkę z różnicami rasowymi??!!) sporo gruntów i rozpocząL budowanie na nich nowego, lepszego, samowystarczalnego, odizolowanego od reszty świata Gujańską puszczą państwa. Miało to być miasto ludzi uszczęśliwionych przez niego i dlatego nazwano je – Jonestown (teraz stolica Gujany nazywa się – Georgetown. Może to też od jakiegoś guru sekty który budował tam swoim wyznawcom marksistowski czy trockistowski raj??). Wyznawcy z Gujany pisali listy do swoich rodzin w USA w których przedstawiali swoją socjalistyczną osadę jako raj na ziemi, ale zdarzały się też ucieczki z Jonestown. I właśnie tymi ucieczkami zaciekawiony pewien kaliformijski kongresmen udał się tam z grupą dziennikarzy i zaproponował (tej bandzie oszukanych przez Jonesa frajerów, którzy do tego stopnia wierzyli w socjalizm że zrobili se z niego religie) zorganizowanie powrotu do USA. Kamery pokazywały tylko zadowolonych z życia w osadzie, a rzeczywistość była inna. Bo w rzeczywistości życie w Jonestown to było cierpienie i więzienie – sprowadzano coraz więcej broni i uzbrojonej ochrony niby po to żeby bronić jedynego,socjalistycznego raju na ziemi przed zgniłym zachodem, a tak na serio to po to żeby pilnować czy z tego socjalistycznego raju przypadkiem nikt nie ucieka. Ludzie donosili na siebie i rozbijano w ten sposób rodziny i przyjaźnie, a z takiej równości też wyszła dupa bo wykształciła się uprzywilejowana grupa urzędników i okrutnych ochroniarzy (socjalizm zawsze do tego prowadzi),kaci i konfidenci. Mimo że ludzie byli tam nieszczęśliwi to na około 1000 osób będących w sekcie na wezwanie kongresmena do powrotu do USA odpowiedziało tylko kilka osób i zaraz zobaczycie co się z nimi stanie….

Jones nie zamierzał wypuścić swoich wyznawców jednak tak łatwo bo bał się że opowiedzą oni zewnętrznemu światu co się dzieje tu na Gujanie (a działo się jak w książce Orwella!) i nakazał uzbrojonym strażnikom ich powystrzelać przed odlotem. – Kongresmen i dziennikarze zgineli na miejscu razem z jednym uciekinierem,a kilka osób zwiało do puszczy. Inni członkowie sekty nie mieli o całym zajściu pojęcia, a do osady sprowadzono 45-cio kilogramowy pojemnik z cyjankiem potasu i na wieczornym apelu Jones przekonywał wszystkich że masowe samobójstwo to dla nich jedyne rozwiązanie!. Paru członków sekty uciekło ze sporym majątkiem jej, cześć osób zastrzelili ochroniarze, a jeszcze inni zmarli po wypiciu napoju z cyjankiem, zabijano też zastrzykami z trucizną – to rannych i niedobitych!.

Zgodzili się bidule na masowe samobójstwo chociaż nie byli pod wpływem narkotyków, ani alkoholu. Byli ideologicznie zmanipulowani przez Jonesa – szefa sekty (jeden idiota zrobił w chuja 1000 frajerów!,sic!). Jones już wielokrotnie robił takie próby solidarności z nim – stawiał przed członkiem sekty kubek (niby z trucizną) i pytał czy nie wypili by jej dla niego. Większość się na to zgadzała, a trucizny były najczęściej fałszywe. Ale Jones osiągnął to co chciał – wiedział już że nie dość pooddawali mu swoje majątki to jeszcze zabiją się dla niego jeśli będzie trzeba, ufali mu. Ale jedna jedyna próba (ta po masakrze na lotnisku) zakończyła się śmiercią 900 osób!.

Ludzie wstąpili do jego sekty bo podzielali jego socjalistyczne poglądy i chcieli stworzyć sobie socjalistyczny raj z dala od USA, którego nienawidzili i mieli je za siedlisko zła lub byli rozczarowani niemożnością zrealizowania tam swoich marzeń. Byli przekonani że po zabójstwie kongresmena przyleci amerykańskie wojsko i pozabija ich wszystkich jako terrorystów dlatego woleli zabić się sami, truciznę podając najpierw dzieciom. Bali się przyznać do porażki – socjalistyczny raj okazał się dla nich piekłem, więzieniem!. Wielkim oszustwem dla kasy,a oni wyszli na frajerów. (A swoją drogą MikeHarry jest ciekawy jakie wy byście mieli miny drodzy, odwiedzający mój blog jak byście wyszli na takich frajerów jak wyznawcy Jonesa??, uwierzyli byście w coś takiego nawet jeśli chciano by wykorzystać waszą złą, tragiczną sytuację żeby zarobić na was??. Czy nawet w najcięższych,najokrutniejszych warunkach, w obliczu niewyobrażalnego cierpienia zachowali byście zimną krew i zdrowy rozsądek??. Nie wybrali byście swojego, wymarzonego raju zamiast kraju którego nienawidzicie??. – Zachęcam do dyskusji w komentarzach).

Baza wojskowa w Dover stała się największym domem pogrzebowym w USA, kiedy sprowadzono tam 911 ciał zmarłych w trakcie masakry i otrutych cyjankiem – po część ciał zgłosiła się rodzina,ale było tam dużo nielegalnych, samotnych imigrantów, których nie dało się w ogóle zidentyfikować. Większość cmentarzy odmówiła nawet przyjęcia tych 409 ciał, ale wreszcie jeden się znalazł co przyjął. A w Dover zostało jeszcze jakieś 30 urn, po które nikt się nie zgłosił – nie odebrały ich rodziny ani nie pochowano ich jako „NN”. Zostały odnalezione nie dawno (po ponad połowie stulecia!) podczas prac budowlanych…

*No trochu smutna historia~. Ale MikeHarry ma nadzieje że daje wam do myślenia i wyczerpuje znamiona horroru bo przecież o tym jest ten blog. I widzicie do czego prowadzi socjalizm?? (Możecie przy okazji coś o autorze wywnioskować bo nowe zdjęcie będzie dopiero po dwusetce odwiedzin), a socjalizm w połączeniu z ewangelią jeszcze gorszy!. I tutaj się należy parę słów o teologii wyzwolenia bo nie wszyscy chyba wiedzą co to.

**Teologia wyzwolenia – prąd umysłowy, który pojawił się z początkiem lat 60. XX w. w ramach teologii chrześcijańskiej, głównie latynoamer. Podłożem była sytuacja społeczna w Ameryce Łacińskiej, obszary niewyobrażalnej nędzy ludności i nieprawdopodobnego bogactwa wśród rządzących, system dyktatur stojących na straży takiego porządku, radykalizowanie się nurtów politycznych, rozwój guerrilli sięgającej do idei ekstremizmu lewicowego. Na takie wyzwania starali się odpowiedzieć niektórzy przedstawiciele Kościoła katolickiego, wycofując dotychczasowe charakterystyczne w Ameryce Łacińskiej poparcie Kościoła dla feudalnych i dyktatorskich reżimów.

Teologia wyzwolenia za punkt wyjścia przyjęła doświadczenie zniewolenia przez nędzę i niesprawiedliwość, głosząc potrzebę budowy sprawiedliwych społecznie stosunków. Współgrały te tezy z ówczesnymi zmianami w społecznej doktrynie Kościoła katolickiego wprowadzanymi przez Jana XXIII i Pawła VI oraz Sobór Watykański II. Jednak teologia wyzwolenia szła dalej uznając, iż obowiązkiem nie tylko świeckich katolików, ale i duchownych jest przyczynianie się bezpośrednio do naprawy sytuacji, co oznaczało zaangażowanie w politykę.

Wyraźnie zaznaczył się też ideowy związek z marksizmem. Wyzwolenie chrześcijan i zbawienie przestało być tylko aktem duchowym, ale otrzymało wymiar społeczny, doczesny. Tak też oceniła rzeczywistość konferencja episkopatu latynoamerykańskiego z 1968 w Medellin przyznając uciśnionym prawo do samoobrony.

Teologia wyzwolenia stała się więc poglądem nie tylko szeregowych księży, ale i części biskupów kontynentu, a Chrystus z karabinem na ramieniu jednym z symboli. Tego typu radykalizm nie zyskał już poparcia Watykanu, a szczególnie nowego papieża Jana Pawła II. Zrodziło to konflikt między najbardziej znanymi teologami wyzwolenia, jak: L. Boff, G. Guttierez, S. Galilea, J. Sob-rino a oficjalnymi czynnikami kościelnymi.

Hasło opracowano na podstawie “Słownika Encyklopedycznego Edukacja Obywatelska” Wydawnictwa Europa. Autorzy: Roman Smolski, Marek Smolski, Elżbieta Helena Stadtmüller. ISBN 83-85336-31-1. Rok wydania 1999.

Więcej o teologii wyzwolenia znajdziecie sobie w internetach. Przytoczyłem tylko najwazniejsze.

Piszcie komenty! -MikeHarry

 

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: